NOTHINGFACE

[SKŁAD]
Matt Holt - wokal
Tommy Sickles - perkusja
Bill Gaal - bas
Tom Maxwell - gitara
[DYSKOGRAFIA]
[TEKSTY I TŁUMACZENIA]
[WYWIADY]
[LINKI]
[FANI]
[OSTATNI NEWS] 14.01.2006

Kolejny świeżutki utwór NOTHINGFACE on-line (14.01.06)

Niedawno zreaktywowany NOTHINGFACE nie próżnuje. W sieci pojawił się kolejny nowy utwór tej formacji, kawałek 'Walking on bodies'.

Usłyszycie go po wejściu na oficjalną stronę Official Nothingface. Grupa zaplanowała również szereg koncertów w Stanach Zjednoczonych.

zobacz wszystkie newsy o zespole
[HISTORIA]
Kwartet Nothingface powstał w Washington, DC, a nazwę utworzyli z kilku najbardziej ekstremalnych dźwięków znanych ludziom z najbardziej harmonijnymi. Ich potężne, wystrzępione riffy, walące rytmy i okaleczające wokale torują drogę błogim dźwiękom, które przeciwstawiają się aktualnemu, mdłemu stanowi ciężkiej muzyki. Nazwijcie to wszechstronnością lub schizofrenią, ale umiejętność przeskakiwania Nothingface z melodyjności do brutalności i z powrotem, sprawia, że są jednym z najbardziej intrygujących rockowych zespołów. Na "Skeletons", drugiej płycie grupy dla TVT i czwartej w ogóle, ich poruszającą rozpiętość słychać cały czas. "Jestem istotą ludzką," mówi wokalista Matt Holt. "Nie mam limitu na jedno uczucie. Jak każdy mamy różne emocje i wszystkie wkładamy w muzykę."
Tak więc "Skeletons" jest dziką płytą, która porusza tematy tak hipokryzji jak i zdrady. Elokwencja wyróżnia zespół spośród masy ciężkiej muzyki. Nothingface pluje ogniem na kolektywną Amerykę, z pretensjami do instytucji religijnych, rządu i wszystkich nieszczęśników, którzy staną im na drodze. Mimo że ich debiut dla TVT, "Violence" z 2002, przyniósł grupie krytyczny odzew, wzrost nowych fanów i pierwszy posmak anteny radiowej (za sprawą singla "Bleeder"), nie mieli problemów ze znalezieniem inspiracji na nowy set. Okres między wydaniem "Violence", a nagraniem "Skeletons" był największym okresem próby, jakiego zespół kiedykolwiek doświadczył, a każdy jego członek przeżył jakąś swoją osobistą, głęboką tragedię.
Po długim i wyczerpującym roku spędzonym w trasie promującej "Violence" i mimo strasznych porażek, wokalista Matt Holt spojrzał na otaczający go świat, by znaleźć szersze wyjścia. Trzeźwo przetrwał pogmatwane osobiste związki, więc mógł skupić się w tekstach na tematach, które zawsze były źródłem gniewu, ale nigdy nie zostały poruszone na płytach Nothingface. "To jest o czasie, w którym przeżywałem te wszystkie rzeczy," mówi Holt. "Miałem ze sobą mnóstwo problemów, podczas robienia tej płyty, ale oglądałem też każdego dnia MSNBC i znajdowałem tam dużo paliwa." "Here Come The Butchers" jest obrażającym aktem oskarżenia wobec kościoła katolickiego i obelżywych księży, których pokazywano w wiadomościach przez ostatni rok. Holt wścieka się, "Diabeł żyje w Rzymie/ Diabeł okryty jest szatami/... Mordercy i gwałciciele/ Wasi księża są niekontrolowani."
"Am I Him" to kolejne trzepnięcie na zorganizowaną religię, oskarża, "Definiujecie arogancję, rozłączenie i pustkę." Używając pierwszej osoby, Holt naśladuje ignorancję ślepej wiary. "Chowam się w ciemnym miejscu mojego umysłu/ Z lękiem przed Bogiem, czy on zabierze mnie do domu?" śpiewa, szydzi z tych, którzy są poddanymi religii. "Ether" to utwór przeciwko Administracji Bush'a i jego akcji na Bliskim Wschodzie. Tekst "Przyszliśmy by przejąć kontrolę/ Przyszliśmy by sprzedać wam wolność/ Przyszliśmy by was spalić/ Przyszliśmy by wyprać mózgi dzieciom" odzwierciedla uczucia Holt'a o militarnej agresji Stanów za granicą. "11. września przekonał wielu ludzi w naszym rządzie, że musimy być cały czas imperialistami," mówi.
By stworzyć wartościowe, dźwiękowe tło dla tych przekazów, Nothingface zwerbowali producenta Bill'a Kennedy'ego, który pracował z Monster Magnet, Nine Inch Nails i innymi, którzy nagrali najbardziej wpływowe płyty ostatniej dekady. Zaszyci w studiu Armory w Vancouver, Kennedy i zespół spodobali się sobie. Basista Bill Gaal powiedział, "Myślę, że możemy powiedzieć, iż płyta wyszła dokładnie tak jak ją sobie wyobrażaliśmy. Bill potrafi wydobywać dźwięki, w których widzimy Nothingface."
Kolejnym nowym elementem w procesie nagrywania było kreatywne wejście perkusisty Tommy'ego Sickles'a, starego znajomego zespołu i technicznego z trasy, który przejął tą funkcję zza przemykania się ze sprzętem, podczas gdy Nothingface przejeżdżali kraj wzdłuż i wszerz na Tattoo the Earth Tour. "Po tak długim czasie współpracy z zespołem, tym czego najbardziej chciałem było dostanie się do studia i bycie włączonym w proces tworzenia płyty." I dołożył do niej swe rytmiczne piętno.
Po "Skeletons", Nothingface przeszli na wyższy poziom w bezlitosnej podróży, którą rozpoczęli w połowie lat 90. Po dwóch małych, niezależnych wydawnictwach ("Pacifier" i "An Audio Guide to Everyday Atrocity") zespół odmówił zagłębiania się w muzyczne dziwactwa, pozostają szczerzy swej wizji i równomiernym wygrywaniem ponad rozwścieczonymi fanami i lizusowymi krytykami. Nawet w czasach gdy wydaje się, że każdy zespół z nisko nastrojoną gitarą, dwoma gramofonami i Eminem'ową gafą na wokalu, może pokryć się platyną, Nothingface nie idą na kompromis ze swą całością. "To nie to kim jesteśmy," mówi Maxwell. "Jeśli twoja muzyka nie wychodzi z kości, jeśli nie jest z gnata, to tylko pozujesz."
Ta determinajca opłaciła się w roku 2000 wydaniem "Violence", którą magazyn Metal Edge nazwał płytą roku z ciężką muzyką. I po pierwszym przesłuchaniu "Skeletons" tenże magazyn entuzjazmował się: "To pierwsza metalowa płyta nowego wieku i będzie serwowana jako przykład dla następnej fali ciężkiej muzyki. Nothingface jest po prostu jednym z najlepszych, głośnych, rockowych, dzisiejszych zespołów."
Gdy poświęcili się legionowi fanów, nazwanych "The Sick", kontynuowali wychodzenie coraz dalej i dalej, grupa znów uderzy na trasę promując "Skeletons". "Ludzie będą wynoszeni w workach na zwłoki," prorokuje Maxwell.
"Chwila jest wszystkim, co masz w życiu," mówi "A my na tym zarobimy..."
opracowanie: Marka