|
[HISTORIA]
"Endo" to przedrostek, który oznacza "wewnątrz/w środku". W przypadku Endo, to okrutnie piekący zespół z Miami na Florydzie - to mówi samo za siebie. Poproszony o określenie esencji i siły napędowej ich muzyki, wokalista Gil Bitton natychmiast podsumowuje: "Nuklearny wybuch, eksplozja emocji. Totalne posiadanie." Doświadczenie w słuchaniu "Evolve" - debiutanckiej płyty Endo dla Columbia Records - jest jak: zanurzenie się w niedoświadczeniu świata, nagie uczucie prowadzące do maksymalnego stopnia dzikiej intensywności.
Urodzony w Izraelu, Gil Bitton, w młodym wieku przeniósł się na Florydę i dorastał w domu, który był nasycony muzyką - od Elvisa, przez R&B lat 50. i różne zespoły rockowe z lat 60., do marokańskiego folku. (Rodzice Gil'a urodzili się w Maroku, przenieśli do Paryża, potem do Izraela i w końcu do Miami). Był zdeterminowany do tworzenia muzyki odkąd pamięta. Jego ojciec, muzyk i wokalista, był dla niego inspiracją i dał mu pierwszą gitarę, gdy ten miał 6 lat, odtąd Gil śpiewał i grał. Zawsze był niedopasowanym obserwatorem, w 11. klasie opuszczał szkołę ("dla mnie szkoła była żartem") oddał się więc swojemu własnemu kursowi czytania i wzrostu, skupiony na jednej rzeczy, dążył do swego marzenia. (Obsesyjnie czytał, przeważnie literaturę o tematyce duchowej, teraz zagłębia się w Kabałę).
Na swej drodze Gil znalazł pracę jako gospodarz open-mic (czyli chyba takiej imprezy, na którą każdy może przyjść i zaśpiewać - ja) w Miami, w kawiarni Cool Beans, gdzie co wieczór, śpiewał ze swą gitarą (wtedy drugim gospodarzem był Adam Gaynor, który później grał na gitarze w Matchbox Twenty). W końcu zaczął śpiewać w popularnym w Miami zespole heavy metalowym Above and Beyond, gdzie poznał Zelick'a, ucznia teatralnej i muzycznej szkoły, który rzucił ją dla gry na basie (Bitton: "Nigdy nie widziałem nikogo, kto rzucał by tak swoim ciałem, i kto byłby całkowicie zaangażowany w grę tak jak on!").
Bitton i Zelick zbierali swoje plony, częściowo z przymusu, tworząc własną muzykę. Założyli Endo 3 lata temu. W dodatku z bębniarzem Joel'em Suarez'em - urodzonym na Kubie i wychowanym na południu Miami - brzmienie Endo zaczynało nabierać jakiejś treści na płytę. Wraz z zakończeniem prac nad "Evolve", w tym składzie koncertowali przez całą wiosnę 2001, otwierając występy grup takich jak Sepultura i Static-X. W tym momencie Suarez postanowił oddać się innym staraniom muzycznym. Ponieważ zbliżała się ogólno-krajowa trasa ze Stereomud, Endo przyjęli perkusistę Joe Eshkenazi'ego, starego druha, który grał w zespołach w Miami z wokalistą Endo Gil'em Bitton'em i basistą Zellick'iem od 14. roku życia. Dogadując się zadziwiająco dobrze z Eshkenazi'm od pierwszej próby, Endo byli gotowi, stanąć w szramki ze światem i zyskać najistotniejszy prestiż, dzięki występom na trasie "Pain & Suffering" po całych Stanach ze Stereomud (trasa wzięła swą nazwę od utworu Endo "Suffer" i singla Stereomud "Pain").
Eli Parker jest weteranem lokalnych zespołów garażowych od najmłodszych lat, oraz dawnym członkiem popularnych kapel z Miami "Waton's Army" i "Level Nine" (oni też grali z Joel'em). Dodatek jego ciężko, ale melodyjnego stylu pomógł Endo osiągnąć wyższy poziom intensywności, do którego dążyli. W roku 1999, zespół podpisał umowę z Concrete Management (Pantera). Mając na koncie otwarcie koncertów Foo Fighters, Notingface i Static-X, Endo zagrali wybuchowy set na SxSW (południe przy południowym-zachodzie) Festival i, niedługo potem, zawarli kontrakt z częścią Columbia Records Dv8 label.
Wraz z 13. utworami "Evolve" utrzymuje nieugiętą wysoką energię, planując teren z szaleńczej dynamiki i nagłych dźwiękowych schiz. Wokale Bittona szarpiące za żołądek zdają się być jak psychiczne drogowskazy wzdłuż drogi: torturujące krzyki przeradzające się w rapowaną tyradę o osobistym bólu, zmieniającą się w szeptane melodie, którymi uwodzi słuchacza i prowadzi go w emocjonalny świat Endo oraz skrajności duchowe. Nagrana w bardzo nowoczesnym, post-industrialnym położeniu, płyta "Evolve" pełna jest niespodziewanych odłamków brzmienia, 'atakujących' cię od początku, przez natychmiastowe uderzenie i szturm, który nigdy nie zelżeje. Album został nagrany i zmiksowany w ciągu roku w Criteria Studios w północnym Miami.
Endo splata się z pełnym asortymentem różnych styli, od ciężkiego funku do wojowniczego hardcore'u. Generalnie ich utwory rozpoczyna totalne, gitarowe przeciążenie Eli'ego Parker'a, poprzedzające załamanie do nielicznych skreczy i surowych brzmień perkusji, w tym czasie Bitton wykłada o swych męczarniach.
"Malice," pierwszy singiel z płyty, kieruje do czegoś pomiędzy ciężką wściekłością, a neo-industrialnym/psychodelicznym groove; przysłuchując się bliżej wyłania się też z tego niepokój. Bitton określa temat tego kawałka jako "czystą paranoję", a jego tekst mówi nam: "nie mogę odychać, gdyż już nie chcę oddychać, nie mogę dostrzec, gdyż nie chcę też widzieć...W złośliwości, we wstydzie, nie byłbym tak beztroski, gdybym ciebie winił..." Ogłuszający tekst refrenu jest jak zrzucenie kaftanu bezpieczeństwa, "Pierdolę twą doskonałość!" "Malice" można także usłyszeć na soundtracku do "Drakuli 2000", nowej produkcji Wes'a Craven'a - milenijnego filmu o wampirach. Kawałek Endo "Los Angeles Times" wykonywany wraz z raperem Xzibit'em znalazł się także na składance "Loud Rocks", tego utworu nie znajdziecie na "Evolve".
Szaleńczy pęd adrenaliny w "Leave Us Alone" jest mieszanką hip-hopu, trashu i techno. To nowe napięcie shizofrenicznego szału. Napęd wzmocnionego basu, gitary i hałasu - zwiększonego przez wybuchy z perkusji - tworzy złośliwe tornado kolidujących ze sobą dźwięków. To napełnia Bitton'a do robienia progresywnych wokali, co prowadzi go do 'wypluwania' rapowanych tyrad, popychania dźwięku na nowe poziomy szalonej intensywności. "Suffer" jest kolejnym hymnem o osobistym bólu: "Niech to odejdzie, co zatapia ciebie, powoli zatapia mnie. Sprawiasz, że cierpię oglądając twą chorobę. Uwięziony w sobie, uwolnij swój umysł. Odpręż się, zostawimy ten świat za sobą... Wciąż cierpisz. Wciąż cierpisz..." Lecz nikt nie cierpi podczas grania tego utworu. Brzmienie to jest jak wstrzykiwanie sobie orkiestry gitar i odtruwanie się elektrycznym hałasem.
Bitton określa jak przyciąga publiczność (czy jest jej sztuk 500 czy 5.000) podczas występów Endo, dwoi się i troi, patrząc w oczy, staje z nimi twarzą w twarz, jeden na jednego, posiada ich gdy równocześnie oddaje się muzyce. Ale mimo pozornej agresji na wokalach i szturmu na ich brzmienie, Bitton szybko podkreśla, że "ludzie mogą myśleć, że to gniew, ale to naprawdę głęboka, emocjonalna intensywność, która musi być uwalniania przez muzykę. Ta intensywność jest właściwie bardzo pozytywna, nasze przesłanie jest pozytywne: personalny rozwój i świadomość." To stawia ich w jednym rzędzie z esencją i czuciem (jeśli nie z dosłownym 'dźwiękiem') muzyki, którą najbardziej podziwiają: Fugazi, Rage Against The Machine, Suicidal Tendencies, Emo oraz tak pozornie nieprawdopodobne rodzaje inspiracji jak Run DMC, James Brown, Marvin Gaye, P.J. Harvey, Anthrax, Tool, NIN, a nawet ulubiona wokalistka Gil'a Tori Amos. Ta ostatnia może się niektórym wydać nieodpowiednim, ironicznym przemieszaniem smaków dla młodego mężczyzny, tworzącego tak ciężką muzykę, póki Gil nie podkreśla, "ona jest tak niesamowitym kompozytorem i wykonawcą. Tak mocnym! Tylko ona i jej pianino i tak wiele uczuć i emocji, które się wytwarzają między nią, a publiką. Możesz to poczuć w żołądku. To właśnie chcemy osiągnąć tylko w nieco inny sposób..."
Nazwa Endo ma idealny sens. "Evolve" wciąga słuchacza w czystą siłę dźwięku, która sprawia, że czujesz, że te dźwięki cię posiadają. Endo jest w trakcie misji, czystej i prostej. Ta misja to potęga surowości, osobistych emocji, które otrzymują (i dają) dzięki swej muzyce. Wszystko co robią karmi się tym. "Evolve" to emocjonalna apokalipsa, bezkompromisowa i ekstremalna od początku do końca. Wszyscy członkowie popychają się nawzajem i brzmienie, które tworzą by było przełomowe. Aż do swojego ostatecznego celu: totalnego uwolnienia się.
tłumaczenie: Marka, źródło: Official site
|