ATOMSHIP
|
Wywiad z wokalistą Atompship Joey'em Culver'em przeprowadzony w poniedziałek 28 czerwca 2004 roku przez Patrick'a Douglas'a.
Patrick: Skąd jesteś?
Joey: Z południowego Mississippi. Mieszkam w mieście Pascagoula. Nie muszę tego chyba przeliterowywać? (śmiech). I tak nikt o nim nigdy nie słyszał.
Patrick: "Crash of 47" to wyjątkowa płyta, zwłaszcza, gdy weźmie się pod uwagę to, że to wasz debiut. Cały czas jej słucham. Opowiedz o pracy w studiu.
Joey: Strasznie się denerwowaliśmy. To było największe studio w jakim byliśmy. W naszym małym miasteczku nie ma z czego wybierać. Wszyscy mają podstawowy sprzęt, dzięki któremu mogą nagrywać materiał we własnej sypialni. Nagraliśmy już kilka demówek, ale wszystkie zrobiliśmy na komputerze. Teraz byliśmy bardzo zdenerwowani, bo pracowaliśmy z Dave'm Fortman'em, który jest odpowiedzialny za ogromny sukces płyty "Fallen" Evanescence. Wiedzieliśmy, że oczekiwania w stosunku do nas będą duże. Poza tym ten koleś jest z Ugly Kid Joe, co nas przerażało (śmiech). Był jednak dla nas niesamowity. Jestem najmłodszym członkiem zespołu, mam 23 lata, a on zaledwie 35, czy 36. Zachowywał się jakby był jednym z nas, człowieku, on jest gwiazdą rocka. Żartował i sprawiał, że wszyscy czuliśmy się komfortowo. To co w tym było wspaniałe to to, że jest wielkim fanem tego co robimy. Wielu producentów lubi wszystko zmieniać, kierować cię we właściwą, ich zdaniem, stronę. On mówił nam byśmy robili dalej swoje, żebyśmy szli naprzód. Nie chciał nic zmieniać, chciał, żebyśmy dawali z siebie wszystko. Nagrywanie "Crash of 47" byłoby prawdopodobnie o wiele trudniejsze z innym producentem, lecz z kimś takim jak Dave Fortman, było proste.
Patrick: Na pierwszy rzut ucha ludzie mogą was odebrać jako kolejny radiowy, rockowy zespół próbujący się przebić. Wydaje mi się, że taka reakcja w dzisiejszych czasach jest bardzo powszechna. Mogą nie zdawać sobie sprawy z tego jak głęboka jest wasza muzyka. Jak przyjmują was fani i media, teraz gdy ukazała się płyta i gracie trasę?
Joey: Na początku mieliśmy mnóstwo problemów. Nie spotkaliśmy się z tym o czym powiedziałeś. Słyszeliśmy, że nie brzmimy jak nikt inny, co jest bardzo dobre. Wow, ci goście są inni, zagrajmy ich w radiu. Teraz to może być też przeszkodą. Niedługo wychodzi nowy Story Of The Year, to emo punk. Jeśli nie brzmisz tak jak oni, Thursday, Thrice, albo Blink 182 to ci się nie uda. Wiele razy mieliśmy z czymś takim doczynienia, ludzie nie starają się przełamywać barier. Dlatego wiele zespołów ma problem - bo brzmią jak każdy. Nam na początku mówili: "nie brzmicie tak jak to, co gramy", "nie wiemy do jakiej stacji radiowej was wrzucić", "jesteście trochę inni". Teraz, gdy gramy i można kupić płytę przesunęliśmy się na 26. miejsce krajowych list w formacie active rock. To spowodowało. że musieliśmy zacząć wysyłać album do dużych sklepów. Nikt go nie kupował, aż nagle rzuciły się na niego te wszystkie markety w Chicago, Detroit, Nowym Jorku, Nowym Orleanie, Los Angeles... zaczęli nas sprzedawać, a duże stacje radiowe grają właśnie to co sprzedaje się w takich marketach. Tak znaleźliśmy się w radiu. Zaczęliśmy jeździć po tych miastach i posypały się prośby o płyty i singiel "Pencil Fight". W każdym tygodniu można nas było usłyszeć na falach dużej rozgłośni. Takie dziwne miejsca, o których nikt nie wiedział jak Missoula w Montanie zaczęły być wspominane na antenie. Grają naszą muzykę. W zeszłym tygodniu pojechaliśmy do Pensylwanii na Millennium Music Conference. Zaprosili nas ludzie z Citadel Broadcasting i graliśmy tam dla mnóstwa osób z różnych radiostacji. Poznałem każdego dziennikarza z Michigan, w ich stacjach jest bardzo dużo próśb o "Pencil Fight", więc jesteśmy tam wielcy (śmiech). Cieszę się z tego. Napisali o nas artykuł w Hit Parader. Byliśmy też w Modern Drummer i Drum Magazine, a wszystko to w ciągu miesiąca. Wszyscy raptem zaczęli się zastanawiać o czym, do diabła, jest ten kawałek? To zwariowany utwór. Ze dwa, albo trzy razy słyszeliśmy pytanie "o czym to do cholery jest?" Zainteresowanie "Crash of 47" znacznie wzrosło po wypuszczeniu singla.
Patrick: To interesujące, że uważasz, że nie brzmicie jak nikt inny. Jak słuchałem tej płyty bębny kojarzyły mi się z Tool'em, gdzieś tam pobrzmiewało mi Disturbed, innym razem Pink Floyd...
Joey: W tej chwili gdy interesują się nami, słyszymy takie opinie. Na początku nie wiedzieli jaką nam przypiąć etykietkę. Nie grasz alternatywnego rocka, nie grasz ciężkiego rocka, więc oni nie wiedzą w jakim radiu cię puszczać. Odkąd zaczęliśmy grać, inne grupy rozmawiają o nas. Mówią, "o mój Boże, ci kolesie są świetni, zabijają, każdej nocy grają dobry koncert." Sklasyfikowano nas jako rock progresywny. Gdy słyszę to określenie myślę o Rush, Dream Theather i King Crimson. Do tego nas właśnie porównują, ale też do Tool, Deftones, Pink Floyd i The Cure. Cieszy mnie to, ponieważ kocham wszystkie te zespoły. Gdy ich słucham wciąż jestem pod ich ogromnym wrażeniem. To czego słuchałem przez ostatnich 12 lat wbiło się w mój mózg (śmiech). Myślę, że to dlatego iż członkowie zespołu są wszechstronni. Wszyscy jesteśmy zupełnie innymi ludźmi. Nawet razem nie imprezujemy (śmiech). Nie żyjemy razem, ale gdy gramy jest wspaniale. Kiedy dzwonię do naszego perkusisty i chcę iść się z nim wieczorem napić, on odpowiada, że jest zajęty, bo obserwuje niebo przez teleskop (śmiech).
Patrick: To co najbardziej wyróżnia was spośród innych zespołów to głębia waszej muzyki. Tak jak powiedziałeś to nie jest prog rock, ale też nie mainstream. Gdy obserwujesz ten zespół jakie nasuwają ci się refleksje?
Joey: Gdybym był tylko fanem muzyki i usłyszał zespół, który brzmiałby podobnie do nas wtedy mógłbym się obiektywnie wypowiedzieć. W tej chwili jestem jakby uprzedzony. Nie planowaliśmy podpisania kontraktu. Nagle znikąd pojawił się taki pomysł, ponieważ brzmimy inaczej. Wtedy muzyka, którą tworzyliśmy, a która potem znalazła się na płycie nie była pisana z myślą o kontrakcie. Mamy utwory o szalonym szpitalu psychiatrycznym i walce na ołówki. Żaden z tych kawałków nie powstał na potrzeby mainstreamu, dla radia i mas. To była zabawa, jakieś zakręcone rzeczy napisane przez paru kolesi. Teraz gdy mamy kontrakt, wyznaczyliśmy pewien standard dla nowych muzyków. Chcemy wywierać na nich dobry wpływ, bo teraz wszystko jest bardzo nudne. Wszystko brzmi tak samo, a nawet jeśli nie tak samo to możesz to porównać z innym zespołem. Wszystko zlewa się w jeden gatunek, w którym ładnie się wygląda i tańczy wokół sceny. Zresztą, dokładnie wiesz o czym mówię. Gdy oglądasz MTV to wciąż leci ta sama piosenka tylko kto inny ją śpiewa. A jeśli nie, to leci hip-hop. Każdy teraz gra "cyfrowo". Chcemy pokazać, że wciąż, kurwa, da się grać w czteroosobowym składzie z gitarzystą, basistą, perkusistą i wokalistą. Możesz zrobić wszystko co chcesz. Nie musisz mieć tego całego "bling-bling" i sztucznego gówna. Nie musisz brzmieć jak The Strokes.
Patrick: To dobre podejście, jak z początku lat 90. kiedy muzyka wciąż była interesująca. Wiele zespołów, które się wtedy pojawiły były ciekawe i zróżnicowane.
Joey: Gdy pojawili się Rage zmiażdżyli wszystkich. Kiedy dotarli do mas byli inni niż reszta, nikt nie wiedział gdzie ich zaszufladkować. Nie wiedzieli co to jest. A kiedy wyszedł Tool - "co to, do cholery jest?", co z tym zrobimy? Jako zespół staramy się pokazać innym grupom, z kontraktem, czy bez, to czego nauczyliśmy się od innych. Jeśli oni wyniosą coś z muzyki Atomship to to, że nie trzeba robić nic według przepisu, który ktoś już opracował. Dodaj coś od siebie, swoje własne składniki. Nie musisz, kurwa, wszystkiego smakować, żeby zrobić coś własnego.
Patrick: Jaka kryje się historia za "Pencil Fight"?
Joey: Już nas męczy jej granie... żartuję. Jak powiedziałem nie piszemy kawałków z konkretnym zamysłem o czym mają być. Z tego jak ja rozumiem "Pencil Fight" to opowiada ona o tyranach w szkole. Dlatego nie lubię mówić o czym jest ten utwór. Niektórzy mogą myśleć, że jest o biciu kogoś. Sam nie wiem, "Pencil Fight" opowiada o szkolnych latach i o relacjach z rodzicami. To jedna z moich najmniej ulubionych piosenek na płycie, ponieważ nie ma prawdziwego przekazu. Ten utwór wysłaliśmy z 20. innymi i akurat go wybrali. Stwierdzili, że poruszy wszystkie te 16-latki czy coś w tym stylu.
Patrick: Ma chwytliwy rytm i nadaje się do radia.
Joey: Tak. Odbyliśmy dziś burzliwą dyskusję na temat "Pencil Fight" i nie powinienem ci jej przytaczać (śmiech). Jeśli naprawdę chcesz wiedzieć o czym opowiada ten kawałek, to jest on o tym jak budzisz się rano... bez względu na wiek, ja wciąż chodziłem do szkoły mając 19 lat... i stajesz twarzą w twarz z rodzicami. Wtedy wszystko czego chcesz to wziąć swoje książki i iść do szkoły, by nie myśleć o tym gównie. Idziesz na przystanek i zewsząd otaczają cię inni ludzie. Mam w sobie wiele lęku, więc (śmiech) większość utworów opowiada o tym jak bardzo ludzie mnie wkurwiają. Zatem idziesz to szkoły i myślisz o tym, że wszystko się ułoży, po czym dostajesz mnóstwo pracy domowej, zawalasz test i jeszcze musisz stawić czoła nauczycielowi. Pod koniec dnia chcesz każdemu skopać tyłek, po czym uspokajasz się, myślisz, że wrócisz do domu, napijesz się piwa, zapalisz, czy cokolwiek innego. Wracasz, a tam znów czekają na ciebie rodzice i jest to coś od czego nie uciekniesz... nie musi się to odnosić do szkoły. Każdy przed kimś odpowiada. Nie obchodzi mnie twoja pozycja, to czy masz 40 lat i jesteś dorosłym człowiekiem. I tak odpowiadasz przed wieloma innymi osobami. Musisz. Słuchaj, ja jestem pozytywnym chłopakiem, po prostu wolę siedzieć ze swoim bólem niż opowiadać o nim innym. O to chodzi w "Pencil Fight". To metafora czasów szkolnych kiedy wszyscy graliśmy w tą grę, w której łamało się ołówki. Nie wiem czy też się w to bawiłeś, ale to była gra, stary. To była prawdziwa walka - rozjebie ci ołówek! Metafora polega na tym, że utwór jest o wyrażaniu gniewu i pierdolonej nienawiści w taki sposób by nie zranić innych. Tak ja widzę ten kawałek. To chyba lepsze niż gdybym miał powiedzieć, że nienawidzę tego numeru (śmiech).
Patrick: Nie. Powiedz o czym myślisz.
Joey: Nie nienawidzę tej piosenki. Ale, sam wiesz, to singiel. Gramy go codziennie. W każdym wywiadzie pytają nas o czym opowiada.
Patrick: Przepraszam.
Joey: Nie, ok. Nagram sobie coś takiego na sekretarce: (biip) "Pencil fight" jest o... (śmiech).
Patrick: Powiem ci, że raczej nie przepadam za wolniejszymi utworami, ale "Withered" to jeden z moich faworytów na płycie.
Joey: Numer pięć. Najłatwiejsza pioseneczka jaką mamy. Kocham ją. To dobry kawałek. Gdy usłyszałem ją pierwszy razem nie spodobała mi się tak bardzo. Z czasem osłuchałem się z nią, gdy śpiewałem ją każdego dnia przy nagrywaniu płyty. Gdy usłyszałem ją na albumie i usłyszałem co Dave z nią zrobił, naprawdę mi się spodobała. Byłem nią oczarowany. Aż mnie ciarki przechodziły. To piękny numer. To jeden z tych kawałków, których prawdziwego znaczenia ludzie nie znają. Nie wiem czy zauważyłeś, ale ta płyta jest raczej mroczna i smutna. Panuje na niej smutek i ból. Każdy potrafi śpiewać o miłości. To drobiazg. Każdego dnia w czymś się zakochujesz, a nie codziennie czujesz ogarniającą cię niechęć. Chociaż ze mną jest inaczej (śmiech).
Patrick: Nie każdy też porusza taki temat jakim jest Mothra.
Joey: Właśnie. Mothra versus świat. Taki był oryginalny tytuł tego kawałka, potem go skróciliśmy. Nie wszyscy śpiewają na poważnie o uprowadzeniu przez kosmitów jak w naszym "Alien". Stąd wziął się tytuł płyty "Crash of 47".
Patrick: Z kumplem słuchaliśmy tej płyty i w końcu stwierdziliśmy, że to musi mieć jakiś związek z Area 51.
Joey: Roswell, Nowy Meksyk. Pojawiła się teoria, że w 1947 roku wylądowali tam kosmici.
Patrick: Z kim najbardziej chciałbyś dzielić scenę?
Joey: To będzie długa lista.
Patrick: Nie szkodzi.
Joey: Moja największa inspiracja nigdy nie stanie ze mną na jednej scenie, ponieważ odeszła zanim się urodziłem. Mówię o The Doors. The Doors, o Boże, przejdźmy dalej, bo będę o nich gadał przez następną godzinę. Bardzo chciałbym dzielić scenę z Maynard'em. Najlepiej z Tool'em, ale równie dobrze może być z A Perfect Circle. To byłoby niesamowite przeżycie stać na scenie z Maynard'em. Chciałbym też znaleźć się na niej ze Stevie'm Ray'em Vaughan'em i Eric'iem Clapton'em, ponieważ są wspaniałymi muzykami. W moich oczach są legendami prawdziwej muzyki. Byłbym zachwycony będąc na trasie ze Slipknot'em, czy Mudvayne. Moje marzenie by się spełniło gdybym zagrał z Drowning Pool, to byłby hardcore. Kocham kolesi z Drowning Pool, są zabawni. Oczywiście Nirvana... Kto by nie chciał z nimi grać? Z Rage byłoby fajnie. Tych zespołów jest zbyt wiele. Mógłbym koncertować z Van Morrison, Led Zeppelin, Pink Floyd i w ogóle mogę jeszcze wymieniać cały dzień.
Jaki jest twój ulubiony kawałek? "Withered"?
Patrick: Też. Lubię "Mothrę", "Friends".
Joey: Ja kocham "Dragonfly".
Patrick: Nie ma na płycie "zapychacza".
Joey: Doceniam to.
Patrick: Powodzenia na trasie.
Joey: Dzięki.
źródło: digital-noise.com
tłumaczenie: Marka, źródło - Digital-Noise.net |