JUROJIN

Facebook
Wywiad przeprowadzony w sierpniu 2010 roku z muzykami Jurojin: James Alper (wokal), Nic Rizzi (gitara), Simran Ghalley (tabla). Rozmowa odbyła się tuż po pierwszym koncercie grupy w Polsce (Metal Hammer Festival, Katowice, Spodek).
Sebastian Grabowski: Jak podobał wam się pierwszy koncert w Polsce?
James Alper: Oczywiście, było niesamowicie.
Simran Ghalley: To była przyjemność, świetnie się bawiliśmy. Świetny tłum, świetni ludzie, świetne miasto.
Sebastian: Wydaliście swoje debiutanckie wydawnictwo "The Living Measure of Time" w Australii, w Anglii i w Polsce. Dlaczego w Polsce?
(śmiech)
Nic Rizzi: Podpisaliśmy w Londynie umowę o dystrybucji na całym świecie z firmą ADA Global. Gdy przyglądaliśmy się jak pracują sieci dystrybucji, okazało się, że jedynie dystrybutor w Anglii, Metal Mind w Polsce i dystrybutor w Australii posiadają wewnętrzną grupę promotorów muzyki metalowej. Gdybyśmy wydali płytę jednocześnie w Holandii, Niemczech, przeszłaby ona niezauważona. Ludzie od promocji nie poświęciliby jej większej uwagi. Stwierdziliśmy więc, że wydamy ją tylko tam, gdzie jesteśmy pewni swoich promotorów, tam gdzie wiemy, iż wykonają dobrze swoją pracę. Jeżeli odniesiemy sukces to w lutym wydamy płytę w pozostałych krajach.
Sebastian: Wasza płyta była w całości finansowana przez was, więc rozumiem, że po weekendzie wracacie do pracy?
Nic: Oczywiście, wszyscy mamy swoje prace. Budzę się codziennie rano i idę do pracy. (śmiech)
Sebastian: Czym się zajmujecie?
Nic: Pracuję w marketingu muzycznym, zajmuje się międzynarodową dystrybucją. Dostarcza mi to pomocnej wiedzy na temat wydawania albumów. Mam wielkie szczęście, ponieważ dzięki mojej pracy jesteśmy w stanie zająć się wszystkim sami, wiemy jak to się robi. Dobrze rozumiemy przemysł muzyczny, rynek międzynarodowy, nie tylko angielski. Wiemy co robić, a czego unikać. Gdzie można mądrze zainwestować pieniądze, a gdzie nie. Mamy ich tak mało, musimy mieć pewność, że je dobrze lokujemy.
Simran: Ja gram na tabli, to moja praca na pełny etat. Powiedzmy, że zostałem skazany na dożywocie grania na tabli. (śmiech)
James: Ja jestem profesjonalnym aktorem. Grałem w National Theathre w Londynie, pracowałem dla BBC. Ta praca jest trudna podobnie jak bycie muzykiem. Granie w zespole zabiera ci mnóstwo czasu, ale gdy coś kochasz, to jesteś w stanie pokonać wszelkie trudności . To nie jest tak, jakbyś posiadał drugą pracę. To posiadanie dwóch prac jednocześnie.
Simran: To jak posiadanie drugiego partnera. Przebywasz z nim mnóstwo czasu, spędzasz noce. Poświęcasz czas na próby, koncerty, dużo czasu cię to kosztuje. To jak miłość, jak bycie zakochanym.
Sebastian: Ciekawe James, że powiedziałeś, iż grasz w teatrze, bo w mojej opinii twój głos jest bardzo podobny do Toma Cruise'a.
(śmiech)
Simran: Nawet tak wygląda. (śmiech)
James: Jestem jego potomkiem, dziękuję.
Sebastian: "The Living Measure of Time" jest tak naprawdę krótką prezentacją waszych możliwości. Kiedy możemy się spodziewać płyty długogrającej?
Nic: Planujemy rozpocząć nagrywanie pod koniec sierpnia, bądź na początku września 2011 roku. Jak mówiłem, mini-album ukaże się w lutym w Europie, musimy mieć czas na jego promocję, koncerty, mam nadzieję, że wrócimy do Polski. Chcemy również pokazać się na kilku festiwalach. Od roku piszemy nowe kawałki, na obecną chwilę mamy już 10 gotowych piosenek, nagramy demówki, zaczniemy niektóre z tych utworów grać na żywo i sprawdzać, czy zdają egzamin. Po sezonie koncertowym wejdziemy do studia nagraniowego. Płyta miałaby się ukazać pod koniec 2011 roku lub na początku 2012.
Sebastian: Zagraliście na Metal Hammer Festival dwie nowe kompozycje, których nie można znaleźć na ep-ce. Ta, która rozpoczynała się od śpiewu w akompaniamencie gitary miała piękną melodykę.
James: To bezpośrednia inspiracja muzyką, na której się wychowałem. To cover, tradycyjna angielska folkowa piosenka z XIX wieku.
Simran: To nie tyle cover, co adaptacja.
James: Zgadza się. Ten utwór stał się własnością publiczną, nikt nie wie kto go napisał. Powstał w XIX wieku w południowej Anglii. Usłyszałem tę pieśń i stwierdziłem, że można by ją zjurojinować. Zagrałem ją Nicowi, całe szczęście spodobała mu się i zaczęliśmy nad nią pracować.
Sebastian: Kłócicie się w zespole?
Nic: Nigdy
Sebastian: Nigdy, no co wy? To zadziwiające, przecież każdy z was ma inne korzenie muzyczne?
Nic: Ten zespół to bliska rodzina. Jesteśmy jak bracia, możemy powiedzieć sobie o wszystkim i nikt nie odbiera tego osobiście. Wchodzimy na salę prób, wymieniamy się pomysłami. Nasz basista Yves po prostu tryska nimi.
Sebastian: Jazz Freak! (wszyscy śmiech)
Nic: On nigdy nie pisze muzyki w domu, po prostu przychodzi na próbę, podłącza się do pieca i gra. Przeważnie jest tak, że gdy wchodzimy na salę, to on już tam jest, ma zamknięte oczy i odpływa. (Nic intonuje) "tududududu". Mówię mu - "czekaj, zagraj to jeszcze raz, nagramy to". To bardzo pokorny człowiek.
Simran: Ten zespół opiera się na naszych uczuciach. Uczuciach i emocjach, mamy to szczęście, że jest między nami chemia. Ta chemia to nasze wspólne uczucia, to właśnie jest brzmienie grupy Jurojin.
Nic: Nauczyliśmy się również dostrzegać co działa, a co nie. Kiedy coś nam wychodzi, wiemy to od samego początku, jeśli nie, również to czujemy. Nie forsujemy swoich pomysłów, aby zrobić dobry utwór, kiedy wiemy, że coś jest nie tak. Wtedy po prostu wywalamy taki numer. Kiedy jest dobry pomysł, wszyscy patrzymy na siebie z uśmiechem na twarzy, gramy i wiemy, że jest dobrze.
Sebastian: Perfekcyjny skład, gratulacje. Macie swój profil na Facebooku i Twitterze.
Nic: Zgadza się.
Sebastian: Twitter jest dziwaczny. Nie rozumiem o co w nim chodzi.
Nic: To niestety coś, co musisz mieć.
Sebastian: Jak to wpływa na waszą popularność?
Nic: Facebook jest dla nas bardzo dobry. MySpace, nie wiem jak w Polsce, ale w Stanach i w Anglii odchodzi do lamusa. Każdy zespół potrzebuje MySpace, aby ludzie mogli posłuchać jego muzyki, pooglądać zdjęcia, dowiedzieć się o koncertach, ale jeżeli chodzi o interakcję z fanami MySpace jest martwy. Facebook jest dzisiaj głównym źródłem komunikacji między fanami, a zespołem. Ludzie piszą do nas na tablicy, a my im odpisujemy. To ważne narzędzie, dzięki któremu jesteśmy w stałym kontakcie z fanami i możemy informować ich co się aktualnie z nami dzieje. Przykładowo, po powrocie z tego festiwalu umieścimy parę nowych zdjęć na Facebooku. Już teraz mamy kilka osób z Polski, które piszą do nas. Ktoś napisał kilka dni temu, że już nie może się doczekać naszego występu w Katowicach. Facebook jest bardzo ważny, to bezpośredni kontakt z fanami. Jeżeli chodzi o Twittera, nadal nie wiemy jak go wykorzystywać. Nie używamy go zbyt często, ale wydaje się, że będzie to ważny portal w przyszłości. W Anglii jest on bardzo popularny, mnóstwo osób twittuje, więc musieliśmy się na nim zapisać.
Simran: Jeszcze cztery lata temu, znajomość zespołów opierała się na poczcie pantoflowej, ludzie słyszeli o zespole, interesowali się płytą, nie był to tak bezduszny proces, jak dzisiaj. Nie ma w tym uczucia. Oczywiście dobrze jest się promować, ale kierunek, w którym podążamy, nie koniecznie jest dobry. Zobaczymy za kilka lat.
James: Ma to swoje wady i zalety. Zaletą jest dostępność muzyki. Ktoś np. z Ekwadoru może poznać naszą muzykę, wejść na Facebooka i dowiedzieć się co się z nami w danej chwili dzieje. Możesz dzięki temu dotrzeć do wielu ludzi. Z drugiej strony nie możesz nadużywać interakcji z fanami. Niektóre zespoły robią to zbyt często. Ważne jest zachowanie pewnej tajemniczości.
Sebastian: Tak, musisz być ostrożny z tego typu narzędziami.
James: Pewnie, dla przykładu nigdy byśmy nie umieścili w Internecie informacji, że właśnie robimy zakupy w supermarkecie...
(wszyscy śmiech) .... i właśnie kupiliśmy wielkiego kurczaka, którego dzisiaj wieczorem sobie upieczemy.
Sebastian: I zdjęcie.
James: Tak, zdjęcie Jurojin w supermarkecie.
(wszyscy śmiech)
Nic: To nieuniknione, musisz korzystać z nowych technologii, jeżeli chcesz przetrwać w tym przemyśle, jest wiele konkurencji, wiele wspaniałych kapel próbujących się przebić, więc musisz być na czasie.
James: Także zupełnie przypadkowo zapraszamy was na naszego Facebooka i Twittera.
Sebastian: A znacie swój adres? Facebook.com/pages/488874?
Nic: Tak dokładnie, 8, 7, 5, 6, coś tam
James: Jeżeli oldschoolowo zajrzycie na nasz MySpace, znajdziecie tam linki do wszystkich portali na jakich jesteśmy.
Sebastian: MySpace.com/Jurojin, zgadza się?
Nic: J U R O J I N.
Sebastian: Dowiedziałem się, że nie macie nic przeciwko ściąganiu waszych utworów w mp3.
James: To interesująca rzecz. W dobie ówczesnej technologii nie unikniemy faktu, iż ludzie będą ściągać nasze mp3. Tak między bogiem, a prawdą myślę, że jest bardzo niewiele osób, które nigdy nie ściągnęły żadnej mp3.
Sebastian: Globalnie.
James: Tak. Wielu ludzi ściągnie parę naszych utworów i jeśli je polubią, skorzystamy na tym. Ludzie rozumieją, że jedynym sposobem na to, aby muzycy mogli dalej robić muzykę to zapłata za nią. W ten sposób pomagają nam w robieniu tego, co sprawia im radość.
Simran: To też kwestia szacunku. Ludzie ściągają muzykę, słuchają jej na MySpace, mają wszystko za darmo od wielu zespołów, ale muszą zdawać sobie sprawę, że to wszystko kosztuje. Jeżeli mają szacunek dla artysty, sztuki, kupią to, by móc dać coś od siebie, a nie tylko brać i brać. To szacunek dla osób, które tworzą sztukę.
Nic: Jesteśmy również młodym zespołem, który działa od niedawna. Sześć miesięcy temu nikt jeszcze nie wiedział o zespole Jurojin, nikt nie słyszał naszej muzyki...
Sebastian: A teraz gracie na Metal Hammer Festival.
Nic: Dokładnie. Mamy świadomość, że jeżeli ludzie ściągają nasz album, to robią to po to, by posłuchać naszej muzyki. Jest to dla nas niezwykle ważne. Jeżeli ściągną płytę, spodoba im się, powiedzą o niej kumplom, którzy powiedzą swoim kumplom i tak dalej, to nie mam nic przeciwko temu. Nie chcę, aby ludzie postrzegali nas jako zespół, który jest oburzony i wściekły, że ktoś ściąga ich płytę. Wolę ich zachęcić do jej przesłuchania. Jeżeli posłuchają naszej muzyki i przekonają do niej znajomych, to jest to dla mnie bardziej istotne niż fakt, czy nabyli album legalnie.
James: Nie będziemy jednak narzekać, jeżeli ci ludzie zdecydują się zakupić naszą płytę. (wszyscy śmiech) Jak powiedział Nic, rozumiemy, że nie wykorzenimy piractwa w Internecie. Dopóki nasi odbiorcy będą mieli taką samą frajdę ze słuchania naszej muzyki, jak my z jej grania, będziemy szczęśliwi, to dla nas najważniejsza rzecz.
Sebastian: Dobrze panowie ostatni komentarz dla polskich fanów
Nic: Dziękuję so much
Simran: Dzięki, trzymajcie rękę na pulsie, jesteśmy z wami.
James: Udowodniliście, że jesteście absolutnie zwariowani i wspaniali. Niesamowici fani z Polski. Dziękuję.


rozmawiał i tłumaczył rozmowę: Sebastian Grabowski