CROSSFADE

active strona Crossfade
Ten modern-rockowy zespół z Columbii zdążył już zrobić sporo zamieszania, a ich debiutancka płyta nie ujrzała jeszcze światła dziennego! [Ukazuje się 13 kwietnia i naprawdę warto na nią zaczekać.] Na Metal Refuge byli jednym z najbardziej poszukiwanych grup. Ich pierwszy singiel "Cold" wdarł się na playlisty radiowe i w pierwszym tygodniu emisji stał się czwartym najczęściej granym nowym utworem w radiach o formacie Active Rock, trzy pierwsze pozycje zajęli Damageplan, Trapt i P.O.D. Mitch James (wokal, bas) rozmawiał z Metal Refuge, opowiedział o zespole i o swoich odczuciach związanych z ich wschodzącą gwiazdą.
MR: W waszej twórczości słyszę dużo nowoczesnego rocka, którego kocham. Jak określiłbyś muzykę Crossfade?
Mitch James: Myślę, że to bardzo dziwna mieszanka. Ja, Ed (główny wokal i gitara), Tony (wokal) oraz DJ, kiedy zaczynaliśmy byliśmy wokalistami w różnych zespołach. Każdy z nas ma swój własny styl, ja śpiewam ciężej, ryczę jak w Cradle Of Filth. Tony jest bardziej melodyjny, to typ kolesia z karaoke. Może sobie wejść do dowolnego baru z karaoke i sprawić, że dziewczyny roztopią się gdy zacznie śpiewać. Słychać też głos Ed'a. Ma niewyobrażalny talent. Potrafi zagrać na każdym instrumencie. Urodził się muzykiem i ma niesamowity głos.
MR: Czyli mieszacie rożne gatunki muzyczne?
Mitch: Tak, wszyscy lubimy ciężkie granie. Od klasycznego rocka, przez Foghat do Queen.
MR: Nie słyszałem, żeby ktoś jeszcze wspomniał o Foghat w wywiadzie!
Mitch: Tak rzuciłem pierwszą lepszą nazwę.
[Śmiech]
Mitch: Chodzi mi o zakres muzyki od spokojnego rocka, do takiego, który rozwala twoją głowę jak Pantera. Każdy wnosi coś swojego do zespołu. Gdy piszemy jakiś numer, Tony zaczyna śpiewać i jesteśmy szczęśliwi, że słyszymy coś takiego. Mój głos to jakby szkielet. Nie wiem czy odróżniłbyś go w poszczególnych utworach, ale ten cięższy śpiew jest mój. Oczywiście Ed ma główne partie wokalne.
MR: Wyprodukowaliście album sami, nagraliście go we własnym studiu w piwnicy. Możesz powiedzieć jaki był wam do tego potrzebny sprzęt, na wypadek gdyby ktoś chciał iść w wasze ślady?
Mitch: W większości używamy beznadziejnego komputera. Wszystko nagraliśmy za jego pomocą. Mieliśmy parę kompresorów i efektów, użyliśmy Cakewalk'a, trochę Pro Tools. Mieliśmy bardzo dobre mikrofony. Poświęciliśmy dużo czasu, żeby wszystko zabrzmiało dobrze. Żeby zaakceptować brzmienie trzeba nie raz nagrać coś, ale 20 razy. Czasami nie wiedzieliśmy jak dokładnie osiągnęliśmy taki efekt i przy następnych numerach trzeba było szukać tego od nowa. Możesz eksperymentować i popełniać błędy jeśli wydajesz na studio 45-75 dolarów za godzinę.
MR: Jak długo nagrywaliście i miksowaliście płytę?
Mitch: Jakieś dziewięć miesięcy. Cały materiał był już napisany. "Cold" i "So Far Away" były jednymi z ostatnich utworów, które weszły na płytę. Przez większość czasu zbieraliśmy się z zespołem i szlifowaliśmy kawałki. Zwykle zajmuje się tym producent ze świeżym uchem, który może ci powiedzieć, "o nie co to za gówno skończcie to grać zanim się rozkręcicie."
MR: Jak usłyszano o was w Columbii?
Mitch: Ed znalazł stronę Taxi.com. Polecamy ją wszystkim. Można tam wysłać swoją muzykę (5$ za utwór) i oceniąją ją ludzie z A&R. Jeden koleś obracający się w konkretnym gatunku muzycznym wystawi ci notę. Są bardzo szczerzy, mogą powiedzieć ci "ten kawałek rozwala," "tu jest fajny haczyk ale wokalista do niczego." Powiedzą ci to co musisz wiedzieć jako muzyk, żeby się rozwijać. Nasz obecny manager Chris Long, był jednym z ludzi, którzy słuchali naszych propozycji. Pokochał nasz starszy numer "Dead Skin". Utrzymywaliśmy kontakt przez kilka miesięcy. W pewnym momencie zechciał zobaczyć nas na żywca. Przyleciał na koncert do Columbii i pokochał naszą muzykę na żywo. Kilka tygodni później zaproponował, że zostanie naszym managerem. W tym momencie to, że ktoś z L.A. chciał zostać naszym managerem było wspaniałe.
MR: I dzięki niemu podpisaliście kontrakt?
Mitch: He, no cóż... umm, to nie tylko jego zasługa. Powiedzmy, że znał ludzi, dzięki którym pojawialiśmy się w miejscach, w których inni ludzie mogli nas usłyszeć. Usłyszeli nas Don Ienner i Matt Pinfield z wytwórni Columbia. Powiedzieli, że zadzwonią i polecimy na występ dla wytwórni do Nowego Jorku. Potem po prostu stało się.
MR: Piszecie teksty, nagrywacie muzykę, ale jak zaczyna się proces powstawania utworu? Kto mu przewodniczy?
Mitch: Ed wpada na jakiś pomysł, prawie niedosłyszalnie mówi o nim komuś, jakieś trzy tygodnie później zaczyna nabierać to konkretnych kszałtów i okazuje się, że on ma już opracowaną jakąś część. I tak się zaczyna. Następnie dochodzą do tego słowa. Zaczynamy doszlifowywać kawałek, nagrywamy go na komputer, więc każdemu łatwiej jest wziąć go do domu i samemu jeszcze popracować. Przeważnie to Ed przejmuje kontrolę i my mówimy mu, co powinno zostać w numerze, a co odpaść.
MR: I na sam koniec pokazuje wam rezultat, a wy ostatecznie mówicie czy wam się to podoba?
Mitch: Tak.
MR: On pisze teksty?
Mitch: Większość. Wszyscy piszemy teksty. Ed napisał "Cold". Niektóre teksty to przemieszanie tego co napisałem ja, Brian i Tony czasami tak to do siebie pasuje, że łączymy te fragmenty. Składamy w całość liryki i muzykę, które powstały osobno i okazuje się, że doskonale do siebie pasują.
MR: Tak... Wracając. Myślę, że to był ciekawy pomysł z waszej strony, żeby wysłać muzykę do krytyków. Większość muzyków wysyła ją od razu do wytwórni. Wygląda na to, że naprawdę chcieliście dopracować materiał zanim z nim gdzieś uderzyliście.
Mitch: Tak, tego właśnie chcieliśmy. Słuchamy muzyki cały czas i cały czas ją komentujemy z punktu widzenia muzyków. Nie istotne jest nawet czy to nasza stylistyka, jeśli nam się spodoba - wiemy, że jest dobra. Jest bardzo wiele zespołów, które naprawdę dobrze grają, ale nie mają... ich utwory nie są chwytliwe. Mają w sobie coś co może się spodobać, ale brakuje im tej rzeczy, dzięki której łatwiej jest się przebić. My mamy dość bycia tego typu grupą, więc przyjmowaliśmy każdą pomoc, od każdego.
MR: Waszym pierwszym singlem jest "Cold". Ludzie się nim interesują, ma na koncie dużo ściągnięć z internetu, jest zamawiany w radiu. Moim zdaniem wszystkie wasze utwory na płycie mogłyby być singlami. Dlaczego akurat "Cold"?
Mitch: Myślę, że ze względu na przekaz. Nie cały materiał ma tak oczywiste przesłanie. Oczywiste każdy zrozumie i wykorzysta to jak chce, ale w tym numerze wszystko jest powiedziane wprost. No wiesz... byłem dla ciebie gównem, byłem dla ciebie zimny, nie ma dlatego wytłumaczenia, taki przekaz może łatwo się przebić. To ja pierwszy zaproponowałem ten kawałek wytwórni, ale wszyscy podjęliśmy decyzję, że ten utwór powinien być pierwszy.
MR: Który kawałek z płyty najbardziej ci się podoba?
Mitch: "The Deep End." Bardzo lubię ten numer i jego przekaz, grunge... moc akordów i siłę głosu. Bardzo lubię ten kawałek. Chcę mi się przy nim skakać, czuję go.
MR: Jakie są wasze plany koncertowe na najbliższy rok? Wiecie już gdzie i z kim będziecie grać?
Mitch: Jeszcze nie wiemy z kim. Na razie jest taka możliwość (jeszcze nie propozycja), że zagramy z bardzo znanymi zespołami.
MR: Na przykład?
Mitch: Puddle Of Mudd.
MR: Myślę, że może wam się udać, nawet z zespołami takimi jak Cold, Revis, czy Three Doors Down.
Mitch: O tak, kocham te trzy bandy. Three Doors Down nie jest jedną z moich ulubionych kapel, ale to fantastyczni muzycy i robią dokładnie to co my. Tworzą dźwięki, które ludzie uwielbiają i utożsamiają się z nimi. Bardzo lubię Cold i Revis. Mają niesamowitych wokalistów.
MR: Jaka jest trasa twoich marzeń?
Mitch: Hmm, trasa marzeń... Gdzieś między Metallicą i Ozzym. Haha.
MR: Jak zmieniło się twoje życie po podpisaniu kontraktu i wydaniu debiutanckiej płyty?
Mitch: No cóż nie wiele zmieniło się w mojej osobowości. Jestem podekscytowany, cieszę się, że możemy robić rzeczy, których nie mogliśmy robić wcześniej. Jednak wciąż jestem tym samym kolesiem. Nie jesteśmy biednymi kretynami, nie będziemy siedzieć i mówić "tak, zasłużyliśmy na to, bla bla bla", ponieważ jest 10.000 zespołów, które zasługują na to, co dzieje się z nami w ponad 90%.
MR: Jesteś żonaty. Jak twoja żona zniesie to, że będziesz w drodze Bóg wie ile?
Mitch: Miała mnóstwo czasu, żeby przyzwyczaić się do takiej sytuacji... na początku nie było zbyt fajnie. Trzeba ją było przekonywać, że to co robimy jest coś warte. Myślę, że jak zobaczyła parę wzmianek o nas w prasie, czy to, że umówiłeś się ze mną na wywiad, że Matt Pinfeild dzwoni do naszego domu, zaczęła zdawać sobie sprawę z tego, że to coś dużego. Uświadomiła sobie, że nie będziemy żywić się wyłącznie kanapkami i że będzie nas stać na spłacanie rachunków.
MR: To już wszystko co dla ciebie miałem. Jest coś co chciałbyś powiedzieć fanom i ludziom, którzy dopiero staną się waszymi fanami?
Mitch: Bardzo się cieszę, że tu jestem. Czuję pokorę, ponieważ wielu ludzi zasługuję na to by być na moim miejscu. Niech nikt się nie poddaje, bo każdy może być kiedyś na górze. My żyliśmy marzeniem i w końcu ono urzeczywistniło się.


tłumaczenie: Marka, źródło - MetalRefuge.com