HOOBASTANK

[SKŁAD]
Doug Robb - wokal
Dan Estrin - gitara
Chris Hesse - perkusja
Markku Lappalainen - bas
[ROK ZAŁOŻENIA]
1994
[POCHODZENIE]
Calabasas, Ca (U.S.A.)
[DYSKOGRAFIA]
[TEKSTY I TŁUMACZENIA]
[MP3]
[WYWIADY]
[LINKI]
[FANI]
[OSTATNI NEWS] 12.02.2006

Wieści o najnowszym albumie grupy HOOBASTANK (12.02.06)

Najnowszy album HOOBASTANK nosi nazwę 'Every Man For Himself'. Krążek pojawi się w sklepach 18. kwietnia.

Singlem promującym to wydawnictwo jest utwór 'If I were you', którego możecie posłuchać na stronie hoobastank.com

zobacz wszystkie newsy o zespole
[HISTORIA]
Zespół Hoobastank powstał w Los Angeles gdy jego członkowie chodzili jeszcze do liceum. Doug i Dan byli wtedy w różnych kapelach. Wszyscy spotkali się w 1993 roku, gdy grali w szkole na przeglądzie zespołów. Po jakimś czasie ich macierzyste grupy się rozpadły, a Doug i Dan zaczęli grać razem. Na początku tworzyli muzykę wyłącznie dla zabawy. Po jakimś czasie postanowili wziąć się za nią na poważnie i zamieścili ogłoszenie w lokalnej gazecie, poszukując basisty i perkusisty. Odpowiedział na nie Markku. Gdy ta trójka miała już materiał, zorganizowali przesłuchania dla perkusisty i tak w 1994 roku ustalił się ostateczny skład z Chris'em za bębnami.
Hoobastank to motyl z południowej Ameryki (albo Australii, członkowie grupy nie są tego do końca pewni) , który wydziela przykry zapach, by się bronić. Znaleźli tego dziwnego motyla w słowniku. Istnieje też wersja, że Hoobastank to przeinaczony zwrot "whose butt stinks?" [czyj tyłek śmierdzi?].
Ten zespół nie ma normalnej nazwy, ale jego czterej członkowie są całkiem normalni. Mają normalne życia, robią normalne rzeczy i mają takie same poczucie humoru jak ich fani. Dlatego umieją się z nimi dogadać. Ich utwory mają nienamacalną zdolność przemawiania do ludzi, do normalnych dzieciaków, które myślą i czują.
"Gdy jesteśmy w trasie nosimy zwyczajne szorty i wyglądamy jak przeciętni goście. Lubię to. Nie przygotowujemy się specjalnie na każde wyjście z busu, mówi Robb. "Nigdy nie podchodzimy do siebie zbyt poważnie i nie boimy się z siebie śmiać. Gdy rozmawiamy z dzieciakami na koncertach zwykle rozmowa schodzi na zwyczajne tematy. To nie jest tak, że fan gada z gwiazdą rocka. Nie rozmawiamy tylko o zespole."
No dobrze, nie są zupełnie normalni. Ich pierwsza płyta pokryła się platyną dzięki singlom "Crawling In The Dark" i "Running Away". Musieli ciężko zapracować na to, by odpocząć. Druga płyta zespołu "The Reason" pokazuje, że są bardzo utalentowani, ich muzyka jest bardziej różnorodną paletą nastroi, emocji i dźwięków niż na debiucie. To się nazywa rozwój.
Członkowie grupy dorastali tworząc muzykę. Czas spędzony w trasie zahartował ich i sprawił, że Estrin i Robb stali się bardziej skrupulatni w tym co robią. A to oni zajmowali się sprzedażą demówek i oni dbali o to, by na "The Reason" znalazło się dużo ciężkiego grania i finezyjnych melodii. Cytując Robb'a: "ciężkie kawałki stały się cięższe, a lekkie są jeszcze bardziej delikatne. Jeśli o pierwszej płycie można powiedzieć, że jechała środkiem drogi, to druga na pewno jedzie po obu jej stronach."
Pierwszy singiel "Out Of Control" [Poza Kontrolą] pokazuje agresywniejszą stronę muzyki kwartetu. Jest to ostatni numer nagrany na płytę, został napisany po tym, gdy zespół myślał, że już ją skończył.
"Kilka utworów na albumie jest o religii, o tym, że kompletnie się nią nie interesuję," mówi Robb. "Wiele z nich traktuje o zadawaniu pytań dotyczących wszystkiego co widzimy. Nie są tylko o religii. 'Out Of Control' jest o tym, że należy otworzyć oczy na to co nas otacza, po tym jak było się zaślepianym. Może dotyczyć osoby, która poświęca swoje życie pracy i kończy czując się zagubiona i poza kontrolą."
Na "The Reason" doświadczysz hard-rockowych gitarek i haczyków w "Just One", grzmotnięć w "Same Direction", także w prawie epickim "Disappear" jest dużo rocka. Są też lżejsze momenty, na przykład utwór tytułowy, jest to przepraszający numer o miłości, a takie rzadko powstają w obecnych czasach.
W sierpniu 2003 roku chłopaki jeździli na miniaturowych motocyklach przed House of Blues w Myrtle Beach. Estrin, który kupił wtedy motor jechał jakieś 10 mil na godzinę, gdy wjechał w podwieszoną linę i uderzył głową w chodnik. Na początku nie wyglądało to tak źle. Wstał i wrócił do busa, ale czuł się coraz gorzej. Musiał więc jechać do szpitala. Estrin miał drobne pęknięcie czaszki, a pod nią zrobił mu się skrzep krwi. Gdyby nie usunięto go tamtej nocy mógł umrzeć.
Gitarzysta spokojnie wspomina, "To nie był prawdziwy wypadek motocyklowy. Gdybym miał kask, podniósłbym się i wszyscy by się ze mnie śmiali. Wystraszyłem się tylko, że coś tak prostego może spowodować coś tak poważnego."
To jednak nie sprawiło, że zwolnił. "Uświadomiłem sobie, że nie mogę czekać, by wszystko podano mi na tacy. Po wypadku powinienem odpoczywać i regenerować siły, ale pracowałem tak ciężko, jakbym był zdrowy. Poza tym, że odwołaliśmy kilka koncertów, wciąż pracowałem."
W przeciągu miesiąca wszystko wróciło do normy. Ponieważ muzyka jest powodem, dla którego, członkowie zespołu, robią to co robią.
tłumaczenie: Marka, źródło: Official site, Noizepollution