EVANESCENCE
|
Jednym z zespołów, który odniósł największy sukces w ciągu ostatnich paru lat był, bez wątpienia, Evanescence. Płyta "Fallen" pokryła się platyną, trzy single szalały na światowych listach przebojów, a trasa cieszyła się powodzeniem na całym globie. Wisienką na tym torcie była wydane jesienią 2004 koncertowe DVD "Anywhere
But Home". W tej chwili grupa przygotowuje się do wydania drugiej płyty, mimo tego wokalistka Amy Lee znalazła chwilę, by porozmawiać z portalem Lordsofmetal o trasie, sukcesie i tworzeniu DVD.
Gdy pracowaliście nad "Fallen" spodziewaliście się takiego sukcesu? Zmienił was jakoś?
Często się nad tym zastanawiam, pewnie chcesz żebym powiedziała,
że w ogóle się tego nie spodziewałam, ale że właściwie chciałam, żeby tak się stało. Podczas nagrywania wiedziałam, że jest to możliwe, jeśli chcesz osiągnąć sukces to musisz w siebie wierzyć, a wtedy kto wie? Moje życie zmieniło się na tak wielu poziomach, nie wiem jak to opisać. W ciągu ostatnich kilku lat zdarzyło się mnóstwo naprawdę wspaniałych rzeczy, ale nie zawsze było łatwo. Takie doświadczenia pomogły mi dojrzeć. Wydaje mi się, jakbym była starsza o pięć albo dziesięć lat. Niektórzy ludzie całkowicie się zmieniają w obliczu, powiedzmy sukcesu. Czasem ciężko jest obserwować takie osoby w swoim otoczeniu. Pamiętam, że musiałam walczyć o swoje, chciałam zostać sobą chciałam być prawdziwa, być człowiekiem mocno stojącym na ziemi. Materiał na DVD pokazuje, że jesteśmy po prostu ludźmi. Nie chodzi o to, że stajesz się gwiazdą rocka i divą za razem. Czasem inni ludzi stają się dla ciebie wyzwaniem. Nigdy nie miałam problemu ze sobą samą, po prostu nie myślę o sobie w takich kategoriach.
To tyle jeśli chodzi o osobowość, a co z kreatywnością?
Piszę muzykę bo to dla mnie jedyny sposób, żeby rozliczyć się z
życiem, z przeszłością, czy z teraźniejszością. Wypluwam to z siebie, dzielę się tym i oddaję jako rodzaj sztuki. To mnie leczy. Czasem przeraża mnie jak ludzie podchodzą do mnie i mówią o moich najintymniejszych uczuciach, które opisuję w tekstach, muszę się do
tego przyzwyczaić.
Jednym z problemów zawrotnej kariery jest brak czasu na pracę nad innymi projektami. Jak sobie z tym radzisz i czy pracujesz już nad czymś?
Zawsze dużo pisałam sama, tak też jest teraz. Zazwyczaj współpraca między poszczególnymi członkami zespołu zaczyna się gdy mamy już jakiś konkretny pomysł czy zarys kawałka. Dużo sama pisałam, grałam w domu na pianinie o każdej porze dnia i nocy. Kilka tygodni temu zaczęłam współpracować z Terry'm (Balsamo - gitarzyszta - przyp.red), pracujemy nad naszymi pomysłami i jak na razie wychodzi świetnie. Nie wiem jak to opisać, ale z pewnością idę w nowym kierunku, który naprawdę kocham. Myślę, że wszystkich zaskoczę.
Skoro wydajesz płyty, które odnoszą sukces to jeździsz w trasę, co bardzo różni się od pracy w studiu. jak mija ci życie w trasie?
Kocham je. Uwielbiam grać dwie role, których wymaga ode mnie kariera. Codziennie w innym mieście, czasem przez parę dni się nie kąpię, bo co chwile gdzieś jestem, ale takie jest "rockowe życie". Z drugiej strony potem mam możliwość całkowitego odizolowania się "artystycznego tworzenia". Spędzam wtedy dużo czasu sama. To jak dwie strony mojej
osobowości. O wiele bardziej wolę takie dwie skrajności niż coś co miałoby być po środku.
Na trasie jesteś kreatywna?
Czasami zdarza mi się napisać coś w trasie, ale bardzo rzadko ponieważ tworzę na pianinie, a nie mogę go trzymać w kieszeni. Kiedy w busie przyjdzie mi do głowy jakiś pomysł, ciężko mi go utrwalić. Bywa też tak, że przy sprawdzaniu mikrofonów na coś wpadnę i mogę
to nagrać na taśmę. To się zdarza. Jednak tak naprawdę to wygląda tak, że najpierw kończymy nagrywać płytę, potem
kończymy trasę i w końcu możemy wrócić do domów, mieć dla siebie trochę przestrzeni i stać się innymi ludźmi.
Jak to jest grać na tak wielu międzynarodowych scenach, dla tak różnych ludzi?
Jeśli chodzi o same koncerty to fajnie jest grać w tylu krajach, wszędzie jest inaczej. Reakcja publiczności pokazuje jak dobry dałeś występ. Uwielbiam grać w Hiszpanii i Portugalii, gdzie publika jest dzika, ludzie czują rytm, tańczą, szaleją, skaczą i śpiewają. To wspaniałe. Jest kilka takich miejsc, ale chodzi mi zwłaszcza o Hiszpanię
i kraje gdzie mówi się po hiszpańsku, w Meksyku też było szaleństwo. Podczas tych wszystkich podróży i koncertów nauczyłam się, że tak naprawdę niczym się od siebie nie różnimy. Zastanawiałam się nad tym gdzie najbardziej widoczne będą dla mnie różnice kulturowe i myślałam, że będziemy się czymś szczególnym wyróżniać, ale w środku wszyscy jesteśmy jednakowi.
Niedawno ukazało się wasze DVD "Anywhere But Home", które jest zapisem koncertów z ostatniej trasy. Bardzo różnią się od pierwszych występów?
Jestem bardzo zadowolona, że nagraliśmy jeden z ostatnich koncertów z
trasy. Naprawdę bardzo, bardzo dojrzeliśmy jako wykonawcy. Widziałam
materiał z koncertu, który graliśmy dwa lata temu w L.A. i... bardzo
trudno mi się to oglądało! W tej chwili przyzwyczailiśmy się do
tego, że jesteśmy częścią sceny. Oczywiście zmienił się też skład zespołu. Zaszło wiele zmian na lepsze. Radzimy sobie teraz o wiele lepiej, i tak, bardzo podoba mi się ten koncert z Paryża, ponieważ odbył się prawie na końcu trasy, gdy mieliśmy już wszystko
za sobą.
Jakie materiały znalazły się na DVD?
Gdy zbieraliśmy do kupy pomysły na DVD rozmawiałam z reżyserem koncertu o tym jak chcieliśmy wyglądać, jaką chcieliśmy uzyskać wibrację i o tym jak zrobić, żeby widz rzeczywiście czuł się jak na koncercie. Wiele kamer znajdowało się wśród publiczności, zdjęcia były robione zza rąk ludzi, kamery były ustawiane pod dość dziwnymi kątami, co wyszło bardzo fajnie. Dźwięk cię otacza, więc rzeczywiście czujesz się jakbyś tam był. Rozmawiałam też z
Raffą, chłopakiem, który robił materiał o nas, o tym co chcę aby uchwycił. To, że jesteśmy ludźmi, to jak "spadamy" i wygłupiamy się. Nie zrobiłam tego sama. Miałam wokół siebie wielu cudownych ludzi pracujących nad DVD, ale ostateczne decyzje należały do mnie.
Mówi się, że DVD to tylko "zapychacz", który ma zająć fanów do czasu wydania nowej płyty. Czemu myślisz, że to materiał tak istotny dla Evanescence?
Wydaje mi się, że "Fallen" to była cudowna szansa dla ludzi, żeby przekonali się kim jesteśmy jako zespół, jak głębocy jesteśmy artystycznie. To jest bardziej osobiste, o mojej ciemnej stronie, na którą przechodzę, gdy zaczynam komponować muzykę. DVD jest fajne bo pokazuje nas jako ludzi. Chcę żeby wszyscy zobaczyli, że jesteśmy tylko ludźmi, że popełniamy błędy. Coś takiego chciałabym zobaczyć o osobie, która mnie inspiruje, to że ci artyści są tylko ludźmi, którzy się mylą. To sprawia, że też cię na to stać - chciałabym tak dodać odwagi innym ludziom.
Co o zespole ujawniają zdjęcia zza kulis?
Ludzie wiele razy widzieli jak udzielam wywiadów, a na DVD spotykają cały zespół. Oni są wspaniali, to wesołe postacie, to bardzo dobrze, że ludzie ich poznają. Chcę żeby to była duża część procesu tworzenia nowej płyty.
Czy DVD pokazuje koniec wycieczki z "Fallen"?
Nie chciałam robić DVD po wydaniu pierwszej płyty. Myślałam żeby nagrać je po trzecim lub czwartym albumie. DVD wydaje się gdy masz tony zdjęć, zmieniłam jednak zdanie, ponieważ wiedziałam, że minie wiele czasu nim wydamy drugi album. Trwa to długo, bo chcę żeby był naprawdę świetny. Chciałam dać coś fanom, aby skrócić oczekiwanie, myślę, że DVD jest zabawne i interesujące. Ja bym je kupiła. Umieściliśmy tam to wszystko co zawsze chcieliśmy zobaczyć na DVD, a zazwyczaj nie widzieliśmy. Myślę, że to niezwykłe.
Patrząc wstecz na pracę nad DVD i "Fallen", możesz powiedzieć, że
w pełni cię one zadowoliły?
Myślę, że najlepiej widać na DVD ile mieliśmy przy tym zabawy. Zabawne jest to, że dla nas te materiały są jak domowe filmy, a setki lub tysiące fanów też będą to oglądać, co jest dość przerażające! Mimo wielu zabawnych sytuacji musieliśmy przede wszystkim ciężko pracować, żeby znaleźć się w tym punkcie. Wiele przeszliśmy w trasie, nasze życia stały się szalone po tym jak przez parę lat żyliśmy w nędzy. Stawiliśmy czoła też bardzo ciężkim czasom. Myślę, że na końcu wszystko nam się udało i jesteśmy tu gdzie jesteśmy, świetnie się bawimy, kochamy się i wszystko się nam dobrze układa. Nauczyliśmy się jak osiągać równowagę.
Pracujecie w studiu nad nową płytą. Jak to uczucie znów być na początku?
Fajnie jest nagrywać i pisać po trasie i ciągłych podróżach, dobrze znaleźć się w tym samym miejscu po długim czasie. Kocham pracę w studiu i nagrywanie, wciąż myślę, że zajmie nam to jeszcze kilka miesięcy, ale wszyscy już z niecierpliwością oczekujemy efektu końcowego.
"Fallen" okazał się dużym przełomem dla zespołu. Domyślam się, że to cholernie duże wyzwanie napisać jeszcze lepszą płytę.
Nie czuję presji w stylu, "nasz ostatni album sprzedał się tak dobrze, że następny musi sprzedać się lepiej." Nigdy nie zwracałam uwagi na sprzedaż płyt. Myślę, że to jak nam się udało jest niezwykłe, ale zawsze moim głównym celem było zarabianie na życie jako
artystka. Nie jest to mój projekt poboczny, więc muszę brać w nim
udział każdego dnia, nie tylko na dziennej zmianie. Ważniejsze jest dla mnie tworzenie dobrej muzyki niż dobra sprzedaż płyt, nie czuję więc presji związanej z drugim krążkiem. Fakt, że sprzedaliśmy tak dużo egzemplarzy debiutu dał nam więcej wolności i właściwie możemy robić co chcemy.
Co teraz cię inspiruje i wyzwala kreatywność?
W tej chwili po prostu zagłębiam się w siebie. Nie słuchałam wielu nowych płyt. Jest parę nowych zespołów, które mi się podobają, ale szczerze mówiąc wydaje mi się, że w przemyśle muzycznym panuje pewien zastój. Chociaż nie interesowałam się za bardzo nowymi wydawnictwami i już nie oglądam tak dużo MTV. Raczej gram własną muzykę. Gram na fortepianie i szukam czegoś w sobie, a nie wokół siebie, tak według mnie powinno być.
Masz jakiś sposób lub rytuał pisania utworów?
Och za każdym razem jest inaczej. Przez większość czasu musisz czekać, aż muzyka sama do ciebie przyjdzie. Ciężko jest tak usiąść i powiedzieć sobie "no dobrze dziś napiszę piosenkę". Nigdy nie byłam w stanie tak pracować. Trzeba czekać na inspirację, wszystko
jedno skąd by pochodziła. Potem piszę wiersz i buduję wokół niego muzykę. Albo siadam przy fortepianie, zapisuje, gram jakiś pomysł i buduję coś wokół niego. To zawsze bierze się z jednej małej rzeczy, może być to przypadkowa myśl, tworzę coś wokół niej i to co zrobię przedstawiam zespołowi, oni dobudowują resztę. Albo pracujemy nad piosenką Terry'ego lub John'a. Budowanie i zmienianie piosenek jest zabawą. Kocham pisać. To jak malowanie obrazu.
Ostatnie kilka lat to było szaleństwo dla ciebie i zespołu, z fanki muzyki stałaś się gwiazdą rocka i wiesz już jak działa cały ten biznes. Ale czy wciąż są w nim ludzie, których podziwiasz?
Zawsze z wielu powodów inspirowałam się Bjork. Jest w tym przemyśle
od zawsze, odkąd była małą dziewczynką i przez ten czas zrobiła tak wiele dobrego. Nie dlatego, że wydała dużo płyt. Myślę, że jej wytwórnia i fani wiedzą, że pisze dla siebie i chcą by w ten sposób tworzyła. Zawsze jej materiał był szczery i dziwny. Zawsze wyrażała siebie, bez względu na to czy ktoś ją krytykował, czy nie. A były czasy kiedy krytykowano ją bardzo ostro, a to nie ma znaczenia. Zawsze była sobą i to jest dla mnie największą inspiracją. Jest w stanie wydawać płytę za płytą i wciąż robić karierę.
Bjork jest artystką, która wciąż się zmienia i próbuje nowych rzeczy. Myślisz, że pójdziesz w podobnym kierunku?
Jest mnóstwo rzeczy, które chcę zrobić zanim umrę. Kocham swój
zespół. W tej chwili chcę się na nich najbardziej skupić. Chcę iść w wielu różnych kierunkach. Bardzo chciałabym napisać muzykę do filmu, interesuję się tym, rozmawiam z wieloma wytwórniami filmowymi. Fajnie było by pisać muzykę w domu wciąż pisać, pisać
i pisać. Oczywiście kiedy dojdę do momentu, w którym nie będę już chciała grać koncertów. Są inne rzeczy: jestem artystką i uwielbiam malować. Chciałabym kiedyś wydać album ze swoimi pracami. Jestem pewna, że jeszcze coś wymyślę, jest milion rzeczy. Wiem, że za pięć lat będę robić to co będę chciała.
tłumaczenie: Marka, źródło - lordsofmetal.nl |