BLACK STONE CHERRY
|
Zapis rozmowy telefonicznej przeprowadzonej we wrześniu 2007 roku.
AR: Na początku chciałbym cię zapytać, ile masz lat?
Chris Robertson: Mam 23. Lata.
AR: Jesteście bardzo młodzi w zespole, prawda?
Chris: Zespół zawiązał się na moje szesnaste urodziny. Najmłodszy w zespole jest gitarzysta Ben, który ma 21. lat. John, nasz perkusista ma 23. lata, a nasz basista, również Jon, ma 24. lata.
AR: Pracowaliście bardzo ciężko, by odnieść sukces. Czy to prawda, że na początku mieliście próby codziennie po 5. godzin?
Chris: Co najmniej 5. godzin dziennie. Mieliśmy fajną miejscówę na granie, robiliśmy tam próby i pisaliśmy piosenki. Chodziliśmy tam zaraz po szkole. Kończyliśmy ją około 3-ciej po południu, potem szliśmy do sali prób i przebywaliśmy tam co najmniej do 10-tej wieczór. Pracowaliśmy naprawdę bardzo ciężko.
AR: Słyszałem, że przełomowym momentem w waszej karierze było supportowanie zespołu Shinedown w waszym rodzinnym mieście.
Chris: Właściwie to nie było nasze rodzinne miasto, graliśmy z półtorej mili dalej. Usłyszeliśmy, że Shinedown organizują koncert i uderzyliśmy do odpowiednich ludzi z prośbą, czy nie moglibyśmy się przed nimi zaprezentować. Dostaliśmy naszą szansę i ją wykorzystaliśmy. Daliśmy chłopakom z Shinedown własnej produkcji demówkę. Oni to przekazali swoim ludziom i nastąpiło coś na zasadzie reakcji łańcuchowej. Doprowadziło to nas do podpisania kontraktu płytowego.
AR: Podpisaliście go z Roadrunner Records. Co Twoim zdaniem wyróżnia Roadrunner na tle innych wytwórni fonograficznych?
Chris: Są jedyną na świecie wytwórnią, która jest prawdziwie rock and rollowa. Inne firmy wydają zarówno artystów hip-hopowych, r'n'b, i innych, a Roadrunner tylko rock and rollowe zespoły. Zaczęli jako metalowy label, ale na przestrzeni lat zaczęli pozyskiwać wszystkie odmiany rock and rolla.
AR: Tyle, że w Roadrunnerze jest tylko parę rockowych kapel, reszta to zdecydowanie metalowe zespoły.
Chris: Tak, wydają dużo metalu, szczególnie w Stanach, ale jest też kilka rock and rollowych zespołów, jak my, Nickelback i Theory of a Deadman. Sęk w tym, że Roadrunner wie jak się zabrać za rock and rollowe grupy. Wiedzą jak zbudować fundamenty.
AR: Koncertowaliście z wieloma wspaniałymi zespołami. Mógłbyś je wymienić i w kilku słowach powiedzieć nam jakie są twoje odczucia wobec nich?
Chris: Pierwszą trasę zrobiliśmy z zespołem Saliva. Pochodzą oni z Memphise, Tennessee, to z 4-6 godzin jazdy od naszego rodzimego Kentucky. To kolesie, którzy tak jak my, grają southern rock'a. Drugą trasę zagraliśmy z Buckcherry. Ci kolesie byli dla nas jak rodzina już pierwszego dnia. To naprawdę zadziwiający muzycy. Potem koncertowaliśmy ze Staind, Three Days Grace i Hinder. Aaron Lewis to wspaniały koleś. Potem mieliśmy trasę z Black Label Society. To grupa, którą darzę ogromnym szacunkiem. Wielkim zaszczytem było dla mnie występowanie każdego wieczora przed nimi. Od momentu wydania płyty nieustannie koncertujemy, ale wszystkie trasy, całe szczęście, okazały się dużym sukcesem.
AR: Czy to prawda, że występowałeś na scenie z Black Label Society?
Chris: Tak, Zakk miał zapalenie płuc i zaniemógł. Poprosił mnie, bym pomógł mu zaśpiewać z nim kawałek "Stillborn", było to dla mnie absolutnie niesamowite przeżycie. Zakk Wylde to moje całe życie. Dzielić z nim scenę, z jego zespołem, to było coś cudownego.
AR: Od czasu wydania płyty wasze życie to koncertowanie, koncertowanie i jeszcze raz koncertowanie. Jak to jest, kiedy twoje życie zamienia się w nieustającą trasę koncertową?
Chris: Czasem odwiedzasz swoją rodzinę, przyjaciół, zwierzątka w domu, jest ciężko, ale nikt tu nie narzeka. Dzięki Bogu, że mamy to, co mamy. Jesteśmy jeszcze młodzi, ciężko pracowaliśmy na to wszystko i dziękujemy za każdy dzień spędzony na trasie. Nie wyobrażam sobie, co moglibyśmy robić innego .
AR: W waszym southern rocku przemycacie ciężkie partie metalowe. Skąd to się wzięło?
Chris: Wszyscy mamy różne inspiracje muzyczne. Słuchamy wszystkiego od Freddy King, poprzez Led Zeppelin, Robert'a Johnson'a, aż do Alice In Chains i Soundgarden. Jesteśmy fanami muzyki i lubimy słuchać niemalże wszystkich jej gatunków.
AR: Czy wasze inspiracje są kwestią regionu, w jakim się wychowywaliście, czy było tak, że gdy wszyscy słuchali Linkin Park, Disturbed i Korn, wy woleliście Ozzy'ego, Black Crowes i Lynyrd Skynyrd?
Chris: Można tak powiedzieć, ale wiesz, lubię też muzykę Korn'a, Limp Bizkit i innych tego typu zespołów. Kiedy dzieciaki słuchały tych płyt non-stop, ja włączałem sobie Korn'a, a zaraz potem Lynyrd Skynyrd. Jeżeli słuchasz jednego typu muzyki, zamykasz się w niej i nie eksplorujesz swoich możliwości jako muzyk.
AR: Jak podchodzicie do pisania piosenek, jaki macie na to sposób?
Chris: To jest również w nas unikatowe, że wszyscy równocześnie piszemy piosenkę. Razem wymyślamy i muzykę i teksty. Często jest tak, że zespół to piosenki jednego kolesia i jego wizji, ale my czujemy, że zespół powinien być zespołem i powinien w każdym utworze zawierać cząstkę każdego członka grupy. Najpierw piszemy muzykę, potem dodajemy do niej tekst. Ale wszyscy wspólnie piszemy i muzykę i teksty.
AR: Lubię tego typu zespoły, ale muszę dopytać, czy ciężko jest wypracować kompromis, kiedy jeden z członków ma pełną wizję tego, co chce osiągnąć z danym utworem, a reszta się nie zgadza?
Chris: Jeżeli ktoś przynosi piosenkę na próbę, którą napisał sobie w domu, to jasne jest to, że to nie nasza piosenka, nie całego zespołu, a w taki sposób podchodzimy do komponowania. Na próbę przynosimy pojedyncze riffy, albo jakiś motyw i z tego wszyscy wspólnie wypracowujemy strukturę, tak to właśnie robimy.
AR: Jak myślisz co wpływa na to, iż taki sposób pracy jest możliwy w waszym zespole?
Chris: Nie wiem, wiesz jesteśmy przyjaciółmi od dawien dawna. Znamy się od 10. lat, niektórzy przyjaźnią się od lat 20-stu, byli kumplami na długo przed zawiązaniem zespołu. Tworzymy pewnego rodzaju braterstwo, wydaje się, że nie występuje ono często w innych zespołach, staramy się by takie czasy wróciły.
AR: Każdy chce pisać wspaniałą muzykę i wspaniałe piosenki, ale jak myślisz, jak można to osiągnąć?
Chris: Piosenki, które piszesz pochodzą prosto z serca. Nie myślisz, hej napiszę piosenkę o tym, albo o tamtym, po prostu piszesz.
AR: Moim ulubionym utworem na waszej debiutanckiej płycie jest "Rain wizard". Uwielbiam melodię, partie gitar i tekst do tej piosenki. Mógłbyś nam o niej coś powiedzieć?
Chris: Ta piosenka została zainspirowana starą legendą o mędrcu, który mógł przywołać deszcz w czasie suszy. Staramy się przywrócić magię w rock and rollu.
AR: W waszych tekstach jest nieco folkloru. To wspaniałe opowieści. Skąd to się wzięło w was?
Chris: Myślę, że jest to efektem środowiska w jakim się wychowywaliśmy. Po prostu nie wiemy jak pisać inaczej.
AR: Jesteście jedną z niewielu kapel, która ma oficjalną datę powstania. 4. czerwca 2001 roku. Skąd się to wzięło i jak świętujecie wasze urodziny?
Chris: To w zasadzie są moje urodziny i jest to data kiedy zaczęliśmy wspólne granie. Ciężko o niej zapomnieć, bo to przecież dzień moich narodzin. Co roku świętujemy to w ten sposób, że idziemy wszyscy razem do knajpy, czy gdzieś, gdzie możemy być razem i wspominamy sobie, ech minęło już 5. 6. i tak dalej lat. To właśnie jest efekt naszego braterstwa, nie wszystkie zespoły świętują swoje narodziny.
AR: Wydaliście swoją płytę w Europie. Wiele amerykańskich zespołów nie ma takiej możliwości. Jak do tego doszło?
Chris: Po prostu mieliśmy szczęście. Może to odświeżające brzmienie, które posiadamy, a które podoba się ludziom z Europy. Przyjechaliśmy tutaj z Hinder i nasza firma zobaczyła, że warto byłoby wydać naszą płytę na Starym Kontynencie. I była to słuszna decyzja, bo album dobrze sobie poradził. W związku z tym sukcesem przyjeżdżamy do Europy na swoją własną trasę koncertową w październiku.
AR: Macie całe życie, by napisać swój pierwszy album i parę miesięcy do napisania drugiego. Czy myślicie już o kolejnym krążku?
Chris: Tak jest w przypadku większości zespołów, my mamy około 70. utworów, które możemy w każdej chwili wykorzystać na albumie. Kiedy wybieraliśmy 13. utworów na naszą debiutancką płytę, staraliśmy się brać kawałki, które najlepiej zdefiniowałyby nasz zespół na pierwszym albumie, nie były to najlepsze piosenki z naszej zasobnej twórczości.
AR: A piszecie nowe utwory?
Chris: Tak, piszemy cały czas. We wrześniu robimy sobie przerwę w trasie, którą poświęcimy na tworzenie nowego materiału. Potem, tak jak mówiłem jedziemy na trasę do Europy, a po powrocie z niej, zaszywamy się w studiu nagraniowym i pracujemy nad płytą numer 2.
AR: W naszym programie Active Rock Show graliśmy wasz singiel "Lonely Train" od momentu, kiedy pojawił się on na amerykańskich listach przebojów. Dotarł on do pierwszej dziesiątki naszej listy. Co chciałbyś powiedzieć swoim fanom w Polsce?
Chris: Dzięki wielkie za wspieranie naszych utworów i spowodowanie, że "Lonely train" dotarło do Top 10 w Active Rock Show. Inna sprawa, gdy piosenka dociera do pierwszej dziesiątki w Stanach, gdy dzieje się to w Europie, tak daleko od naszego domu, kiedy wiesz, że nikogo tam nie znasz, a wy to dla nas zrobiliście, to jest to naprawdę miłe doświadczenie, dziękuję wam za to bardzo.
rozmawiał Sebastian Grabowski tłumaczenie: Sebastian |