LOUDERMILK

[SKŁAD]
Davey Ingersoll - wokal, gitara
Mark Watrous - gitara
Isaac Carpenter - perkusja
Shane Middleton - bas
[DYSKOGRAFIA]

The Red (2002)

Man With Gun Kills 3 (1998)
[TEKSTY I TŁUMACZENIA]
Brak
[MEDIA]
[WYWIADY]
brak
[LINKI]
[FANI]
[OSTATNI NEWS]
brak newsów
[HISTORIA]
"Nie pasujemy do żadnego klubu muzycznego," wyjaśnia frontman Loudermilk Davey Ingersoll. "Nie jesteśmy zespołem punkowym, ani indie-hipster, ale nie jesteśmy też kurwami z wiodących wytwórni. Nasze inspiracje są bardzo szerokie, choć te zespoły różnią się od nas. Za bardzo kocham muzykę, by być w grupie, która robi tylko jedną rzecz. Nie powinniście się zatem niczego po nas spodziewać gdyż jesteśmy podatni na natychmiastową zmianę."
Na płycie "The Red" (wydanej drugiego lipca 2002 roku przez DreamWorks Records), Loudermilk rzeczywiście miesza przeróżne elementy takie jak classic rock, punk, metal i ambient. Właściwie poprzedni współpracownicy Georga'a Drakoulias'a odzwierciedlają tą rozmaitość: The Black Crowes, The Cult, Primal Scream, Tom Petty, Afghan Whigs, Ride, Screaming Trees. (Producentem dwóch utworów z "The Red" - "97 Ways To Kill A Superhero" i "Attached At The Mouth" - jest Ron Aniello, który pracował z Lifehouse i Days Of The New.)
Emocjonalny aspekt płyty, być może, bardziej skoncentrowany jest na szczegółach. "Czerwień jest najbardzoej zmiennym kolorem," mówi Davey. "Reprezentuje miłość, wściekłość, zazdrość i ciepło. Ta barwa definitywnie określa myśli przewodnie albumu."
Droga Loudermilk rozpoczęła się niedaleko wschodniej gminy Washington przy trójmieście ( :-) ) (a te trzy miasta to Richland, Kennewick i Pasco). Zespołowi spodobała się instynktowna alchemia, która wzrosła u każdego członka niedługo po ich spotkaniu z muzyką i ze sobą.
"Gdy miałem 3 lata, rodzice posłali mnie na lekcje gry na skrzypcach," twierdzi gitarzysta Mark Watrous. "Moja mama zawsze mówiła ludziom, 'Zanim zaczął chodzić, potrafił podczołgiwać się do pianina i grać.' W dniu, w którym dostałem "Thriller" Michael'a Jackson'a, wiedziałem, że chcę grać w zespole." Niedługo po tych wydarzeniach, Mark spotkał perkusistę Loudermilk Isaac'a Carpenter'a, w lokalnym sklepie muzycznym, będącym własnością rodziców Isaac'a.
"W sklepie jego rodziców zacząłem grać na gitarze utwór Guns N' Roses," przypomina sobie Mark. "Ten mały dzieciak podszedł do mnie - miał długie włosy, flanelową koszulę i paciorek z napisem Guns N' Roses - i zaczęliśmy rozmawiać."
Isaac mówi: "Gdy usłyszałem 'Appetite For Destruction' i słowo na 'k', w drugiej klasie, był to dla mnie największy, przełomowy moment w życiu. Dostałem niesamowity amulet i kupowałem każdy egzemplarz Metal Edge, który wpadł mi w ręcę."
Improwizowany fan klub Guns N' Roses zarysował przyszłość pozostałych członków Loudermilk. Basista Shane Middleton odkrył swe muzyczne ambicje w szóstej klasie, po tym jak kolega ze szkoły poprosił go by grał na basie w jego zespole. "Nawet nie wiedziałem co to jest gitara basowa," wyznaje Shane. "Ale chciałem być gwiazdą rocka." Został przedstawiony Isaac'owi jako praktykant w zespole i natychmiast zgadali się o wspólnych bohaterach z Sunset Strip. "Zaczęliśmy od coveru Guns N' Roses '22s And Tulips'," mówi Isaac ze śmiechem. "Byliśmy idiotami." "22s And Tulips" zwieńczyło ich karierę koncertem w Kennewick, wykonaniem z wszystkimi wymogami metalowej sceny. "Mój dziadek zrobił nam platformy dla gitarzystów, żeby stali na nich podczas grania solówek, tak jak Slash," informuje Shane. "Isaac był prawdziwym wirtuozem."
Nie byli jedynymi dzieciakami w mieście, które dożywotnio zaokrętowały się w muzyce. Tata Davey'a - muzyk i przyjaciel zespołu ojca Isaac'a sprzed 20 lat - wzbudził w swym synu muzyczne aspiracje. "Nie mieliśmy telewizora. Reklama stojąca przed naszym domem, reklamowała płyty," mówi Davey. "Nie wstawałem rano w sobotę by pooglądać kreskówki; wstawałem i słuchałem płyt. Mój tata musiał siłą zmuszać mnie bym wychodził z domu i bawił się z innymi dzieciakami."
Jednak wciąż lata zajmowało, by Davey zdecydował się przejąć rolę frontmana. "Gdy skończyłem lat 17, zdałem sobie sprawę, że nie obchodzi mnie nic co nie jest muzyką i nigdy nie chciałem mieć prawdziwej pracy," wyjaśnia. "Zawsze chciałem śpiewać i grać na gitarze w zespole rockowym, ale miałem problem z samooceną: myślałem, że nigdy nie będę dość dobry. Śpiewałem w jednym z pierwszych moich zespołów i śmiali się ze mnie, ponieważ brzmiałem jak ośmioletnia dziewczynka."
Wcześniej grał na pianinie i perkusji, jednak któregoś pięknego dnia Davey podniósł gitarę i całkowicie się w nią zagłębił, ćwicząc godzinami każdego dnia. Jego własny zespół wyewoluował, gdy zaczął rozmawiać ze swoimi przyjaciółmi, na temat wspólnego grania. On, Isaac (którego ojciec przekonywał go od lat by grał z Davey'em) i Shane występowali jako trio mniej więcej przez rok. Mark - którego matka udzielała Davey'owi lekcji gry na pianinie - szybko stał się fanem zespołu, a nawet czasami im akompaniował. Wkrótce Davey poprosił go o dołączenie do grupy.
"Trójmiejska", undergroundowa scena muzyczna dostarczyła im przytulnego, ciepłego środowiska dla rozwoju rąbaniny Loudermilk, gdyż ten młody kwartet jeszcze się nie przypasował. "Nie jesteśmy normą dla dużych ośrodków miejskich," mówi Davey. "Mamy stamtąd dużo wsparcia, ale też mnóstwo zabawy. Ludziom przypadły do gustów zespoły, w których byłem, albo szczerze ich nienawidzili. Myślę, że na naszą muzykę jest odzew z powodu jej szczerości - właśnie to nas wyróżnia."
Zagłębiając się dalej w tamte czasy, Davey dodaje: "Dla muzyki był to bardzo podniecający okres. Mieszkaliśmy cztery godziny drogi od Seattle, a tam były wszystkie te wspaniałe zespołu przyjeżdżające do miasta w każdy weekend." Odsłaniając się te grupy przekonały go, że przyszłość Loudermilk leży poza granicami "trójmiasta", zatem przekonał zespół o przeprowadzce do Seattle, po tym jak Isaac ukończył szkołę średnią. "Nie wiedziałem czy się zgodzą, a jednak to zrobili," mówi Davey, wciąż niedowierzając.
Loudermilk wydali swój pierwszy album, "Man With Gun Kills 3", w roku 1998 dla She's An Anchor, zaprzyjaźnionej wytwórni. Było to jednak nieautoryzowane demo, ale zwróciło uwagę innych wytwórni, co zaowocowało umową z American Recordings. (Mówiąc za Davey'em, to demo było nagrane tylko po to by zapisać kilka kawałków na taśmie, lecz potem dostało się w szerszy obieg, bez wiedzy zespołu, "Nawet nie chciałem, żeby inni ludzie tego w ogóle słuchali"). Krótko po tym gdy atrament wysechł na ich kontrakcie, Loudermilk znaleźli się na trasie z Mötley Crüe i Megadeth.
"Graliśmy na bocznej scenie i ludzie musieli przejść koło nas by dostać się na główną," mówi Mark. "W ciągu jednej nocy dawaliśmy dwa koncerty. Ludzie mogli się zatrzymać i przysłuchać. To wywoływało u nas pokorę, ale pomogło też zyskać jakąś rzeszę fanów. Czasem zatrzymywało się 10 ludzi, czasem 500. Czasem krzyczeli, że jesteśmy do niczego, albo pokazywali nam pewien palec. A potem znajdywały się dzieciaki, które mówiły, że jesteśmy ich nowym ulubionym zespołem."
Loudermilk nagrali album dla American, lecz wkrótce ich drogi się rozeszły i płyta nigdy nie została wydana. "To było pouczające doświadczenie," twierdzi Davey. "Nie dostarczyliśmy im płyty jakiej się spodziewali, cokolwiek by to nie było. Całość była jak epizod z 'Behind The Music.'" Niezrażony zespół nadal naciskał, to rzekome niepowodzenie tylko utwierdziło ich w poświęceniu się dla muzyki i dla siebie nawzajem. "Nie mieliśmy wyboru, ale dorośliśmy i uświadomiliśmy sobie jak duże mamy szczęście," podkreśla Isaac. "Ten zespół jest jak dziewczyna, albo żona; jesteśmy kimś więcej niż przyjaciółmi. To są jedyni ludzie, z którymi się wszędzie szwędam. Nie chciałbym, by to potoczyło się inaczej."
Shane zgadza się: "Nauczyłem się motyli i tęczy - dobrej muzyki - od Davey'a. Nauczyłem się techniki od Isaac'a i Mark'a. Jednak przyjaźń jest zawsze najważniejsza. Ufamy sobie."
Idea przejaźni odkrywana jest na płycie "The Red", debiucie Loudermilk dla DreamWorks. Lecz jest też konflikt, ciemna strona przyjaźni, jej załamanie i ból z powodu jej rozpadu, znajduje się w sercu albumu. "Motywem przewodnim krążka jest auto-destrukcja," wyjaśnia otwarcie Davey, "oraz pokusy, frustracje, wściekłość i bezbronność, która za nią idzie. Było takie lato, podczas którego wielu kochanych przeze mnie ludzi zaczęło się wyniszczać. Mój kolega zabił swoją dziewczynę i popełnił samobójstwo. Moja auto-destrukcyjna żyła była także bardzo silna. To był tylko cień samozniszczenia, a ja odnalazłem w tym swoją rolę. "Utwór 'California' jest o imprezie, na której byłem. Stałem tam otoczony pęczkiem ludzi, na których mi zależało, ale czułem do nich duży dystans i oddzielenie. Impreza się nie rozkręcała. Metaforycznie, była to impra, na której wszyscy bawili się z naładowaną bronią."
Myśląc, że z łatwością przychodzi mu zawieranie demonów w utworach, Davey szybko zrobi tak, żeby można było odróżnić Loudermilk od pozostałego modern-rockowego stada: "W rock 'n' rollu chodzi o bunt, ale nie uważam, że narkotyki i tatuaże są tak buntownicze. Lubię innowację, intelekt i duchowość w muzyce, tak że możesz usłyszeć w niej duszę. Słucham każdego rodzaju muzyki. Tricky, Smashing Pumpkins, Willie Nelson, Grand Funk Railroad, Mazzy Star; płyta Mötley Crüe "Shout At The Devil" była pierwszym albumem jaki kupiłem. Wspólną cechą tych artystów jest szczerość. Jeśli muzycy naprawdę otwierają się na to kim są, jest czego posłuchać. Nie lubię grup, które to udają."
"Jeśli coś brzmi jak szczere uczucie, gramy to," potwierdza Mark. "Nie ma znaczenia jak to brzmi. Metal? Techno? Soul? Jeśli nagranie jest w porządku, to zostaje. Bardziej interesuje nas odkrywanie wszelkich rodzai muzyki, niż bycie identyfikowanymi jako konkretny zespół." "Pod koniec dnia, zamierzamy zrobić coś artystycznego, niezależnie od konsekwencji," mówi Davey. "Nasza następna płyta może być w stylu country - tego nie da się przewidzieć."
opracowanie: Marka, źródło: Loudermilk's Official Site