|
[HISTORIA]
Still Remains to zespół, który wywodzi się z miasteczka Grand Rapids, MI - położonego
niedaleko Detroit. Muzyka tego kwintetu ze środkowej Ameryki najwięcej ma wspólnego z
euro-metalowcami In Flames i Soilwork, chociaż paleta ich inspiracji jest na tyle duża, że
trudno jednoznacznie określić tą grupę. Frontman T.J. Miller, gitarzysta Jordan Whelan i
keyboardzista Zach Roth grali wspólnie w formacji Shades Of Amber, natomiast basista Evan
Willey udzielał się w zespole Unition. Obie grupy rozpadły się. Kiedy Miller i Whelan
poprosili Willey'go o wspólne granie, a wkrótce potem dołączył do nich Zach, powstał korzeń
obecnego składu Still Remains. Skład ten skompletował perkusista A.J. Barrette.
Grupa koncertowała gdzie tylko się dało, zdobywając fanów głównie w Grand Rapids i jej
okolicach. Ich pierwsza domowej roboty ep-ka zatytułowana 'If Love Was Born To Die', sprzedała się w zadowalającej ilości ponad 5,000 kopii. Still Remains grali również przed wielką publicznością supportując Poison The Well, As I Lay Dying i Everytime I die. Nie musiało upłynąć dużo czasu, gdy zespołem zainteresowała się wytwórnia Roadrunner Records. Na mocy podpisanego kontraktu pięciu młodych muzyków weszło do studia nagraniowego ze sławnym
producentem, sympatycznym jąkałą, GGGarth'em Richardson'em (Rage Against the Machine, Kittie). Rozpoczęły się prace nad debiutanckim krążkiem 'Of Love And Lunacy'. Album ten ukazał się w maju 2005 roku. Znana ze wspierania debiutantów wytwórnia Roadrunner posłała Still Remains na trasę Roadrunner Roadrage Tour, gdzie u boku Trivium i 3 Inches Of Blood chłopaki mieli szansę zaprezentować się nie tylko w Stanach, ale również i w Europie, w tym i w Polsce, gdzie wystąpili 24. maja.
Jeszcze przed oficjalną premierą płyty na stronie Roadrunner'a pojawiła się zapowiedź albumu , utwór 'White walls'. Pierwszym singlem promującym krążek była jednak piosenka 'The worst is yet to come', do której nakręcony został klip. Oba utwory bardzo ciepło były
przyjmowane na koncertach, gdziekolwiek Still Remains by nie grali.
"Kiedy pisałem ten album, przechodziłem przez różne odmienne stany świadomości, od szczęścia do poważnego cierpienia. Pisałem o tym, co czułem i słowa 'Of Love And Lunacy' (Od miłości i szaleństwa - przyp. red.) najlepiej reprezentują moje emocje. Kolory w dwóch korowodach ludzi na okładce płyty odzwierciedlają 'miłość' i 'szaleństwo', stąd nazwa krążka." - Miller
Still Remains
"Naprawdę pasjonuję się tym zespołem," mówi Miller. "To nasza szansa. Myślę, że wszystko co do tej pory zrobiliśmy było drogą do Still Remains. Chcemy naprawdę wyjść tam i się pokazać."
|