MEMENTO

[SKŁAD]
Justin Stewart Cotta - wokal, pianino, gitara
Space - gitara
Steve Clark - perkusja
Lats - bas
[DYSKOGRAFIA]
[TEKSTY I TŁUMACZENIA]
[MEDIA]
[STUFF]
[WYWIADY]
[RECENZJE]
[LINKI]
[FANI]
[OSTATNI NEWS] 07.01.2005

Koniec MEMENTO, początek MAN VS. CLOCK (07.01)

Wokalista Justin Stewart Cotta oficjalnie ogłosił rozpad zespołu MEMENTO. Grupa nie istniała już od dobrych kilku miesięcy, od czasu, gdy opuścili ją gitarzysta Space i perkusista Steve Clark.

Justin w tym czasie wrócił do swojej rodzinnej Australii. "Złapałem niezłego doła, mało co i bym zakończył przygodę z muzyką. Straciłem moje mieszkanie (w Stanach), mojego psa, moją dziewczynę, najlepszych przyjaciół i zespół." - mówi Justin. "Sięgnąłem po alkohol, czułem, że jestem skończony."

"Pewnego wieczoru, po przechlanym kolejnym dniu, odwiedziłem fan sajt zadedykowany Memento.. spojrzałem na zdjęcia z koncertów, zdjęcia z fanami, artwork fanów, ich kącik poezji i forum.. Zawładnęły mną emocje. To powaliło mnie na kolana. [zdałem sobie sprawę z tego], że największą dla mnie frajdą jest pisanie muzyki i śpiewanie dla publiczności."

Justin wraz z basistą Memento - Lats'em Kearns'em, powołał do życia grupę MAN VS. CLOCK. Ruszyła już oficjalna strona tej kapeli - www.manvsclock.com. Na stronie MySpace możecie połsuchać kilku pierwszych nagrań demo zespołu.

Memento wydali w roku 2003 debiutancki album 'Beginnings', w Plebiscycie Active Rock 2003, na drodze do tytułu Najlepszego Debiutanta Roku stanął im jedynie zespół Evanescence. Utwór 'Nothing Sacred' zajął miejsce #7 w Podsumowaniu Roku 2003 na Active Rock Liście.

zobacz wszystkie newsy o zespole
[HISTORIA]
Niepisanym prawem rocka jest to, że każdy nadchodzący zespół musi kopać, drapać i wydzierać sobie drogę do kontraktu płytowego. Jednak kilka grup przyswoiło sobie to prawo tak dosłownie jak kwartet z L.A. Memento, który wylądował w dużej wytwórni dzień po zagraniu na scenie w L.A. Wokalista Justin Steward Cotta przypomina sobie, "Zagraliśmy pięć kawałków w Dragonfly, gdy jakiś głupi warchoł wszedł na scenę i stwierdził, że czas, który pełnoprawnie należał do nas, jest jego. Więc walnąłem go solidnie w pierś, co spowodowało, że wyleciał ze sceny, która była dość wysoka, i spadł prosto na dupę." "Niestety na tym nie koniec," pogrąża się w zadumie perkusista Steve Clark. "W ciągu kilku sekund, koledzy tego gościa rzucili się na Justin'a, set się skończył i nastąpiła bijatyka na całego. Zrobiło się dość niebezpiecznie." Ale za krew wylaną dla swej sztuki, nieznany zespół przyciągnął uwagę kilku wytwórni, których przedstawiciele się tam znaleźli i uczestniczyli w akcji. "Było tam parę ważnych osób," śmieje się Justin, "zakochali się w tym dramacie i w fakcie, że tak zaciekle walczyliśmy o nasze terytorium. Niedługo potem podpisaliśmy umowę z Columbia."
Pierwszy pokaz siły Justin'a i Steve'a odbył się miesiące wcześniej, gdy ta parka porzuciła wygodę i komfort zespołu Vast, który już miał podpisany kontrakt z wytwórnią Elektra, by rozpocząć swoją drogę od nowa. Mimo pewnych rozbieżności - Steve pochodzi z Orange County, Kalifornia i zawsze w tle towarzyszył mu jazz, a Justin jest z Aussie i jego dieta składała się z AC/DC, Elvis'a i fortepianu - oboje poważali takie zespołu jak U2, Alice In Chains i Tool. W końcu ci dwaj panowie zaczęli razem pisać, nagrywać i spiskować plan swojej ucieczki. "Nagrywaliśmy w pokojach hotelowych używając digital 8-track i wszystko brzmiało świetnie," przypomina sobie Steve. "Zdecydowaliśmy się więc opuścić Vast, założyć własny zespół i zrobić wszystko tak jak my chcemy. Muszę przyznać, że na początku trochę się baliśmy. Siedzisz na trasie za milion dolców i wiesz, że decyzja, którą chcesz podjąć sprawi, że cofniesz się do samego początku, napędzając własny mechanizm, lądując w małych klubach i wciąż próbując podpisać kontrakt. Byliśmy pewni naszego materiału i wiedzieliśmy, że zrobimy coś prawdziwego."
Zaczęli kompletować zespół, zwerbowali Lats'a, byłego basistę popularnej, metalowej grupy z Aussie - Devolved i gitarzystę Space'a. Wyczerpujący ośmio-dniowy tydzień i praca 25 godzin na dobę poprzedziła ukształtowanie się brzmienia zespołu i pomysłów na utwory. Steve mówi, "Wiedzieliśmy, że łatwo nie będzie. Scena w L.A. jest niesamowicie trudna i musisz zrobić coś niesamowitego, żeby zostać dostrzeżonym." Głodny tego i zapalony kwartet napadł na kluby z dzikością i wściekłością. W ciągu tygodni znaleźli się na radarze każdego człowieka z A&R w mieście. Justin śmieje się, "Graliśmy najlepiej jak potrafiliśmy by wypaść dobrze. Myślę, że to się opłaciło."
Justin z ekipą schwytali piorun w butelkę - jako intensywność swych występów na żywca - pierwszymi promującymi debiutancką płytkę - plątaniną gwałtownych, nerwowych i pokaźnych dźwięków. Wyprodukowany przez Toby'ego Wright'a (Alice In Chains, Korn) i zmiksowany przez Brendan'a O'Brien'a (Pearl Jam, Red Hot Chili Peppers, Stone Temple Pilots), album jest jednocześnie dźwiękową mieszanką charakterystycznych cech klasycznego heavy rocka i pokręconych nowoczesnych tekstur. "Od momentu produkcji, ta płyta jest płytą marzeniem," mówi Steve. "Nasze kawałki mają brzmienie Toby'ego Wright'a, są zmiksowane przez Brendan'a O'Brian'a. Lepiej być nie mogło." Space dodaje, "Jest wiele różnych styli i nastroi na krążku, Brendan zrobił niesamowitą robotę sprawiając, że całość brzmi jednolicie. Naprawdę wprowadził tu przejrzystość. Toby ma wielką pasję do muzyki i wspaniałe ucho do tego co robi. Jego sugestie ogromnie nam pomogły."
Jednym z jaśniejszych pomysłów Wright'a było ściągnięcie laureata Grammy David'a Campbell'a, który ma na swoim koncie pracę z każdym, od Linkin Park i Goo Goo Dools, przez Rolling Stones, aż do (swojego syna) Beck'a. Na "Beginnings", "Blister" i epickim "Figure 8" Campbell owija soczyste struny wokół zmasowanego, uginającego się od haczyków chrzęstu Memento. Ogłuszające zestawienie styli zabiera słuchacza w przygodę pełną hitów i przyjemności. "Gdy usłyszałem te utwory z gitarami, to przeżyłem chwile pełne emocji," mowi Steve. "Nigdy nie zapomnę tego uczucia."
Kluczem do radosnych i zwartych melodii Memento jest Space, który, jak reżyser filmowy, używa cieni i świateł by wywołać obrazy, które przyprawiają o dreszcze i chłód. Jest to pochwała dla wszelkich inspiracji od The Edge i Jimi'ego Hendrix'a do przełomowej płyty Mike'a Oldfield'a z 1973 roku "Tubular Bells". Gitarzysta stosuje przestrzenie eterycznych efektów i wielo-warstwowych brzmień, by oddać głębię i kolor, twardych jak diament rytmów Steve'a i Lats'a. W centrum tej piekącej muzyki znajduje się Justin, który wyśpiewuje utwory będące połączeniem osobistego i zbiorowego cierpienia. Rozpoznaje i wypala ból działań wojennych między ojcem i synem, gwałtu i psychozy poprzez spowiedniczo-konfrontujące teksty delikatnej urody i jednolitej siły. Space mówi, "Pamiętam jak chodziłem wokół budki, w której Justin nagrywał wokale, były tam potłuczone szklanki i połamane krzesła, wszędzie porozrzucane. To dowiodło pasji Justin'a, którą wkłada w śpiewanie, melodie i teksty. Wyglądało to jakby w studiu miała miejsce trzecia wojna światowa."
W kawałku "Stare" Justin przywołuje traumę dzieciństwa koleżanki, która odebrała sobie życie po latach wykorzystywania seksualnego. "Miałem 11 lat," mówi. "Mój dziadek i ja znaleźliśmy ją powieszoną na drzewie. Miała otwarte oczy. Użyła smyczy swojego psa, który biegał w kółko pod jej stopami. To prześladowało mnie przez długi czas." W singlu "Nothing Sacred", w którym wokalista także gra na pianinie, stawia on czoło i bierze na własność swe lęki; w "Saviour", utworze o opuszczeniu, śpiewa o doręczycielu i ofierze wyciągającej do niego rękę, po czym odwraca się by zażegnać wewnętrzne demony w "Coming". "Te utwory są jak rozdziały życia," mówi Justin. "Jedziesz na tej emocjonalnej kolejce mając nadzieję, że doprowadzi cię do wewnętrznego oczyszczenia. Ale potem sięgasz po ostatni kawałek, 'Figure 8' i okazuje się, że jesteś w pętli." Sprawiający, że szczęka opada, ponad 12. minutowy, epicki labirynt "Figure 8" obraca się wśród złych nastroi i zmieniających się hałasów, poprzeplatany jest atomowo-rozwalającymi gitarami, dynamicznymi rytmami i wybuchowym wokalem. Justin mówi, "To utwór o procesie zdrowienia, w którym twe demony stają się przyjaciółmi i o przebaczaniu. Jednak żeby wybaczyć musisz przeżyć to wszystko od nowa i tak naprawdę możesz nigdy nie odpuścić."
"To różnorodny, emocjonalny album," mówi Steve. "Nigdy nie lubiłem linearnych płyt z jednym tekstem na krzyż, granych według tego samego klucza z tym samym tempem od początku do końca. Zatem naprawdę czułem się dumny gdy słuchałem tego krążka pierwszy raz. To jak życie - zabiera cię w podróż."
tłumaczenie: Marka, źródło: Official site