EVANESCENCE

zobacz active stronę grupy
Evanescence - Amy Lee (voc) [01.2005]
Evanescence - Amy Lee (voc) [02.2003]


Evanescence zaczęli przecierać sobie drogę 9 marca, swoim pierwszym koncertem w St. Louis. Przed występem, zagrali także akustycznie w sklepie Vintage Vinyl w U-City Loop. Portal 1057thePoint.com miał szansę usiąść z wokalistką Amy między tymi dwoma sztukami, i porozmawiać o nowej płycie "Fallen", pierwszej trasie koncertowej i życiu rosnącej gwiazdy rocka.
1057thePoint.com: Wasz nowy album "Fallen" jest prawie jak film. Ma to wielkie, epickie uczucie, a każdy utwór zdaje się być osobnym fragmentem symfonii, ale wciąż na temat, spójną całością. Takie było zamierzenie?
Amy Lee: Jasne... Szczerze mówiąc nie pisaliśmy całego albumu razem, tak jak to jest w przypadku symfonii. Nasze utwory pisaliśmy przez ostatnie sześć lat. Składając płytę w całość, między poszczególne kawałki wkomponowaliśmy przerwy, by brzmiało to bardziej jak historia złożona z kilku części, a nie jak coś odosobnionego i rozłączonego. Wszystko zostało zrobione razem.
1057thePoint.com: Czy na płytę jest nałożone jakieś przesłanie?
Amy: Ludzie dopowiadają różne znaczenia do naszej muzyki - od tego, że chcemy umrzeć albo, że sekretnie chcemy narzucić jakiś rodzaj religii. To nieprawda. To jest tylko szczera opowieść o ludzkich uczuciach. O naszych doświadczeniach życiowych, o tym co czujemy i przez co przechodzimy. Dzielimy się tym z innymi, żeby wiedzieli, że nie są sami i, że my też doświadczamy tego gówna co oni.
1057thePoint.com: Mówiłaś o religii - teksty z "Fallen" brzmią jak dyskusja o wierze i odkupieniu, szczególnie w "Tourniquet" i "Whisper". Jak podchodzisz do pojęcia wiary? Płyty i utwory zespołu, z waszej wytwórni (Wind-Up), Creed otrzymują dziwną reakcję ze strony mediów na swoje stanowisko wobec religii.
Amy: To naprawdę dziwne, że ludzie myślą, iż za naszą muzyką kryje się jakiś rodzaj wiary i że mamy jakieś przesłanie, albo że jesteśmy zespołem chrześcijańskim - to kompletna bzdura. Jesteśmy zespołem zupełnie świeckim mówiącym o tym co się dzieje. Kawałek "Tourniquet" jest bardzo interesujący. Ludzie słyszą słowo "Chrystus" i myślą, że to utwór chrześcijański, ale tekst sam w sobie opowiada o kontrowersyjności, którą widzimy żyjąc w Arkansas, w południowym Baptist, gdzie mnóstwo rzeczy jest kontrowersyjnych i o tym jak głupie to jest, że jeśli, na przykład, popełnisz samobójstwo, idziesz do piekła. To jak, "o mój Boże, zobacz tylko jak głupi jesteś myśląc w ten sposób". Wystarczy słuchać uważnie i jeśli użyto takiego, a nie innego słowa, to nie oznacza to, że jesteśmy zespołem chrześcijańskim, albo że próbujemy coś komuś narzucić, tak z pewnością nie jest. Jestem pewna, że jest mnóstwo rzeczy, o których mówimy naszą muzyką, które mogą być obraźliwe dla słuchaczy chrześcijańskiej muzyki.
1057thePoint.com: Jak jesteś nastawiona do bycia artystką - kobietą na dzisiejszej rockowo - popowej scenie, widząc, że wiele wokalistek niemalże sprzedaje bardziej swoje ciało niż swój talent? Jak się w tym odnajdujesz i czy wydaje ci się, że ostatecznie zostaniesz dostrzeżona jako artystka?
Amy: Na szczęście to nie będzie musiało być "ostateczne". Robię to przez całą swoją drogę. Jestem całkowiecie przeciw temu, by kobiety używały swoich ciał, bo myślą, że to jedyny kierunek jaki należy obrać w tym przemyśle. To klauzula, która jest spowodowana przez kobiety, które myślą, że na tym polega rock, kobiety mają się kojarzyć z seksem i na tym koniec. Myślę, że to po prostu obrzydliwe. Nie uważam się za feministkę, kocham mężczyzn, jestem rozczarowana wieloma kobietami, gdyż czuję jakby mnie błędnie przedstawiały, i myślę, że wiele innych, młodych kobiet na całym świecie też tak się czuje. Chcę udowodnić, że ja nie muszę tego robić i wciąż będę odnosić sukcesy.
1057thePoint.com: Na ścieżce dźwiękowej do filmu "Daredevil" w kawałku "Bring Me To Life" śpiewa z tobą Paul McCoy z 12 Stones. Chcieliście tego, czy wytwórnia wam to zasugerowała?
Amy: Fox (producent filmu "Daredevil") chciał męskiego wokalu w tym kawałku, myślę, że pytasz o to, gdyż takiego rozwiązania nie ma w żadnej innej piosence Evanescence, pojawia się tylko w tym jednym utworze, który rzeczywiście się wyróżnia, ma też to brzmienie new rockowe, nu-metalowe, czy jakkolwiek to nazywają. To nie do końca my. Fox chciał dynamicznej męsko-damskiej rzeczy, która dzieje się z dziewczyną z filmu, Elektrą. Zaproponowano nam więc udział na tym soundtracku, chcieliśmy tego, ale mogliśmy to zrobić tylko w ten sposób. Paul jest niesamowitym wykonawcą i wspaniałym przyjacielem; stał się nim podczas tego procesu. Znaliśmy go wcześniej, ale nie tak dobrze. On naprawdę się do tego nadawał. Szukaliśmy wszędzie i nagle on się pojawił.
1057thePoint.com: Myślisz, że ten podwójny wokal był zainspirowany duetem z waszej EP-ki "Origin" z Bruce'em Fitzhuhg'em, wokalistą Living Sacrifice?
Amy: Widzisz nie uważamy "Origin" za prawdziwą płytę. To zabawne. Zrobiliśmy wszystko tak by wyglądało to na płytę, a używaliśmy tego jako dema dla wytwórni. Tak było zanim podpisaliśmy kontrakt. Potem pomyśleliśmy, "Cóż, skoro robimy wszystkie te kawałki..." Wszystko zostało nagrane w naszym mieszkaniu. Wrzuciliśmy to na płytę i teraz ludzie myślą, że to "wczesne prace Evanescence." Ależ ja się z tego powodu wkurzałam, jestem o wiele bardziej dumna z tego co robimy teraz. To znaczy, tamten materiał jest dobry, ale nie może równać się z nowym. Bardzo dorośliśmy jako zespół i nawet niektóre nagrania z "Origin" znalazły się na "Fallen", ale zostały dobrze obrobione, teraz gdy mamy pieniądze i wytwórnię. Bruce Fitzhugh z Living Sacrifice przyszedł i udzielił się wokalnie w kawałku "Lies" (na "Origin"), co jest bardzo fajne; on jest naszym przyjacielem. Przyjaźnimy się z Living Sacrifice. Rocky Gray, nasz perkusista, grał z nimi na gitarze. Ja wtedy byłam w liceum. Boże, jak to było dawno temu. Wtedy to wszystko był eksperyment.
1057thePoint.com: Korzystnie jest mieć w składzie Rocky Gray'a (perkusja) i John'a LeCompt'a (gitara), którzy są weteranami występów z innymi grupami, które wam pomagały, gdy ty i Ben (Moody, gitara) jesteście podstawą tego zespołu? Wy robicie to od zawsze, ale z tego co zrozumiałem nie graliście wielu koncertów, kiedy zaczynaliście we dwójkę i składaliście wszystko do kupy. Jak to wam wyszło?
Amy: Świetnie. Właściwie to pracujemy z nimi przez cały czas. Gdy byliśmy we dwójkę, co było kilka miesięcy temu... za każdym koncertem grał z nami kto inny, różne lokalne zespoły przychodziły i razem składaliśmy występy kilka razy w roku, między pisaniem i nagrywaniem w garderobie. Rocky i John byli z nami od lat, po prostu nie zatrudnialiśmy ich wtedy na stałe. Ale, tak, są wspaniałymi wykonawcami. Są bardzo profesjonalni. Myślę, że na scenie jesteśmy bardzo blisko. jestem dumna z tego, że mam za sobą tak świetnych ludzi.
1057thePoint.com: Słyszałem, że Ben jest perfekcjonistą?
Amy: (śmiech) Tak, jest. Ja też jestem jeśli chodzi o pisanie. Jeśli chcesz być artystą, musisz się trochę napracować.
1057thePoint.com: Sprawiło wam dużą trudność skompletowanie całego zespołu?
Amy: Wiesz, bardzo naturalnie przyszło nam zatrudnienie tych ludzi. Nawet nie musieliśmy się zbytnio rozglądać ponieważ, jak powiedziałam, pracowali z nami już wcześniej, zawsze mieliśmy udane koncerty i po prostu zebraliśmy się razem. Myśleliśmy czy by nie poszukać kogoś innego, pracować z innymi ludźmi, ale oni już wtedy byli jakby członkami. Więc ciężko nie było. To, że Ben jest perfekcjonistą idzie w parze z tym, że ja też jestem perfekcjonistką - słychać to na płycie i na koncertach. Teksty i muzyka muszą być idealne, tak samo jest z nagrywaniem. Zaangażowaliśmy się w produkcję, miksowanie i tak dalej. To wspaniałe ponieważ album wyszedł tak jak tego chcieliśmy.
1057thePoint.com: To teraz o inspiracjach... Doszukałem się wpływów Bjork, Danny'ego Elfman'a z jego projektów solowych, a nie z czasów gdy był w Oingo Boingo. Także Michael'a Jackson'a, Tori Amos, co lub kto jeszcze wpłynął na waszą twórczość?
Amy: Muszę powiedzieć, że wszystko na nas wpływało. Nienawidzę porównywania nas do kogokolwiek i dlatego fajnie, że pytasz nie tylko o muzyków. Ciężko powiedzieć, myślę, że wszyscy jesteśmy ukształtowani przez to co się wokół nas dzieje. Przychodzimy w porze gdy wielu ludzi czuje rozpacz i stres z powodu tego co dzieje się w kraju. Ktoś mnie kiedyś zapytał czy to aby nie jest niestosowne wykonywać taką muzykę, w tak trudnych czasach. Myślę, że oczywiście nie, że jest to jak najbardziej stosowne, a byłoby o wiele bardziej niestosowne gdybyśmy robili muzykę o imprezowaniu. Ale tak, inspiruje nas to co dzieje się wokół. Nie oglądam telewizji, byliśmy właściwie odcięci i pisaliśmy wszystko sami, w zamknięciu. Wiesz, trzymam miliony pamiętników i tak to jakoś wyszło. Wpływ na nas ma wszystko co nas otacza, tak jak zresztą na wszystkich.
1057thePoint.com: Skoro jesteśmy przy byciu stłoczonym, jak wrażenia z trasy?
Amy: Cudownie, kochamy to. Nie wyjeżdżaliśmy na tak długo, więc, odpukać, jest dobrze. Żyję w ograniczonej przestrzeni z ośmioma chłopakami i nawet nie jesteś w stanie wyobrazić sobie jakie to jest uciążliwe. Nie, są słodcy, mam szczęście. Rocky jest najbardziej nieśmiały, muszę na niego naciskać, żeby ze mną porozmawiał. Wszyscy są świetni, Ben jest szalony, zawsze hałasuje i robi dziwne rzeczy, ale taki już jest. Życie w trasie to zabawa, uwielbiamy grać wszędzie gdzie się pojawiamy. To bardzo pochlebiające i dziwne, czuję się jak New Kids On The Block, czy coś takiego. To bardzo fajne. Pamiętam, że dziś rano jak tu przyjechaliśmy spałam na swojej koi, była jakaś czwarta rano, obudziłam się bo ktoś przed busem krzyczał, "Kocham cię Amy!", wow, śmieszne, że tak się dzieje, a nasza płyta wyszła w zeszłym tygodniu.
1057thePoint.com: Jak godzisz się z tym, że media i fani reagują tak jakbyś ty (wokal) była główną osobą w zespole, taką z którą można utrzymywać stały kontakt. Wiesz, nawet teraz twoja twarz jest na okładce płyty, ludzie skupią się na tobie, gdyż jesteś wokalistką i kobietą. Jaka jest na to odpowiedź reszty zespołu?
Amy: Wiesz, to bardzo naturalne. To sprawdza się w każdym zespole. Wokalista, jeśli pamiętasz czyjąś twarz z okładki, jest tą osobą, z którą się identyfikujesz, ponieważ to ona mówi do ciebie te wszystkie teksty, to ona do ciebie przemawia. Wszyscy spodziewaliśmy się tego od początku, to nie niespodzianka. To normalne. Bycie kobietą, tak myślę, dość się wyróżnia, nie jestem pewna. Myślę, że pewnym naznaczeniem śpiewających kobiet jest to, że są znane z imienia i nazwiska. Jak Alanis Morissette, Avril Lavigne czy Fiona Apple. Jeśli w zespole jest dziewczyna, to zazwyczaj widoczne jest jej imię. Nie wiem czemu tak jest, ale w naszym przypadku jest inaczej. Jesteśmy drużyną, ale wokal zawsze przyciąga uwagę i na to byliśmy przygotowani.
1057thePoint.com: Masz bardzo mocny, melodyjny głos, który różni się od tego co pokazują nam inne rockowe i nu metalowe kobiety. Szkoliłaś się jakoś, skąd wzięła się twoja barwa?
Amy: Brałam lekcje, ale nie profesjonalne. Nie miałam nauczycieli śpiewu, ani nic tak poważnego. Zawsze kochałam śpiewać i chciałam być muzykiem. Grałam na fortepianie, uczyłam się tego przez dziewięć lat, w siódmej klasie śpiewałam w chórze. Zawsze, gdy tylko się zmobilizowałam, wygrywałam regionalne i lokalne konkursy. Pisałam i grałam dla rodziny. Zawsze to robiłam; nie przechodziłam jakiegoś szkolenia. Kocham muzykę klasyczną i uczyłam się o niej w liceum, jeśli to coś zmienia. To znaczy, zmienia, ale to nie jest klasyczne wykształcenie, cała uwaga nie była skupiona na mnie.
1057thePoint.com: To nie tak jak szkolenia do opery.
Amy: Dokładnie, czerpiesz z tego co możesz. Ja technikę podpatrzyłam u tego co kocham. Byłam przewodniczącą chóru.
1057thePoint.com: Co robisz, żeby chronić swój głos?
Amy: Zobaczmy.. Piję herbatę z wiązu i lukrecji. Staram się unikać jedzenia, które robi ci bałagan w gardle czyli dużo mleka i czekolady, a to jest takie trudne (śmiech). Zawsze rozgrzewam się przez przynajmniej 15 minut zanim zagram. Staram się to robić dłużej jeśli mogę. I to wszystko. Wiesz, najważniejsze jest picie ton wody i mnóstwo snu. Śpię conajmniej dziewięć godzin, możesz wierzyć lub nie. Zazwyczaj śpię dziesięć godzin.
1057thePoint.com: To musi ci być przyjemnie.
Amy: Tak, tak się mówi, ale z drugiej strony przesypiasz życie.
1057thePoint.com: A jak doświadczenia po Vintage Vinyl, po tym tłumie, który biegł po to by was zobaczyć?
Amy: Było naprawdę fajnie. Byli pełni szacunku. Przechodziliśmy przez gówno, widziałam ludzi, którzy kompletnie nas nie szanowali, nie często, to zdarza się bardzo rzadko, ale się zdarza. Ci ludzie byli wspaniali. Byli bardzo mili, nie umiem tego wyjaśnić. Cudowny tłum. To było bardzo... mogliśmy powiedzieć tylko "Wow". Mówili nam o innych zespołach, które tu wcześniej były. Jak Marylin Manson, czy Linkin Park i innych, które nie przyciągnęły tylu ludzi co my. Pomyślałam, że to tak nie może być. Może źle policzyli, albo wtedy była mniejsza reklama. Ponieważ to po prostu nie pasuje. Ale czuliśmy się wspaniale. Nie wiem co powiedzieć. Myślę, że możemy się do tego przyzwyczaić. Nie denerwuje się i nie przeraża mnie to. Teraz, sama nie wiem, to staje się naturalne. Mamy po prostu szczęście.
1057thePoint.com: Czujesz, jako główna osoba w zespole i wokalistka, że pomożesz przyciągnąć więcej słuchaczek do ciężkiej, rockowej muzyki?
Amy: Myślę, że jest więcej dziewczyn, które słuchają ciężkiej muzyki, niż nam się zdaje, ale to może być trudne gdyż jest tak wiele muzyki, która może być obraźliwa dla kobiet. Na szczęście, wiesz, są też atrakcyjne brzmienia. Nasze jest dobre. Rock wszystkich budzi. Nie chodzi o bycie chłopakiem, czy dziewczyną, ale jeśli mówisz rzeczy obraźliwe, seksistowskie, twoja muzyka nie znajdzie wiernych odbiorców. Tak jest w moim przypadku. Biorąc to pod uwagę, myślę, że jest mnóstwo kobiet i mężczyzn, którzy słuchają rocka i to się nazywa muzyka Ameryki.
Evanescence - Amy Lee (voc) [01.2005]
Evanescence - Amy Lee (voc) [02.2003]


tłumaczenie: Marka, źródło - 1057thePoint.com