3 DOORS DOWN

[SKŁAD]
Brad Arnold - wokal
Chris Henderson - gitara
Todd Harrel - bas
Matt Roberts - gitara
Greg Upchurch - perkusja

poprzedni członkowie:
Daniel Adair - perkusja
[ROK ZAŁOŻENIA]
1994
[POCHODZENIE]
Escatawpa, Mississippi. U.S.A.
[DYSKOGRAFIA]
[TEKSTY I TŁUMACZENIA]
[MEDIA]
[WYWIADY]
[LINKI]
[FANI]
[OSTATNI NEWS] 08.02.2005

3 DOORS DOWN wzięli sobie pałkera z PUDDLE OF MUDD (08.02)

3 DOORS DOWN pozyskali do składu perkusistę Greg'a Upchurch'a z PUDDLE OF MUDD.

Greg zastąpi w zespole Daniel'a Adair'a który opuścił 3DD dla NICKELBACK. W takiej sytuacji możliwe, że Puddle Of Mudd zaczną rozglądać się za nowym pałkerem.

zobacz wszystkie newsy o zespole
[HISTORIA]
Zanim ich kariera nabrała tempa, w czym niewątpliwie wielki udział miał sukces utworu "Kryptonite", obstawiali koncerty w małych klubach na Południu i odwalali drobne fuchy na boku. Brad Arnold (wokal, perkusja), Todd Harrel (bas) i Matt Roberts (gitara) zeszli się w 1994 roku i pozostawali w cieniu przez 3 lata, aż do momentu gdy wcześniej wspomniany kawałek wywołał wielkie poruszenie w lokalnej stacji radiowej. Natychmiast pod swoje skrzydła wzięła ich wytwórnia Republic Records, a Chris Henderson wypełnił miejsce drugiego gitarzysty. Wydany w 2000r. debiutancki album "The Better Life" przekształcił prowincjonalny zespół w prawdziwe gwiazdy rocka.
Zaraz po trasie koncertowej, na której wspomagał ich perkusista Richard Liles, wrócili do rodzinnego Escatawpa w Mississippi w celu zregenerowania sił i rozpoczęcia pracy nad drugim wydawnictwem. Podczas gdy sprzedaż "The Better Life" ani na chwilę nie spadała, Arnold zaczął w swoich piosenkach odzwierciedlać nową filozofię zespołu. Chciał nimi przekonać słuchaczy, że nie są sami, i że wielu ludzi czuje się podobnie. Z nim włącznie. Do współpracy przy drugim albumie zaprosili Josha Freese'a (A Perfect Circle). Krążek ukazał się w 2002r., nosił nazwę "Away From The Sun" i prędko wdrapał się na ósmą pozycję na liście 'Billboard 200' sprzedając się przy tym nakładem ponad trzech milionów egzemplarzy dzięki takim hitom jak "When I'm Gone", czy "Here Without You".
Dołączył do nich perkusista Daniel Adair i następne dwa lata spędzili na koncertowaniu dzieląc scenę z takimi zespołami jak Creed, Nickelback, czy Puddle Of Mudd. Wystąpili również na pokładzie U.S.S. George Washington dla Marynarki. "Spędziłem trochę czasu w wojsku," wspomina Henderson. "Ciekawie było móc spojrzeć na statek 'z boku' nie musząc szorować pokładu. Chłopakom z Marynarki naprawdę należy się szacunek. Chronią nasz kraj często narażając przy tym własne życie."
Po powrocie z trasy natychmiast weszli do studia, zgrywając 13 kawałków w zaledwie 17 dni. Wydając nowy album, pod, jak najbardziej odpowiednim, tytułem "Seventeen Days", rokersi z Południa kontynuowali eksplorację melodyjnych korzeni. Pierwszym utworem z tej płyty, który uzyskał miano hitu był "Let Me Go", jednak najznakomitszym kąskiem może okazać się "Landing in London". To właśnie ten kawałek, w którym usłyszeć można również wokal rockowego weterana, Boba Segera, jest najlepszym dowodem na to, że Arnold nie wyzbył się poczucia samotności: "L.A. is getting kind of crazy / And New York is getting kind of cold / I keep my head from getting lazy / I just can't wait to get back home."
Pomimo koncertowania na całym świecie i kolaboracji z wielkimi gwiazdami, muzycy z 3 Doors Down nie pozwolili, by woda sodowa uderzyła im do głów. "To co widzisz jest tym, co dostajesz od zespołu" twierdzi Henderson. "Nie strzelamy fajerwerkami, nie puszczamy laserów po widowni, nie plujemy krwią i nie huśtamy się na linach. Jesteśmy po prostu pięcioma kolesiami grającymi rock&roll, i to jest szczere. Na tym polega polityka zespołu. Po prostu chcemy grać." Na miejsce Adair'a, który przeszedł do Nickelback'a, wskoczył były perkusista Puddle of Mudd, Greg Upchurch.

"Pochodzę z małego miasteczka..."
"Jesteśmy anonimowymi chłopakami, którzy lubią robić to, co robią," przyznaje Henderson. "Nie jesteśmy wznoszącymi rebelie, bijącymi wszystkich dookoła i wyrzucającymi telewizory przez okna hotelowe imprezowiczami. Nie wzbudzamy zbyt wielkiego zainteresowania prasy i nie jesteśmy zwaśnieni z Eminemem."
"Pochodzę z małego miasteczku, w którym wszyscy mnie znają, ale tak już zawsze było" dodaje. "Staliśmy się wielcy w dość krótkim czasie, co jednak nie zmieniło mnie ani trochę. Nadal chodzę do tego samego warzywniaka, tankuję na tej samej stacji benzynowej, jadam w tej samej restauracji i mieszkam w tym samym miejscu."
Wciąż na chodzie
"Nagrywając 'Away From The Sun' byliśmy jeszcze wstrząśnięci sukcesem poprzedniego albumu," twierdzi Harrell. "Możnaby rzec, że zostaliśmy rzuceni wilkom na pożarcie. Trochę to trwało zanim przestało nam się kręcić w głowach po pierwszej trasie. I wydaje mi się, że wtedy właśnie o tym pisaliśmy - o byciu z dala od rodziny i przyjaciół. Ten temat chyba najczęściej był poruszany na ostatniej płycie. Teraz jesteśmy w nieco innym miejscu i myślę, że wrócimy do porządnego grania rocka."
Siedemnaście szalonych dni
"Siedzieliśmy w Ocean Way Studios w Nashville, korzystając z pokoju, w którym on zazwyczaj nagrywa" - Harrel wspomina współpracę z Bobem Segerem - "Zawsze gdzieś się kręcił chcąc wejść do studia. Przesiadywał w kuchni i serwował kawę, więc musieliśmy go poprosić o gościnny występ na płycie."
"Trasa skończyła się 31-ego lipca, a nowy album chcieliśmy wydać na początku 2005r.," dodaje. Więc wzięliśmy się porządnie do roboty. W siedemnaście dni powstało trzynaście kawałków - stąd też nazwa nowego wydawnictwa. W połowie sierpnia album był już gotowy. Robota wcale nam nie idzie, kiedy siedzimy w domach, więc po co było tracić kupę czasu?"
Lądowanie perkusisty
"Greg [Upchurch] jest świetnym facetem i wyśmienitym perkusistą," mówi Arnold o nowym pałkerze. "Myślę, że wszystko świetnie się ułoży. Nie mamy zamiaru spoglądać za siebie... a wydaje mi się, że z Gregiem zrobiliśmy niezły krok do przodu. Wszyscy rozumiemy się doskonale, więc jest całkiem nieźle."
opracowanie: [dlk], źródło: RockDaily