36 CRAZYFISTS

36 Crazyfists - Brock Lindow (voc) [04.2002]
36 Crazyfists - Brock Lindow (voc) [12.2003]
36 Crazyfists - Steve Holt (git) [04.2006]


36 Crazyfists powrócili z trzecią płytą 'Rest Inside The Flames'. 24. kwietnia 2006 roku, na półtora miesiąca przed wydaniem albumu miałem okazję przeprowadzić telefoniczną rozmowę z gitarzystą Steve'm Holte'm, który przebywał wówczas w Holandii.
Active Rock: Kilka dni wcześniej usłyszałem waszą płytę 'Rest Inside The Flames', czy nie czujecie się jakbyście po raz kolejny nagrali świetny album?
Steve Holt: Jestem naprawdę zadowolony z rezultatu jaki osiągnęliśmy. Zajęło to nam więcej czasu niż zwykle, ale dzięki temu wybraliśmy z naszego materiału utwory, które brzmiały dla nas najlepiej.
AR: W twoim odczuciu na ile wasze nowe wydawnictwo różni się od 'A Snow Capped Romance' i 'Bitterness The Star'?
Steve: Myślę, że jest ono gdzieś pomiędzy tymi dwoma. Tym razem rzeczywiście bardziej skupiliśmy się na procesie tworzenia, by utwory, które powstaną świetnie sprawdzały się na koncertach. Przykładaliśmy do tego szczególną wagę. Dzięki temu nowe utwory są bardziej zogniskowane, bardziej metalowe i konkretne.
AR: Byłem na waszym koncercie, kiedy graliście Roadrage Tour w Polsce..
Steve: Tak, tak pamiętam.
AR: Graliście wtedy z Killswitch Engage i Five Pointe O. Pojawiłem się tam głównie ze względu na KsE, ale to wasz występ najbardziej mi się spodobał, jak i wielu moim przyjaciołom.
Steve: Świetnie, dzięki.
AR: Jaki jest sekret dobrego koncertu w twoim mniemaniu?
Steve: Podstawową rzeczą jest to, że ludzie potrafią rozróżnić szczerość od sztuczności, a kiedy gramy koncert jesteśmy w niego zaangażowani w 100%. Nie chodzi o to jak bardzo ruchliwy jesteś na scenie, możesz poznać człowieka szczerego po jego twarzy, po niej widać ile znaczy dla ciebie muzyka, którą wykonujesz.
AR: A jakie zespoły najchętniej oglądasz na koncertach?
Steve: Jest ich cała masa. Jednym z nich jest Killswitch Engage, lubię też Black Label Society.... jestem wielkim fanem muzyki, we wszystkim znajdę coś dobrego.
AR: Powróćmy do 'Rest Inside the Flames'. To wasze trzecie wydawnictwo. Czy wykorzystaliście doświadczenie z dwóch poprzednich nagrań przy pracy nad tą płytą?
Steve: Tak, myślę, że przede wszystkim staliśmy się lepsi w pisaniu piosenek, dzięki temu, że wiemy jak szybciej dotrzeć z punktu A do punktu B, zaoszczędziliśmy czas w studiu. Tym razem naprawdę wiedzieliśmy czego chcemy, wiedzieliśmy jak mają brzmieć te utwory zanim jeszcze trafiliśmy do studia, wcześniej byliśmy bardziej zamotani. Plusem było też to, że po raz kolejny skorzystaliśmy z usług producenta Andy Sneap'a, który jest naszym bliskim przyjacielem i wiedział dokładnie, w którą stronę chcemy iść.
AR: Powiedz nam coś o gościach specjalnych na 'Rest Inside the Flames'.
Steve: Mamy na płycie Howard'a Jones'a, wokalistę Killswitch Engage, razem koncertowaliśmy na Roadrage Tour, mieliśmy z nimi również parę tras w Stanach, jesteśmy po prostu kumplami. Brock [wokalista] wpadł na pomysł by zaprosić Howard'a na nagranie, skończyłoby się na gadaniu, gdyby w studiu nie okazało się, że jest perfekcyjny utwór dla Howard'a, nazywa się on 'Elysium'. Zadzwoniliśmy do niego, zgodził się, zaśpiewał i dodał pary temu utworowi, jesteśmy bardzo zadowoleni z efektu. W innym kawałku gościnnie pojawił się Jonah Jenkins, który śpiewał w post-hardcore'owym zespole z późnych lat 90-tych Only Living Witness. Ten zespół wywarł na nas ogromne wrażenie i był dla nas wielką inspiracją. Poznaliśmy go w internecie, gadaliśmy z nim on-line. Postanowiliśmy poprosić go o udział w jednej piosence i zrobił to z miłą chęcią. Dla mnie i Brock'a było to niesamowite, żeby na naszej płycie zaśpiewał jeden z naszych idoli, staraliśmy się nie sikać po gaciach jak nastolatki, ale w studiu byliśmy bardzo podekscytowani tym faktem. Było super, Jonah zaśpiewał w utworze 'We can not deny', który wyszedł znakomicie. W tym kawałku pojawił się również ex-perkusista Killswitch Engage, Tom Gomes, który grał z nami w Polsce podczas trasy Roadrage. Trochę dziwaczne było zaproszenie do nagrania jednego kawałka perkusisty, ale wyszło zabójczo, Tom jest wspaniałym pałkerem.
AR: A co było waszą największą inspiracją podczas pisania nowej płyty?
Steve: Ciężko powiedzieć, jesteśmy teraz starsi, bardziej patrzymy na pozytywną część naszego życia. Chodzi nam o spędzenie miło czasu, robienie dobrej muzyki z fajnymi ludźmi i posiadanie dobrej relacji z fanami, których kochamy, którzy dają nam energię, to wszystko jest bardzo pozytywne, to było w naszych głowach kiedy pisaliśmy naszą nowa płytę.
AR: Z jakich utworów z waszej najnowszej płyty jesteś najbardziej zadowolony?
Steve: Trudno powiedzieć. 'The Great Descent' to jeden z kawałków, które lubię najbardziej. Powstał bardzo szybko i był jednym z tych utworów, które napisane zostały w bardzo naturalny sposób. 'On any given night' to również bardzo dobrze napisany rockowy numer i kolejny mój faworyt.
AR: Będziecie wydawać 'On any given night' jako singiel, ma potencjał na hit?...
Steve: Też tak uważam, naszym pierwszym singlem jest 'I'll go until my heart stops', ale on jest zorientowany na metalowe rozgłośnie, myślę, że drugim singlem najprawdopodobniej będzie 'On any given night'. To dobry materiał na singla, posiada chwytliwe momenty i jest po prostu konkrentym rockowym kawałkiem.
AR: Czy masz jakąś specjalną formułę na pisanie utworów 36 Crazyfists?
Steve: Nie do końca, zazwyczaj zaczynam od jakiegoś riffu, pokazuję go zespołowi, wymieniamy się pomysłami i patrzymy jak się sprawdzają.
AR: Czy jest szansa, żebyśmy zobaczyli 36 Crazyfists ponownie w Polsce?
Steve: Tak, możliwe, że we wrześniu, mam taką nadzieję. Pracujemy nad datami. Obecnie gramy w kilku miejscach w Europie i na paru festiwalach, potem wracamy do Europy na pełną trasę koncertową we wrześniu, więc przy dobrych wiatrach znowu zawitamy w Polsce.
AR: Miło to usłyszeć.
Steve: Tak, mamy nadzieję, że znowu dla was zagramy.
AR: Chciałbym powiadomić Cię, że w naszej małej społeczności Active Rock w Polsce, 36 Crazyfists zostało uznane w Plebiscycie Najlepszym Zespołem Hard & Heavy 2004, w związku z wydaniem 'A Snow Capped Romance', wygraliście wtedy z Killswitch Engage, Soulfly, Fear Factory i Shadows Fall, także każdy wasz singiel na naszej Active Rock Liście dobija do pierwszej dziesiątki. Co chciałbyś powiedzieć ludziom, którzy tak dzielnie was wspierają w Polsce?
Steve: O stary, wspaniale to usłyszeć, nic o tym nie wiedziałem. Chciałbym podziękować wam wszystkim za to, że znaleźliście w naszej muzyce coś dla siebie, za słuchanie i wspieranie naszego pomysłu na muzykę. O to przecież właśnie chodzi, o ludzi, którzy słuchają muzyki i o ich reakcje na naszą muzykę, bez tego bylibyśmy nikim. Po to właśnie tworzymy, dla muzyki i dla ludzi, którzy odnoszą ją do własnego życia, to wiele dla nas znaczy, także jeszcze raz wielkie dzięki.
AR: Kto sprawił, że sięgnąłeś po gitarę i kto jest twoim gitarowym bogiem?
Steve: Koleś, który sprawił, że sięgnąłem po gitarę to James Hetfield z Metallica, jestem pewien, że wielu ludzi to mówi. Metallica gdy byłem jeszcze dzieckiem, była dla mnie wzorem do naśladowania i dlatego właśnie złapałem za gitarę, ostatnimi czasy moimi ulubionymi gitarzystami są Zakk Wylde (Black Label Society) i Dimebag Darrell (Pantera, Damageplan).
AR: Co jest ważniejsze, praktyka, czy talent?
Steve: Trochę tego i tego. Utalentowani gitarzyści mają z górki, beztalencia jak ja muszą więcej ćwiczyć (śmiech). Muszę przyznać, że nigdy nie szkoliłem się na grającego super technicznie gitarzystę, bardziej skupiam się na komponowaniu. Myślę, że tak, czy siak możesz być gitarzystą, ale liczy się głównie praktyka.
AR: A jakich utalentowanych muzyków widzisz na dzisiejszej scenie rockowej?
Steve: Bardzo mi się podoba zespół Textures z Holandii, to bardzo dobra kapela. Kto jeszcze?.... Classic Case to zespół ze Stanów Zjednoczonych, są teraz na topie. Kogo by tu jeszcze.... No te dwie kapele przychodzą mi teraz do głowy.
AR: Twoim zdaniem co już osiągnęliście z 36 Crazyfists i jakie są wasze cele na przyszłość?
Steve: Nie mogę narzekać, właśnie nagraliśmy trzecią płytę, a większość zespołów kończy karierę po pierwszym wydawnictwie. Cieszę się więc, że mamy na tyle szczęścia by nadal grać, a jak spojrzysz na kapele z Roadrunner'a nie wielu udaje się dotrzeć tak daleko. To jest w moim mniemaniu duże osiągnięcie. Jeżeli chodzi o cele, to poszerzanie grona odbiorców. Nie byliśmy jeszcze w Australii i w Japonii, a dostajemy stamtąd sporo maili, byłoby wspaniale tam się dostać, wrócić do takich miejsc jak Polska, gdzie byliśmy tylko raz. Koncertować i dotrzeć do jak największej ilości ludzi to nasz główny cel na dzisiejszy dzień.
AR: Jakbyś podsumował wasze trzy kolejne wydawnictwa poczynając od 'Bitterness The Star'?
Steve: Nagrywając 'Bitterness the star' byliśmy młodzi, pełni energii, nie jesteśmy w pełni z niej zadowoleni, ale jest fundamentem tego, kim byliśmy. 'A snow capped romance' była bardziej konkretna, napisaliśmy tę płytę w sposób przemyślany, a 'Bitterness the star' to bardziej kompilacja różnych utworów, które udało nam się zebrać do tego czasu. Bardziej dumni jesteśmy właśnie z 'A snow capped romance', gdzie poświęciliśmy większą uwagę melodii i ogólnemu nastrojowi. Na 'Rest inside the flames' natomiast wracamy troszeczkę do agresywnego metalu. Jest też miło i rockowo, bardziej spójnie i rzeczywiście bardziej profesjonalnie. To naturalny postęp po ostatnich dwóch albumach.
AR: A gdybyś nie był muzykiem, w jakiej profesji moglibyśmy cię zobaczyć?
Steve: Jestem kolesiem, który nie może usiedzieć na miejscu, lubię mieć coś do roboty. Na pewno robiłbym coś kreatywnego, byłbym artystą, budowałbym coś, musiałbym coś tworzyć, to mnie uskrzydla.
AR: No proszę to tak samo jak ja
Steve: To miło (śmiech)
AR: Jakiś ostatni komentarz?
Steve: Chciałbym podziękować wszystkim fanom 36 Crazyfists w Polsce, mam nadzieję, że zobaczymy się na naszej wrześniowej trasie. Dziękuję za wasze wsparcie i wspaniale by było gdyby spodobała wam się nasza nowa płyta.




rozmawiał Sebastian Grabowski
tłumaczenie:
Sebastian