10 YEARS

Ten wywiad przeprowadzono na Buzzfeście 16. października 2004 roku. Grupa wydała wtedy własnym sumptem album 'Killing All That Holds You'. W niedługo potem 10 Years podpisali kontrakt płytowy z Republic/Universal i w sierpniu 2005 roku wydali debiutancki album 'The Autumn Effect'. Przy rozmowie obecny był Scott W. Lee (reżyser teledysku do "Wasteland"). W skład zespołu 10 Years wchodzą: Jesse Hasek (wokal), Brian Vodinh (bębny), Ryan "Tater" Johnson (gitara), Matt Wantland (gitara) i Lewis Cosby (bas).
Opiszcie 10 Years komuś kto nigdy wcześniej nie słyszał waszej muzyki.
Jesse: Bardzo ciężka i melodyjna.
Brian: Powiedziałbym raczej, że jest bardziej nastrojowa i tworzona z pasją. Nie staramy się brzmieć w jakiś określony sposób. Tworzymy to, co lubimy, co nas pasjonuje. Wszystko jedno czy jest to ciężkie, wolne, mroczne, melodyjne czy optymistyczne.
Tater: Cokolwiek by to nie było, zawsze musi mieć mnóstwo energii.
Jesse: Zdecydowanie nie jest to coś pospolitego.
Jesse i Brian: Treść.
Jesse: Treść to podstawowy składnik.
Jakie są inspiracje każdego z was i zespołu jako całości?
Lewis: Słucham wszystkiego od super, super ciężkiego death-metalu do klasycznego jazzu. Kocham każdy aspekt muzyki - tak długo jak sprawia, że coś czuję.
Jesse: Wszystko co jest dobre, ma jakąś treść i nie jest zwyczajne. Jest mnóstwo zwyczajnej, złej muzyki. Słucham zespołów takich jak Radiohead - które robią, co chcą.
Brian: Radiohead i Nine Inch Nails tworzą według mnie muzykę, która - nie ważne czy to trzyminutowy utwór na pianino, czy kompozycja z całą orkiestrą - wymiata. Te grupy sprawiają, że czujesz wszystko co robią, nie inspiruje mnie u nich jeden konkretny riff czy piosenka, tylko cały klimat. Muzyka z "American Beauty" jest bardzo inspirująca z powodu wibracji, które wywołuje i tego jak wpływa na to, co czujesz.
Matt: Zawsze jak tego słucham mam dreszcze.
Jak doszło do powstania zespołu?
Brian: Lewis i ja graliśmy w zespole w szkole średniej jak mieliśmy po 14 lat. Ja grałem na gitarze, a Lewis na basie. Potem dołączył do nas Matt.
Matt: Jak tylko doszedłem rozpadliśmy się.
Brian: Tater chodził ze mną do jednej szkoły, ale był o klasę wyżej, a ja byłem świeżakiem, więc nasz zespół grał przed kapelą Tater'a. Potem obie kapele się rozpadły. Kilka lat później pracowałem drzwi w drzwi z Tater'em. Zaczęliśmy rozmawiać i razem improwizować.
Tater: Zapytałeś mnie "hej kolego, chcesz przyjść pojammować?", zgodziłem się, a gitary nie dotykałem od roku.
Brian: Zaczęliśmy więc jammować i już na tym etapie szukaliśmy perkusisty. Ja grałem na gitarze, ale to nie wyszło, bo każdy kogo znaliśmy grał na gitarze. Potem na sesję przyszedł Matt i powoli skład ewoluował w taki jaki jest dziś. Jesse dołączył do nas później.
Jesse: Gdy doszedłem do zespołu, chłopaki grali ze sobą już dwa lata, a ja byłem ich fanem. Śpiewałem w innym zespole. Zawsze przychodziliśmy na ich koncerty, kochaliśmy 10 Years - byli zespołem z Knoxville. Nasz zespół dopiero zaczynał, więc dawaliśmy im dema do przesłuchania. W końcu jeden z nich ich posłuchał i zaczęli przychodzić na nasze koncerty. Myślałem, że nas lubią, ale okazało się, że polubili tylko mnie.
Matt: Zawinęliśmy go do siebie.
Jesse: To był dla mnie szok, że poprosili abym z nimi spróbował. Kompletnie się tego nie spodziewałem.
Tater: Ta, a gdy pierwszy raz jammowaliśmy na akustykach, kiedy zarzucił nam pierwszy tekst, od razu wiedziałem, że to jest to.
Matt: To było dziwne, bo w jego poprzednim zespole było dwóch wokalistów. Ten pierwszy krzyczał, a Jesse śpiewał. Ten pierwszy wokalista krzyczał przez dobre dwie, trzy minuty, a Jesse z tyłu nucił melodię. Zastanawiałem się co ten koleś robi z tyłu? Był jak nieoszlifowany diament.
Jesse: W tym zespole zaczynałem, to było dobre doświadczenie. To byli moi kumple, z którymi jeździłem na desce, więc było śmiesznie. Gdy odszedłem, byłem trochę zażenowany, ale teraz nie żywią urazy.
Matt: Tak, przyjaźnimy się z nimi.
Jesse: Jestem współlokatorem wokalisty.
Tater: Po tej zamianie odkrywaliśmy się na nowo i napisaliśmy cały materiał od początku. Stwierdziliśmy, że potrzebujemy nowych rzeczy.
Jesse: Nie wykorzystaliśmy nic ze staroci.
Tater: Niektórych to rozwścieczyło. Straciliśmy paru starych fanów, kilku utrzymaliśmy, trochę zyskaliśmy. Myślę, że w pewnym sensie muzycy są samolubni. Robią co chcą - szczególnie my robimy to. co chcemy, czy się wam to podoba czy nie.
Jakie wrażenie chcecie zostawiać po koncertach?
Jesse: Intensywność, emocje. Ludzie zawsze mówią, że kiedy widzą i słyszą nas na żywca, czują tą intensywność i pasję. Nie robię na koncertach nic szczególnego. To co robimy nie jest do końca chaotyczne, ale raczej losowe, musisz się w tym po prostu zatracić.
Brian: Chcę żeby to wrażenie było szczere. Nie chcę by próbowali nas polubić, czy coś w tym stylu, albo to łapiesz, albo nie. Jeśli tego nie kochasz nie złamiesz mi serca, bo my kochamy to co robimy.
Jesse: Trzeba się trzymać z tymi ludźmi, którym to się podoba, bo oni karmią artystów. Karmią ogień. Dzięki nim wciąż jesteśmy, bo możemy robić to co lubimy jeśli mamy pieniądze. W końcu albo to chwyci, albo trzeba się poddać.
Jak przygotowujecie się do koncertu?
Jesse: Ja się bardzo denerwuję przed wyjściem. Ale jak tylko wyjdę na scenę i wypowiem pierwsze słowa, to wszystko znika. Nie myślę o tym, ale nim wyjdę zawsze się denerwuję.
Tater: Zmawiamy modlitwę. Muzyka też jest inspiracją. Tak wiele razy oglądałem DVD Nine Inch Nails zanim wróciłem do domu, albo zanim wyszedłem na scenę.
Brian: Dziś było inaczej. Mieliśmy półtorej minuty przed wyjściem. Tater zobaczył, że przyszli chłopaki z Sevendust żeby nas zobaczyć. Nagle doznałem zupełnie nowego uczucia i pomyślałem "o cholera".
Jesse: Nawet o tym nie wiedziałem.
Tater: Zauważyłem to. Kocham Sevendust. Myślałem, że tylko ja będę się tym denerwował, więc czym prędzej powiedziałem o tym Matt'owi i Lewis'owi.
Matt: Powiedział, "a przy okazji - Sevendust tu są".
Jesse: Nie powiedzieli mi, bo zawsze się denerwuję, wszystko bym spieprzył.
Tater: Chciałem ci powiedzieć, ale...
Jesse: O nie, przestań, proszę nie.
Matt: Właśnie nie mów mu. Nic mu nie mów.
Tater: Myślę, że to mnie zdopingowało. To było całkowicie, zupełnie niesamowite. Widziałem ich dwa tygodnie temu w Knoxville i rozwalili mnie. Było zatem dosyć dziko.
(Do Jesse'iego) Jest jakiś konkretny powód, dla którego malujesz ręce?
Jesse: W teledysku, który nakręciliśmy jest scena z ogniem w nocy. Pomalowaliśmy się cali na czarno - tak że widać tylko nasze sylwetki. Trochę tej farby nam zostało i kiedyś gdy rozgrzewałem się na backstage'u, pomyślałem, że może by tym razem pomalować ręce. Nie zastanawiałem się jak to będzie wyglądać - a wyglądało jak rękawiczki. Od tej pory wszędzie tak robię. To jest zajebiste, bo wszyscy myślą, że mam rękawiczki. Dopytują się skąd mi się to wzięło.
Musisz być w jakimś konkretnym nastroju, albo coś musi się zdarzyć w twoim życiu żebyś napisał tekst?
Jesse: O tak. Generalnie jestem bardzo szczęśliwą osobą więc kiedy piszę tekst, mogę się wyładować. Oddaje wszystkie emocje, które przeżywam - miłość, nienawiść, wszystko. Teksty opowiadają zazwyczaj o tym co, w danej chwili, dzieje się w moim życiu. Jeśli nic szczególnego dla mnie nie znaczą, to ich nie czuję. I znów chodzi o treść. Dlatego czasem się gubię i tracę to coś, do czego się odnosiłem.
Twoje teksty często są dwuznaczne. To zamierzony efekt?
Jesse: Piszę tak celowo. Myślę, że można opisać wszystko ze szczegółami, ale nigdy nie powiedzieć o co dokładnie chodzi z dwóch powodów. Jeśli coś zostało powiedziane wprost, słyszysz to, wiesz o czym mowa, ale to zbyt proste. Ludzie, którym tekst naprawdę się spodoba mogą się w niego zagłębić i przekonać się co znaczy dla mnie. Jeszcze inni odnajdą w nim coś dla siebie, coś co im pomoże. Parę osób przyszło do mnie i mówiło, że dany utwór znaczy dla nich tak wiele, że pomógł im przejść przez to i przez tamto. Dla mnie miał inne znaczenie, ale dobrze, że komuś pomógł.
Z kim chcielibyście współpracować lub grać?
Matt: Mogę wymieniać cały dzień.
Tater: Ile mamy czasu?
Brian: Z bardzo mądrym producentem, uwielbiam uczyć się produkcji. Z Bob'em Ezrin'em, Terry'm Date'm i Ulrich'em Wild'em. Pojechaliśmy z Jesse'm do Los Angeles, żeby popracować z Ulrich'em nad miksami. Moje marzenie się wtedy spełniło - siedzieliśmy u niego w domu, byliśmy z nim sam na sam, a jego nazwisko było nam znane od zawsze. Coś niesamowitego. A najbardziej chciałbym grać z Deftones, Sevendust, Tool i 30 Seconds To Mars.
Jesse: Ze wszystkim kapelami takimi jak Radiohead - chciałbym otwierać ich koncerty.
Myślę, że na pierwszy rzut ucha możecie kojarzyć się z Tool i Deftones. Zgadzacie się z tym?
Jesse: Ludzie zawsze chcą wiedzieć jak brzmisz, żeby zobaczyć czy w ogóle są tobą zainteresowani. Zawsze nas do czegoś porównują. Jak mnie teraz zapytają to odpowiem "Deftones, Tool". Dlatego, że te zespoły wywarły na nas ogromny wpływ. Jednak pojawiają się opinie "słyszę u was duże inspiracje, ale gracie po swojemu", co jest fajne. Dobrze, że tak jest.
Tater: Myślę, że tak jest jeśli mówimy o zespole. Indywidualnie każdy z nas inspiruje się czymś kompletnie innym.
Jak myślicie czemu to, co robicie jest tak przystępne i staje się coraz popularniejsze?
Matt: Granie przed dużą publiką jest bardzo dobre, ponieważ przychodzi dużo ludzi, którzy wiedzą o co chodzi i chcą nas zobaczyć. W naszym mieście grają nas w radiu cały czas.
Lewis: A radio bardzo pomaga
Matt: Nam pomogło bardziej niż cokolwiek.
Brian: Street teamy, to że ludzie opowiadają sobie o nas.
Matt: Jeśli sprzeda się jedna płyta, to może kolejne cztery osoby pożyczą ją i przesłuchają. Albo jeśli na jednym koncercie zobaczy nas piętnaście osób, na następny mogą przyjść z przyjaciółmi.
Brian: Gramy hard rock, ale nie jest to irytująca muzyka. Nawet starszym ludziom się podoba. Nie jest dla nich zbyt ekstremalna. Znam też ludzi czterdziesto-, piędziesięcioletnich, którzy nas kochają. Podobamy się też trzynastolatkom. Myślę, że w pewnym sensie znaleźliśmy złoty środek. Oprócz hard rocka gramy też akustycznie, przyspieszamy i zwalniamy. Robimy to dynamicznie, ale myślę, że z głosem Jesse'ego i sposobu w jaki pisze, nie jest to irytujące.
Tater: I nie jest to zamierzone. Tak wyszło.
Jesse: Robię jeszcze jedną rzecz, tym razem zamierzoną. Nie używam zbyt wielu przekleństw - z różnych powodów. Jeden jest taki, że odrywają od pewnego sensu, poza tym wywołują jeden rodzaj emocji. Myślę, że jeśli jesteś zły lub smutny, możesz wyrazić to w bardziej inteligentny sposób niż przeklinanie.
Macie ulubione wspomnienie związane z graniem lub pracą w studiu?
[śmiech]
Scott: Lewis, może chcesz odpowiedzieć.
Jesse: Jedno z nich jest dla mnie niezwykłe...
Brian: Chyba wiem co masz na myśli...
Jesse: 30 Seconds To Mars.
Brian: Chciałem opowiedzieć o koncercie, który graliśmy w Johnson City z Earshot. Nigdy nie spotkaliśmy się z taką reakcją publiczności.
Matt: Ktoś musiał im powiedzieć, że jesteśmy gwiazdami rocka. Podpisywaliśmy gitary.
Tater: A jak weszliśmy na scenę to nie było nic słychać. Scott: Poczekaj z tym, opowiedz całą historię. Omijacie to co najlepsze.
Matt: Byliśmy w Indianapolis i graliśmy tam w sobotę.
Jesse: Nikogo nie było.
Matt: W piątek wieczorem tam imprezowaliśmy. Zagraliśmy w sobotę i poimprezowaliśmy. W niedzielę około 16.00 wróciliśmy do domu.
Lewis: Długo jechaliśmy.
Matt: Byliśmy już godzinę jazdy od Knoxville, ledwo żywi, bo myśleliśmy, że już nic nie musimy robić. Organizatorka z klubu Blue Cats w Knoxville...
Brian: Pomagała organizatorowi z Johnson City przy koncercie z Earshot i Salivą. Zacząłem sprawdzać wiadomości na komórce i od tej dziewczyny dostałem taką: "Brian idioto, oddzwoń do mnie natychmiast albo cię zabiję i połamie ci nogi". Zadzwoniłem więc i powiedziała, że zaraz mamy wracać do Johnson City. Nie wiedziałem o co jej chodzi, ale powiedziała, że mamy godzinę. A jechaliśmy już dwie i pół godziny. Saliva była wtedy headlinerem, Earshot mieli grać przed nimi. Okazało się, że Salivie zepsuła się przyczepa, utknęli w innym mieście i nie mogli przyjechać. Pod wpływem chwili potrzebowali innego zespołu, więc wróciliśmy tam najszybciej jak mogliśmy.
Matt: Mieliśmy wyjść ósmej, a byliśmy chyba o 7.15, wrzuciliśmy nasze rzeczy na scenę, wzięliśmy oddech i weszliśmy z powrotem.
Tater: Byliśmy wyczerpani. Bez prysznica, bez niczego. Myśleliśmy, że wracamy do domu, do pracy, do czegokolwiek.
Lewis: Zaczęliśmy grać i odzew publiki był jak do tej pory najlepszy. Pod koniec koncertu, z końca tego jebanego klubu widać było ręce w górze. To było dzikie.
Matt: Sprzedaliśmy wszystko co mieliśmy. Podpisaliśmy wszystko co mieliśmy.
Jesse: Spodziewaliśmy czegoś takiego po Knoxville, ale nie po miejscu gdzie zagraliśmy jeden, mały koncert. Earshot to duży zespół, są znani, są na scenie już jakiś czas, ale ludzie przechodzili obok nich. Nasz sklepik był tuż koło ich, do nas ustawiała się kolejka - do nich cztery, pięć osób.
Matt: Podpisałem płytę Earshot, bo nasze się skończyły.
Jesse: Tak podpisywaliśmy rzeczy Earshot.
Brian: To było śmieszne.
Matt: Mieliśmy szansę zagrać przed dużą publicznością.
Jesse: Jesteśmy bardzo pewni tego co robimy, to kwestia pokazywania się, kwestia czasu.
Tater: Wciąż dobrze się bawimy - cały czas się śmiejemy.
Matt: A pamiętacie jak wymiotowałem z jadącego vana w piątek?
Jesse: Trzymaliśmy go za spodnie.
Matt: Za pasek żebym nie wypadł.
Tater: W nocy wszyscy jesteśmy pijani i ściśnięci razem w vanie po drodze do hotelu.
Matt: Spałem na parkingu zanim nie skończyliście pić.
Jesse: No tak, mamy kilka historii.
Brian: Kiedyś jakiś koleś spał na podłodze w łazience.
Jesse: Parę rzeczy możemy opowiedzieć. O wszystkim mówilibyśmy godzinami. Moje ulubione doświadczenia przeżyłem z tymi chłopakami, są jak rodzina. Nie ma w zespole takiej osoby, której bym nie znosił. Lubię każdego z nich.
Matt: Wiemy, że cokolwiek się stanie, ktoś zawsze będzie stał obok.
Gdzie widzicie zespół za pięć, dziesięć lat?
Lewis: W trasie.
Matt: Mam nadzieję, że w większym vanie lub w busie.
Lewis: Tak, mam nadzieję, że wciąż będziemy robić to co kochamy.
Brian: Chciałbym, żebyśmy wciąż to robili tylko na wyższym poziomie.
Jesse: Mam nadzieję, że będziemy rosnąć i się rozwijać. To jak szybko wzrasta ilość naszych fanów i publiczność na koncertach jest jak cios w twarz - coś się dzieje. To kwestia czasu. Ludzi nie da się kontrolować. Jeśli im się nie podobasz to nic na to nie poradzisz. Jeśli cię lubią - to lubią i już, Brian o tym wspominał. Zespół tak szybko rośnie. Jestem tym po prostu wstrząśnięty.
Ostatnie pytanie: kiedy objaśnicie nazwę zespołu?
Lewis: Nigdy. Nigdy?
Tater: To już następne pytanie.
Brian: Koniec wywiadu!
Jesse: Jest taka, jak moje teksty - dwuznaczna.
Tater: Są bliscy nam ludzie, którzy znają zespół, które tak naprawdę go nie znają.
Jesse: To bardzo osobiste, ale...
Matt: Za dużo o tym mówisz.
Jesse: Tak, już za dużo powiedziałem, mogą mnie zabić. To jest najlepsze ludzie nic nie wiedzą i robi się tajemnica.
Tater: Bo powiedzieliśmy, że to będzie nasz sekret.
Matt: To już sekret od dobrych pięciu lat.


tłumaczenie: Marka, źródło - xnrock.com