|
[HISTORIA]
'To wielka podróż przez życie,' mówi gitarzysta 40 Below Summer Jordan Plingos o intensywnym, debiutanckim albumie swojej grupy, "Invitation To The Dance". 'Jest wiele życiowych tematów i uczuć. Niektóre utwory traktują o nieszczęściu, a niektóre o pozytywnym nastawieniu i dobrej zabawie.'Jak w swej nazwie, muzyka tego nowego zespołu z New Jersey jest nauką na sprzecznościach, sprawiając, iż 40 Below Summer stali się jedną z najbardziej charakterystycznych grup w nowej generacji heavy rockersów. 'Nazwa zespołu (40 Poniżej Lata, czy jakoś tak - przyp.Marka) oznacza przeciwieństwa,' mówi Plingos. 'I to właśnie robimy: zbieramy absolutną brutalność i ciężkość i wkładamy je w piękne piosenki. Nie jesteśmy zespołem jedno-wymiarowym. Mówi to nasza muzyka i nasza nazwa.'
Przeszłość 40 Below Summer jest tak różnorodna i niekonwencjonalna jak sama grupa, pełna dziwnych, lecz prawdziwych zdarzeń. Rdzeń zespołu zawiązał sie w 1998 roku, gdy perkusista Carlos Aguilar - rodowity Peruwiańczyk, który przeprowadził się tu w wieku lat piętnastu i zaczął uczyć się grać na bębnach, uderzając pałeczkami na kanapie - grał w zespole Alien i zaprzyjaźnił się z wokalistą Max'em Illigde'm. Illigde był znany w show biznesie, gdyż pracował na Broadwayu gdy miał dwanaście lat, a przedtem grał małego chłopca w legendarnym klipie Talking Heads "Burning Down The House". Plingos: 'Max był związany ze śpiewem przez całe życie... ma wielki talent, udany z niego dzieciak.'
Illidge i Aguilar polubili się i zaczęli razem improwizować, czasem dokładając sobie gitarzystę Joe D'Amico. Po graniu w czwórkę z prowizorycznym basistą, ciągle zmienianym na gitarzystę, D'Amico skontaktował się z przyjacielem z dzieciństwa - i przy okazji kolegą zespołu - Plingos'em, aby zagrał na basie. Kiedy drugi gitarzysta odszedł, Plingos przerzucił się na swój oryginalny instrument, i rozpoczęło się poszukiwanie basisty, prowadzące do Hector'a Graziani.
Graziani przeniósł się do Stanów z Puerto Rico osiem lat temu, i zaokrętował na muzycznej podróży, która prowadziła go z Bostonu na Florydę i do Nowego Jorku, lecz żądza grania muzyki trwała w nim od wczesnego dzieciństwa: 'Jestem najmłodszym członkiem mojej rodziny. Mój starszy brat, gdy byłem dzieciakiem, lubił słuchać klasyki, od Hendrix'a przez Doors'ów do Led Zeppelin'a. Mój drugi starszy brat słuchał Iron Maiden, Kiss, cięższej muzyki. W tym czasie grałem w koszykówkę i poświęcałem jej mnóstwo czasu, lecz gdy odkryłem muzykę, cały mój sport zaczął zanikać, a muzyka w moim życiu stawała się coraz większa i większa. Pamiętam dni, które spędzałem siedząc przy stereo z płytami braci, gapiąc się na okładki i słuchając muzyki cały dzień.
Wspólny przyjaciel doprowadził do spotkania Graziani'ego i 40 Below Summer w październiku 2000, i dalej wszystko potoczyło się szybko. Stale grając w New Jersey i okazyjnie w Nowym Jorku, mieli materiał, by na własną rękę wydać CD, "Sideshow Freaks". Ich muzyka trafiła do No Name Managment, domu Slipknota i Fear Factory, a tydzień później Graziani skompletował skład zespołu, który zabezpieczała umowa z zarządem. Liczne występy na obu wybrzeżach zaowocowały tym, że zespół zaczęło sprawdzać piętnaście wytwórni, nim London/Sire się wzmogła. Następne wydarzenia: nagranie "Invitation To The Dance" w L.A. ze znanym producentem Garth'em Richardson'em (Rage Against The Machine, Kittie).
'Myślę, że pierwszą rzeczą jaka spodobała nam się u Garth'a był jego spokój,' przypomina sobie Plingos. 'Nie był typem, który mówił nam 'Dawajcie chłopaki, dawajcie!' Był bardziej nastawiony na 'zrelakujcie się, oswóicie.' Jego zadaniem jest wydobycie tego, co w tobie najlepsze, więc naciskanie, byś coś zrobił nic nie daje. Zależało mu na nas, co było niesamowite.'
'Garth był naprawdę fajny - żadnego zgrywania wielkiej postaci, czy czegoś w tym stylu,' dodaje Graziani. 'Mówił, żebyśmy po prostu grali, nie martwiąc się o nic.' Dawał nam wszystko czego potrzebowaliśmy, by lepiej nagrywać.'
"Invitation To The Dance" oferuje tuzin dźwięków, których zróżnicowanie, wciąż agresywne, przyjemnie łechce podniebienie muzycznych pomysłów, które większość zespołów wykorzystuje na swoim trzecim krążku. Utwór otwierający "We The People" jest jak pobudka, metalowy hymn bez zahamowań: 'Ten kawałek jest o nas, naszych przyjaciołach i rodzinach, o tobie i wszystkich wokół nas, którzy są prawdziwi i naprawdę dzielą z nami tą samą wizję,' mówi Plingos. 'Jest o przejmowaniu obowiązków, bez siedzenia na tyłku i pozwalania, by ludzie mówili ci co masz robić, jeśli nie chcesz tego robić. Rób to na co masz ochotę i staraj się to robić jak najlepiej.'
"Step Into The Shadow" i "Smile Electric" idą w parze, Illigde krzyczy w twoją twarz nalatując i nurkując wśród słuchowej rzezi popełnianej przez D'Amico, Plingos'a i niesamowicie zreczną sekcję rytmiczną. "Whither Away" - utwór o stracie - naznaczony jest przez delikatną, nie dającą spokoju melodię, podczas gdy "Falling Down" odważnie prowadzi zespół w obu tych kierunkach. 'Ta piosenka obejmuje wszystko co mogliśmy zrobić w jednym kawałku,' mówi Plingos dumnie. 'Jeśli ktoś zapyta mnie jak brzmi nasz zespół, odpowiem, by posłuchał "Falling Down", gdyż zawiera w sobie wszystko. Zaczyna się ciężko i brutalnie, by potem, od mostka i refrenu do końca, sprawić, byś zapłakał. Ten utwór obejmuje wszystko.'
Cofnijmy się do podróży wspomnianej na początku. 'Gdy zaczynasz zespół, masz pięciu kolesi, którzy mają wrodzony talent, ale są rownież bombardowani przez różne wpływy i rzeczy, które dzieją się dookoła,' mówi Graziani. 'Potrzeba czasu, by się lepiej poznać i stworzyć muzyczne powiązanie, i to właśnie doprowadziło zespół do brzmienia, którego możecie teraz słuchać.'
Co to jest? Zaledwie jedno z najbardziej dynamicznych, brutalnych i potężnych, ciężkich brzmień, które pojawiły się w 2001 roku. Chodźcie i dołączcie do tego tańca - jesteście zaproszeni.
Poranek po. Każdy z nas je przeżył. Budzisz się z zamglonym spojrzeniem, zastanawiasz się gdzie jesteś, jak się tu znalazłeś i kto do cholery śpi obok ciebie. Dobra wiadomość to ta, że nastał nowy dzień - możesz wstać, wyjść i żyć dalej. Dla 40 Below Summer "The Mourning After" jest idealnym tytułem dla drugiej płyty, nadchodzącej po dwóch latach, podczas których zespół przeżył swoje wzloty i upadki. Stworzyli jedno z najbardziej wyróżniających się i mocnych wydawnictw 2003 roku.
"Przeszliśmy przez dwuletni osobisty i emocjonalny Holocaust," mówi wokalista Max Illidge. "Nie tylko jako zespół, ale indywidualnie. Patrząc na to przez co przeszli członkowie zespołu, mogę powiedzieć, że zarówno zawodowo jak i prywatnie był to ciężki okres."
40 Below Summer zawsze ciężko pracowali, czy grając koncerty w małych klubach, czy na trasie Jagermeister Music Tour z Drowning Pool, Coal Chamber i Ill Nino, chociaż zawsze pomagali im wierni i oddani fani. "To bardzo budujące, szczególnie jeśli grasz w małych klubach i dzieciaki szaleją," kontynuuje Plingos. "Jeżdżą za nami, wariują gdy nas widzą chcą z nami gadać i mówić co myślą o koncercie. To kompletnie szalone co może zrobić pięciu kolesi w vanie."
Wzmocniona przez fanów grupa pisała w tym czasie materiał na "The Mourning After" i na nowo odkrywała swoją miłość do tworzenia muzyki. "Na moment straciliśmy poczucie tego kim byliśmy i co robiliśmy," dodaje otwarcie Illidge. "Zostaliśmy złapani w pułapkę biznesu i straciliśmy to uczucie, które mieliśmy na samym początku, tą radość grania i tworzenia muzyki."
Zespół zaczął pisać prawie natychmiast po wydaniu "Invitation To The Dance". Odrzucił jednak koło 15. utworów, zanim zdecydował się do końca wyrzeźbić 21 i spośród nich wybrać 10 najlepszych (plus bonus "The Day I Died") na album "The Mourning After". Wytwórnia Razor & Tie odkryła zespół w lutym 2003 roku gdy grali z E. Town Concrete, po czym podpisali umowę w czerwcu i zespół był gotowy wkroczyć do studia.
Producent David Bendeth (Vertical Horizon, Crash Test Dummies) wniósł do brzmienia grupy powiew świeżości. "Odkryliśmy, że jeśli będziemy pracować z kimś kto ostatnio zrobił siedem płyt zespołów heavy rockowych, to wszystko to będzie brzmieć dokładnie tak samo," mówi Plingos. "Nie chcieliśmy tego. David w żadnym stopniu nie myśli jak producent. Przede wszystkim jest muzykiem, gitarzystą i myśli tak jak my."
Na "Invitation To The Dance" 40 Below Summer odkrywali swoje muzyczne możliwości. Ich nowe utwory "Self-Medicate" i "F.E." (z udziałem wokalisty Ill Nino Cristian'a Machado) są mocne i intensywne, podczas gdy "Awakening" i "A Better Life" są melodyjne, emocjonalne i iskrzą się pięknymi haczykami. "Na pierwszej płycie przechodziliśmy z brutalności do siły, teraz chcemy żeby muzyka była melodyjna. Uczymy się jak mieszać różne rzeczy, by powstał z tego dźwięk."
"Nie jesteśmy zespołem nu-metalowym," zapewnia Illidge. "Mamy w sobie elementy nu-metalu, mamy elementy starego metalu, hardcore'u, rocka i folku, a nawet trochę jazzu i funku. Nie chcemy być zaszufladkowani. Jesteśmy agresywną rockową grupą, rock zawiera w sobie wszystko."
"Muzyka jest pierwsza," podsumowuje Illidge. "Muzyka i zespół są najważniejsze, cała reszta to sprawa drugorzędna." To powiedział człowiek, który wie o czym mówi. Z "The Mourning After" 40 Below Summer znów przybywa by was rozbudzić.
opracowanie: Marka
|