EVANS BLUE
|
Rozmowa z wokalistą Kevin'em Matisyn'em z okazji zbliżającej się premiery, drugiego w dyskografii grupy albumu "The Pursuit Begins When This Portrayal of Life Ends". Rok temu Evans Blue zajęli drugie miejsce w Plebiscycie Active Rock 2006, w kategorii "Najlepszy Debiut".
Active Rock: Wydaliście swoją debiutancką płytę w lutym 2006 roku, 17. miesięcy później mamy nowy album. Mógłbyś nam powiedzieć, co wydarzyło się z zespołem w ciągu tych 17. miesięcy?
Kevin Matisyn: Po wydaniu naszego debiutu ruszyliśmy w ośmiomiesięczną trasę koncertową po Stanach Zjednoczonych. Prawie codziennie graliśmy koncert. W trakcie tej trasy, jak tylko mieliśmy chwilę wolnego pisaliśmy piosenki na drugi album. Po zakończeniu koncertów, nowa płyta praktycznie rzecz biorąc była już napisana. Wzięliśmy miesiąc wolnego, wróciliśmy do naszego domu, do Kanady, a następnie weszliśmy do studia nagraniowego i dosyć szybko uporaliśmy się ze swoją pracą. Wytwórnia była bardzo zadowolona z naszego materiału. Teraz mamy już album skończony i przygotowany do wydania, wkrótce premiera w Stanach Zjednoczonych. Z tym albumem, chcemy również zaistnieć w Europie.
AR: No proszę, będziemy czekać na jego premierę.
Matisyn: Super, dzięki w ogóle, że gracie nasze kawałki.
AR: To żaden problem, w końcu bardzo nam się podobają.
Matisyn: Cool!
AR: Co wpłynęło na decyzję by nowy album wydać tak szybko?
Matisyn: Po prostu pisaliśmy muzykę, wszystko szło dosyć sprawnie. Sam jestem fanem muzyki, lubię jak wychodzą nowe płyty moich ulubionych wykonawców, nie lubię za to długo na nie czekać. Niektóre zespoły wydają płyty z dwu, czy trzyletnią przerwą. W dzisiejszych czasach, aby utrzymać się na rynku muzycznym musisz wypuszczać dobrą muzykę jak najczęściej. Twoi fani nigdy cię nie zawiodą, jeżeli będziesz wydawał solidne albumy, co jest naszym celem. Chcemy po prostu pisać bardzo dobre albumy i nie chcemy by nasi fani czekali na nie latami.
AR: Wasz nowy album zaczyna się i kończy dziwnym dźwiękiem. Coś jakby stary projektor filmowy..
Matisyn: Dokładnie, zgadza się.
AR: Jakie kryje się za tym przesłanie?
Matisyn: W zasadzie nowy album portretuje nasze życie. Nasza strona internetowa posiada pewne aspekty filmu, patrzysz na nasze życia, jak to wszystko się zaczęło i jak ewoluuje, jak staje się czymś lepszym.
AR: Twoje teksty są emocjonalne i bardzo głębokie. Jak tekstowo różni się pierwsza płyta od "The Pursuit
"?
Matisyn: Pierwszy album był również koncept albumem, opowiadał od początku do końca o pewnym związku, o rzeczach z którymi masz do czynienia będąc zakochanym i o tym, co przechodzisz tracąc swą miłość. Drugi album bardziej tyczy się sytuacji życiowych. Opowiada o ludziach, którzy boją się samych siebie, dotyka problemu poczucia własnej wartości. Jest nawet piosenka o wojnie, to wszystko krąży wokół rzeczy, które przydarzają się ludziom, ale które czynią ich w efekcie silniejszymi. Ostatni, singlowy numer na płycie "The Pursuit" podsumowuje to wszystko. Mówi, że tylko wtedy zaczniesz żyć swoim życiem, jeśli pogodzisz się z negatywnymi rzeczami, które się w nim wydarzyły.
AR: Nie chciałbym pytać o znaczenia poszczególnych piosenek, bo każdy ma swoją interpretację i to jest w porządku.
Matisyn: Racja
AR: Chciałbym jednak zapytać, skąd czerpiesz inspiracje do pisania tekstów. Czy pochodzą one z twoich własnych doświadczeń, czy z doświadczeń innych ludzi?
Matisyn: Niektóre są osobiste, ale rozmawiam też dużo z fanami i generalnie z ludźmi. Dobrze rozumiem przez co przechodzą, jest wiele osób, które czują, że nie są szczęśliwe. My jesteśmy zespołem, komunikują się z nami, podejmują z nami tego typu konwersacje. To na pewno mnie inspiruje, rozmowa z ludźmi, która często ich oczyszcza z negatywnych rzeczy.
AR: Czy zdarzyło ci się napisać tekst tak osobisty, że nie odważyłeś się go upublicznić?
Matisyn: Nie, nigdy mi się to nie zdarzyło. Myślę, że ludzie lubią w naszej muzyce, to, że przekazujemy im z siebie wszystko, każdą emocje, czy uczucie. Gdy gramy koncert, mogą to wtedy poczuć. Angażujemy się w to emocjonalnie, ponieważ muzyka jest dla nas czymś bardzo osobistym.
AR: Więc inspiracje do twoich tekstów pochodzą ze smutku, depresji, agonii. A co byś zrobił, gdybyś pewnego razu obudził się jako najszczęśliwsza osoba na ziemi?
Matisyn: (śmiech). To zabawne, że to powiedziałeś, bo tak naprawdę nie jestem jakąś strasznie depresyjną osobą, jestem wręcz całkiem normalny. Moim celem, jako tekściarza jest zabranie naszych słuchaczy w podróż. "The Pursuit.." jest zdecydowanie mrocznym krążkiem, ale znajdziecie na nim również nadzieję. Nasz trzeci album, który już zaczęliśmy pisać, będzie już nią wypełniony po brzegi. Zatem na obecnej płycie będzie coś dołującego, a na następnej z kolei coś wzniosłego. Będzie to podróż ku dobremu.
AR: Więc jest coś podbudowującego na "The Pursuit.."?
Matisyn: Tak, definitywnie. To mroczny album, ale jeżeli ludzie sięgną głębiej, zobaczą, że jest w nim również nadzieja.
AR: Z jakich tekstów jesteś najbardziej dumny?
Matisyn: Z naszego debiutanckiego albumu z pewnością będzie to piosenka "Over" opowiadająca o utracie poczucia kontroli, na nowej płycie jest utwór o tytule "Q". To w ogóle jeden z moich najlepszych utworów, które do tej pory napisaliśmy. Lirycznie rzecz biorąc, napisałem go bardzo szybko, pod wpływem chwili, co zawsze jest wyznacznikiem dobrej piosenki.
AR: Słyszałem, że jest pewna koncepcja, jeżeli chodzi o teksty na waszym nowym albumie. Mianowicie są one w jakiś sposób połączone..
Matisyn: Tak, w zasadzie w tytule płyty "The Pursuit Begins When This Portrayal of Life Ends", słowo "Portrayal" we wkładce do płyty wygląda inaczej niż reszta słów. Każda z 11-stu piosenek zawartych na albumie, odnosi się do tej właśnie koncepcji, "portretowania czegoś". Wszystkie na swój sposób łączą się ze słowem "portrayal".
AR: Po tym jak podpisaliście kontrakt płytowy, czy było coś co cię zaskoczyło jeżeli chodzi o rynek muzyczny i granie w profesjonalnym zespole?
Matisyn: Tak, zauważyłem, że kiedy podpisujesz kontrakt płytowy, coś zyskujesz, a coś tracisz. Nie masz przecież pieniędzy na utrzymanie kapeli, więc poddajesz się pewnym procesom. Pojawiają się ludzie, którzy myślą, że wiedzą co robić z twoim zespołem, podczas gdy ty, wolałbyś, robić to inaczej. To była walka, chcieliśmy pokazać ludziom kim jesteśmy jako zespół, niektórzy jednak nie potrafili tego pojąć. To jednak, czego dokonaliśmy, jest zasługą naszej ciężkiej pracy. Obecnie jesteśmy zespołem, którym chcieliśmy być. Nie pozwalamy nikomu nas zmieniać. Chodzi po prostu o to, że ludzie z branży dbają tylko o to, żeby nas sprzedać, a my po prostu jesteśmy grupką facetów tworzących muzykę.
AR: Dave Navarro, Chris Cornell i Trent Reznor nie chcą sprzedawać płyt w sklepach. Nienawidzą firm fonograficznych i to w jaki sposób monopolizują one przemysł muzyczny. Ogłosili, iż wolą sprzedawać swoją muzykę w Internecie, ponieważ jest to tańsze dla fanów i pieniądze trafiają bezpośrednio do nich. Jaka jest twoja opinia na temat przemysłu muzycznego i Internetu?
Matisyn: Myślę, że największym problemem jeżeli chodzi o płyty CD jest ich zbyt wysoka cena. Sam lubię je kupować, ale płacenie 12 dolców wzwyż za krążek jest niedorzeczne. Artysta powinien dostawać pieniądze za swoją muzykę, a Internet, jeżeli będzie mądrze używany, stanie się pomocnym narzędziem. Wiele zawdzięczamy Internetowi, bo dzięki niemu mnóstwo osób z całego świata usłyszało naszą muzykę. To by nie miało miejsca, gdyby grało nas wyłącznie amerykańskie radio.
AR: Evans Blue pochodzi z Kanady. Ale jesteście bardziej znani w Stanach. Czy kanadyjski rynek jest tak ciężki by się tam przebić, czy po prostu bardziej ogniskujecie swoją uwagę na waszych sąsiadach?
Matisyn: Próbowaliśmy w Kanadzie, nasze single radziły sobie bardzo dobrze, zostaliśmy nawet nominowani do prestiżowej nagrody, ale zabłysnęliśmy tak naprawdę w Stanach. Zazwyczaj kanadyjskim zespołom niełatwo jest przebić się w USA, ale z jakiegoś powodu bardzo nas tam polubili. Nie wiem dlaczego w Kanadzie nie jesteśmy tak popularni, to trochę dziwaczne, w końcu to nasza ojczyzna. Chcielibyśmy tu koncertować, w tej chwili nie wiem czy to jest możliwe. Muzyka w Kanadzie jest nieco lżejsza, nie ma tu ciężkiego rocka, może w tym tkwi przyczyna.
AR: Macie do czynienia z amerykańskim przemysłem muzycznym. Koncertowaliście z wieloma amerykańskimi zespołami, niektóre z nich promujemy na Active Rocku. Chciałbym cię zapytać, które zespoły ze Stanów wywarły na tobie największe wrażenie?
Matisyn: Breaking Benjamin. Jesteśmy ich wielkimi fanami, byliśmy z nimi na sporej trasie. Naprawdę w porządku kolesie. Także Staind, grupa bardzo dobrze znana, graliśmy z nimi parę koncertów, wiele to nam dało. Jestem też fanem 10 Years i Flyleaf, jest wiele fajnych zespołów w Stanach, które niestety nie docierają do Kanady.
AR: Jest tam po prostu inny rynek.
Matisyn: Dokładnie tak jest.
AR: Masz tatuaże, prawda?
Matisyn: Tak, zgadza się.
AR: Mógłbyś nam powiedzieć jakie?
Matisyn: Wszystkie tatuaże znajdują się na moich rękach i są to zdjęcia odnoszące się do liryków z naszego pierwszego albumu. Np. mam dziewczynę gangsterkę z "Cold" narysowaną maskę z "The Promise and the Threat", płonący most z "Over". Wszystko co jest wytatuowane na moich rękach jest jakby hołdem złożonym naszemu pierwszemu albumowi.
AR: A czy masz miejsce na ciele na drugi album??
Matisyn: (śmiech) Tak, będę musiał nad tym popracować. Może na nodze.
AR: To by było fajne (śmiech). Jesteś głębokim i wrażliwym facetem, jakie inne formy sztuki cię interesują poza muzyką?
Matisyn: Interesuję się wideoklipami, także filmami. Zdecydowanie czymś, w czym również mógłbym być twórczy, np. pisanie scenariusza filmowego, coś w tym stylu. Raz na jakiś czas zajmuję się klipami, kręciliśmy niedawno wideo do singla "The Pursuit", do którego wniosłem własną koncepcję. Definitywnie są to rzeczy, którymi lubię się zajmować.
AR: To ma sens, stary projektor filmowy, ty sam lubisz filmy..
Matisyn: (śmiech) no właśnie
AR: Jakie są zatem twoje ulubione filmy?
Matisyn: Jestem wielkim fanem Star Wars, wychowałem się na tych filmach
AR: Yeah!
Matisyn: (śmiech) lubię też bardzo horrory. I te dobre i te złe. Podoba mi się seria "Piły". To budzące wstręt, ale w sumie bardzo fajne kino.
AR: Jakie horrory najbardziej cię przeraziły?
Matisyn: Jest taki nowy film, jego tytuł brzmi "Dead Violence", to jeden z najlepiej straszących filmów jakie widziałem. Kiedy byłem mały bałem się "Laleczki Chucky".
AR: "The Melody and the Energetic Nature of Volume", "The Pursuit Begins When This Portrayal of Life Ends", dlaczego wasze płyty mają takie długie tytuły?
Matisyn: (śmiech)
AR: To ciężki kawał chleba dla Dj-a radiowego (śmiech)
Matisyn: Dla każdego albumu piszę jakby jego osobistą biografię. Jest zawsze jakiś tekst, który nam się szczególnie podoba. Dodaje to z pewnością albumowi nieco oryginalności. Ludzie mogą zbudować z długiego tytułu swój własny koncept.
AR: Co wiesz o Polsce?
Matisyn: Nie za wiele, w zasadzie to nasz basista chodzi właśnie z dziewczyną z Polski.
AR: (śmiech)
Matisyn: Mieszka teraz w Kanadzie, ale pochodzi z Polski.
AR: Ach, dobre polskie dziewczyny.
Matisyn: Mamy więc jakieś powiązania z wami (śmiech).
AR: Co chciałbyś powiedzieć fanom Evans Blue w Polsce?
Matisyn: Chciałbym podziękować wam, za słuchanie naszej muzyki. Wiem, że nasze piosenki dobrze sobie radzę na waszej liście i to wspaniale. Postaramy się dotrzeć do was tak szybko, jak to tylko możliwe, byście zobaczyli czym tak naprawdę jest Evans Blue.
rozmawiał Sebastian Grabowski tłumaczenie: Sebastian |