DISTURBED

Official site
Mike Wengren - Disturbed (perkusja)
Data przeprowadzania wywiadu: 05.04.2011
Sebastian Grabowski: Bez wątpienia jesteście jednym z topowych zespołów metalowych, nadal sprzedajecie mnóstwo albumów, każda płyta od czasu wydania debiutanckiego "The Sickness" debiutowała na pierwszym miejscu Billboardu, jaki jest wasz przepis na sukces?
Mike Wengren: Ciężka praca, jesteśmy bardzo zdyscyplinowani, od samego początku tacy byliśmy. Od lat jesteśmy jedną z najciężej pracujących kapel na rynku.
Sebastian Grabowski: Jest to niesamowite, ponieważ 4 z 5 waszych albumów zadebiutowało na szczycie Billboardu w pierwszym tygodniu sprzedaży.
Mike Wengren: Nie było to specjalnie naszym zamiarem, ale staramy się odnosić z zespołem jak największe sukcesy i ciężko pracować by to osiągnąć. Znaleźliśmy się dzięki temu w doborowym towarzystwie, jesteśmy obecnie jedną z trzech hard rockowych kapel, którym to się udało. Pozostałe dwa zespoły to Dave Matthews Band i Metallica. Wszystko to zawdzięczamy naszym fanom, gdyby nie oni, nie moglibyśmy szczycić się takimi osiągnięciami.
Sebastian Grabowski: Właśnie wydaliście swoją nową płytę "Asylum". Jak w twoim odczuciu wyróżnia się ten album na tle pozostałych?
Mike Wengren: To po prostu kolejny krok dla nas. Progres w konkretnym kierunku, staraliśmy się rozwinąć jako muzycy i rozwinąć jako zespół. Czujemy, że to nasza najdojrzalsza i najlepsza płyta.
Sebastian Grabowski: Jeżeli już to dziennikarze muzyczni i internauci krytykują was za to, że stoicie w miejscu i wciąż powtarzacie te same schematy w swoich utworach. Jakbyś odpowiedział na taką krytykę?
Mike Wengren: Ludzie mówią, że nie rozwijamy się?
Sebastian Grabowski: Tak.
Mike Wengren: Myślę więc, że są to ludzie, którzy nie są naszymi fanami i nie słuchali nas przez ostatnie 12 lat i na pewno nie byli na naszym koncercie. Każda płyta jest inna, oczywiście towarzyszy jej nasze charakterystyczne brzmienie, zawsze będziemy brzmieć jak Disturbed. Danny (gitarzysta) ma swój niepowtarzalny styl, ja również, a szczególnie wybija się David (wokalista) i jego unikalny głos. Nigdy jednak nie napisaliśmy tej samej piosenki dwa razy. Każdy album jest inny. Jeżeli ktoś czuje inaczej, to nie są to z pewnością nasi fani.
Sebastian Grabowski: Dlaczego zdecydowaliście się od czasu "Indestructible" sami produkować wasze albumy?
Mike Wengren: To również był krok naprzód w naszej karierze. Wcześniej korzystaliśmy z usług jednego producenta i to nie tylko w zakresie studyjnych albumów, ale również wczesnych demówek. Jesteśmy świetnymi przyjaciółmi, bardzo dobrze się rozumiemy, nauczył nas wielu rzeczy przez te wszystkie lata. Zawsze jednak kusiło nas wyprodukowanie własnego albumu, chcieliśmy udowodnić sobie i reszcie świata, że jest to coś, z czym sobie poradzimy. Byliśmy tak zachwyceni rezultatami, że postanowiliśmy kontynuować tę drogę na nowej płycie.
Sebastian Grabowski: Wydaliście jak dotąd pięć albumów, macie na swoim koncie mnóstwo hitów, jak zatem wybieracie utwory na dosyć krótką koncertową setlistę?
Mike Wengren: Jest to dla nas wyzwanie. Często o tym rozmawiamy. Ostatni rok graliśmy mnóstwo festiwali w przeciwieństwie do koncertów, gdzie występujemy w roli headlinera. Kiedy jesteś w takiej sytuacji, grasz z wieloma kapelami, twój set jest stosunkowo krótki, najwyżej dostaniesz godzinę. Ciężko wybrać wtedy listę utworów, na której znajdą się zarówno kawałki, które chcą słyszeć nasi fani, jak i rzeczy z nowej płyty. Dążymy jednak do tego, by set był świeży zarówno dla nas, jak i dla fanów. To ciężka sprawa, ale staramy się zmieniać setlistę z trasy na trasę. Urozmaicać ją kawałkami, które rzadko gramy. Mamy jednak swój katalog hitów, które fani zawsze chcą usłyszeć.
Sebastian Grabowski: Wasza kariera jest naprawdę godna pozazdroszczenia, kiedy zdaliście sobie sprawę, że będziecie wielcy?
Mike Wengren: Realnie rzecz ujmując nie powiedziałbym, że Disturbed jest obecnie specjalnie wielkim zespołem. Nie czujemy się wielcy i nie czujemy się zrealizowani w 100%. Zapatrzeni jesteśmy w takie tuzy jak Metallica i U2, te zespoły mają cudowne kariery, chcielibyśmy pójść w ich ślady. To cudowne, że możemy budzić się każdego ranka i żyć z muzyki, posiadać silny fan-base na całym świecie. To fani wspierali nas przez te wszystkie lata, mamy szczęście, że są z nami.
Sebastian Grabowski: Opowiedz proszę o waszym festiwalu Music As A Weapon. Jak to się wszystko zaczęło i jak się rozwinęło?
Mike Wengren: Music As A Weapon zaczął się jako nasza trasa koncertowa, na której byliśmy headlinerami, promowaliśmy pierwszy album, występowało z nami wiele zespołów. Wówczas podpatrywaliśmy poczynania Korna i bardzo nam się spodobała ich idea Family Values Tour. Chcieliśmy stworzyć własną wersję takiej trasy, skrzyknąć najlepsze zespoły na scenie i zaoferować fanom znakomity line-up w bardzo przystępnej cenie. Dotychczas była to trasa wyłącznie po Stanach Zjednoczonych, ale ostatnio poszerzyliśmy listę koncertów o takie miejsca jak Kanada, Nowa Zelandia i Australia. W przyszłości planujemy zawitać z Music As A Weapon również do Europy. W tym momencie mamy niesamowitę edycję tej trasy z Kornem, gdzie oba zespoły występują jako równorzędne gwiazdy. Jest to dla nas niemal surrealistyczne przeżycie, to nasi wielcy przyjaciele i inspirujący muzycy.
Sebastian Grabowski: Jesteście na rynku przeszło 10 lat, jak w waszej perspektywie zmienił się przemysł muzyczny?
Mike Wengren: Przede wszystkim ciężej jest młodym kapelom podpisać kontrakt płytowy. Kiedyś było znacznie łatwiej. Z drugiej strony młode zespoły mają więcej narzędzi do promowania swojej muzyki, mam tutaj na myśli internet i serwisy typu YouTube, dzięki któremu można zdobyć fanów na całym świecie.
Sebastian Grabowski: Chciałbym poruszyć tutaj przykład zespołu Art Of Dying, cztery lata temu grałem ich w swoim programie, a byli wtedy zupełnie nieznanym zespołem z Kanady. Potem poijechali z wami trasę i odnieśli już całkiem spory sukces.
Mike Wengren: Danny i Dave mają firmę, która działa przy współpracy z Warner Bros. Od lat szukali zespołu, z którym mogliby podpisać kontrakt. Coś co warto byłoby ich pracy i zaangażowania. Wtedy na radarze pojawił się Art of Dying, wzięliśmy ich na kilka koncertów. Wykorzystali w pełni swoją szansę, wychodzili na scenę i dawali z siebie wszystko, czym zasłużyli sobie na respekt naszych fanów. Świetnie było na nich patrzeć, imponowali nam. Danny i Dave zaczęli z nimi współpracować i w końcu chłopaki podpisali kontrakt płytowy. Teraz mają swój debiut na rynku, koncertują po Stanach, spełniają swoje marzenia. To świetni muzycy, świetny zespół, cieszę się z ich sukcesu.
Sebastian Grabowski: Czy nadal słuchasz nowej muzyki, mógłbyś podzielić się z nami swoimi faworytami?
Mike Wengren: Niestety gustuję w rzeczach, które posiadają własną tożsamość. Dla mnie osobiście wiele nowych kapel brzmi bardzo podobnie. Nawet ich nazwy są niemalże identyczne. Słucham zatem w dużej mierze klasyków, jak Judas Priest i Black Sabbath, Iron Maiden, Metallica i Pantera. To nadal moi faworyci. Jeżeli chodzi o nowsze zespoły, mam taki jeden, który może nie jest specjalnie nowy, ale odnosi coraz większe sukcesy w Stanach, i jest to zespół Volbeat. To, co mi się w nich bardzo podoba to fakt, że są bardzo oryginalni, nie brzmią jak reszta zespołów. Świetny zespół.
Sebastian Grabowski: Nazywamy ich elvis metalem.
Mike Wengren: Elvis metal, no jasne (śmiech) Jest tam trochę rockabilly, jest metal. Są bardzo w porządku, kupuję ich.
Sebastian Grabowski: I grają niesamowite koncerty.
Mike Wengren: Widziałem ich parę lat temu, na jednym z europejskich festiwali, na których graliśmy z Disturbed. Grali wcześniej, miałem okazję ich zobaczyć. Uwielbiam ich wokalistę, myślę, że gość jest jedyny w swoim rodzaju.
Sebastian Grabowski: Z tego co widzę, od trzech lat jesteście albo w trasie, albo nagrywacie płytę, zgadza się?
Mike Wengren: Tak, zgadza się. W zasadzie od momentu, kiedy podpisaliśmy kontrakt płytowy wciąż pracujemy, to jest właśnie nasza dyscyplina.
Sebastian Grabowski: Co z waszym czasem wolnym, rodzinami?
Mike Wengren: To interesująca sprawa, jesteśmy coraz starsi, trzech z nas to żonaci faceci z dziećmi. David Draiman jest zaręczony i przed końcem roku stanie na ślubnym kobiercu, jeżeli oczywiście wszystko pójdzie zgodnie z planem. Chcemy spędzać więcej czasu z rodziną, być z dziećmi to duże wyzwanie, szczególnie gdy gramy koncerty międzynarodowe. Z drugiej strony nadal kochamy to, co robimy. Jadąc w trasę motywujemy siebie do grania jak najlepszych koncertów i gdy piszemy muzykę, chcemy by były to najlepsze piosenki na jakie nas stać. Zobaczymy co przyniesie przyszłość, na razie mamy w planach koncerty do końca sierpnia. Potem może weźmiemy sobie krótką przerwę. Ciężko to wszystko pogodzić, gdy jesteśmy w trasie tęsknimy za rodziną, gdy jesteśmy w domu, marzymy już o następnej trasie. To interesujący problem, z którym stykamy się na co dzień.
Sebastian Grabowski: Nadal pamiętam wasz pierwszy koncert w Polsce, w 2001 roku, kiedy supportowaliście Marilyna Mansona. Tak w zasadzie byliście głównym powodem mojej obecności na tym koncercie. Pamiętasz cokolwiek z tego gigu?
Mike Wengren: Tak, pamiętam bardzo dobrze, bo to była nasza jedyna wizyta w Polsce, także nie możemy się doczekać aż do was wrócimy. Pamiętam kontrowersje dotyczące przyjazdu Marilyna Mansona do Polski. I to, że w trakcie naszego setu, ktoś używając sprzętu nagłośnieniowego wygłosił komunikat, żeby ludzie wyszli, czy coś w tym stylu. Było też dużo policji, i po zakończeniu koncertu bardzo szybko zwinęliśmy się ze sceny, aby uniknąć zamieszek, było to trochę przerażające.
Sebastian Grabowski: Teraz wszystko się już zmieniło (śmiech)
Mike Wengren: Mam nadzieję, że na lepsze.
Sebastian Grabowski: Czekam na wasz koncert w Polsce z Sevendustem, gracie teraz trasę?
Mike Wengren: Niestety Sevendust wypadł z trasy, jesteśmy z Kornem w Kanadzie, kończymy trasę Music As A Weapon, ostatni koncert w północnej Ameryce. Sevendust grał z nami w Stanach, ale z jakichś powodów nie pozwolono im przekroczyć kanadyjskiej granicy. Kończymy zatem trasę bez nich. Mamy nadzieję pograć razem w Europie. To nasi dobrzy przyjaciele, znamy się od wielu lat i darzymy wzajemnym szacunkiem.
Sebastian Grabowski: Co chciałbyś na koniec powiedzieć waszym fanom w Polsce?
Mike Wengren: Chciałbym was przeprosić, że nie widzieliśmy się przez te wszystkie lata i nie możemy doczekać się powrotu do Polski. Minęło sporo czasu i jesteśmy bardzo podekscytowani, że znów zagramy dla was. Damy z siebie wszystko na co nas stać.


rozmawiał Sebastian Grabowski
tłumaczenie:
Sebastian