ONESIDEZERO
|
Rozmowa przeprowadzona telefonicznie w czerwcu 2007 roku z gitarzystą grupy Onesidezero - Levon'em Sultanian'em, tuż po wydaniu ich drugiej płyty "Onesidezero".
ActiveRock: Na początku porozmawiajmy o waszym debiutanckim albumie "Is This Room Getting Smaller", ponieważ naprawdę zakochaliśmy się w tym krążku. Został on wydany w roku 2001, sześć lat temu, jak patrzysz na ten album z perspektywy czasu?
Levon Sultanian: Ten album był ważną częścią naszego życia. 12 piosenek o 12-stu różnych dniach i momentach naszej egzystencji. Były one bardzo szczególne i dlatego wiele one dla mnie znaczą.
AR: Pamiętasz jak ludzie reagowali na wasz singiel "Instead Laugh", na naszej liście spędził on 14. tygodni na miejscu pierwszym.
Levon: Mówisz poważnie?
AR: Tak.
Levon: To niesamowite. Nie mieliśmy pojęcia, że u was ten singiel radzi sobie aż tak dobrze, tutaj również odzew był wspaniały. Fani uwielbiali tę piosenkę. Dostawaliśmy maile od dzieciaków, którzy pisali, że ta piosenka znaczy dla nich naprawdę wiele i zmieniła ich życie. Niektórym dodawała otuchy, innych dołowała, ale to jest właśnie piękne, że pozostawała wolna do interpretacji. Nawet zespoły, z którymi koncertowaliśmy lubiły bardzo ten utwór.
AR: OK., dlaczego więc po wydaniu tak wspaniałego albumu jak "Is This Room Getting Smaller" postanowiliście w roku 2003 zakończyć działalność zespołu. Co poszło nie tak?
Levon: Nie tyle zakończyliśmy działalność, co po prostu ją zawiesiliśmy, zdecydowaliśmy zrobić sobie przerwę ponieważ mieliśmy problemy z naszą firmą fonograficzną. Byliśmy wtedy pod wielką presją, wytwórnia chciała, żebyśmy szybko nagrali następną płytę, chcieli nas zamknąć w studiu. Był to bardzo dziwny okres w naszym życiu, nie chcieliśmy kończyć Onesidezero, kochamy ten zespół, wzięliśmy więc sobie przerwę i poświęciliśmy się innym projektom muzycznym, by potem powrócić.
AR: Chciałbym cię zapytać o te projekty, ponieważ zawiązały się wtedy bardzo interesujące zespoły. Mam na myśli Abloom i Mothra.
Levon: Historia zaczyna się od Mikey'a Doling'a, ex-gitarzysty Snot, który grał wtedy w Soulfly. Uwielbiał nasz zespół, oglądał nasze koncerty i przychodził po nich na backstage, tam w rozmowach często wspominał, że chciałby założyć ze mną zespół. Byłem bardzo zaszczycony jego propozycjami, ponieważ Snot jest kapelą, którą darzę ogromnym szacunkiem. Ekscytowałem się tym. Kiedy minęło trochę czasu i zaczęły się problemy w Onesidezero, otrzymałem od niego telefon, był to idealny czas dla mnie i dla niego, ponieważ rozstawał się z Soulfly. Zaczęliśmy jammować i tak się narodziła Mothra. Basistą został Tumor, także ze Snot. Mikey przyprowadził ze sobą również bębniarza Roy'a Mayorgę z Soulfly, ja zaproponowałem na wokalu Jason'a z mojego zespołu. Wszystko co zaczęło się jako Mothra, przerodziło się w Abloom. Tumor odszedł do Lo-Pro, a do nas dołączył Marcello z Soulfly. Powstał wyjątkowy zespół.
AR: I potem postanowiliście wrócić z Onesidezero, jak do tego doszło?
Levon: Zawsze gdzieś tam w tle pojawiało się Onesidezero, robiliśmy pojedyncze koncerty tu i tam. Nadal byliśmy bardzo zajęci Abloom, ale pisałem też piosenki, które bardziej pasowały do Onesidezero. To samo robił Jason. Nagraliśmy więc parę utworów i wrzuciliśmy je do Internetu, chodzi mi tu o utwory typu "Euphoria", czy "Quicksand". Spotkaliśmy się z wielkim odzewem fanów w Los Angeles. Mieliśmy koncert Abloom, na który przyszło mnóstwo fanów Onesidezero. Bardzo głośno wyrażali swoje uczucia i mówili jak kochają nasz zespół. Takie głosy docierały do nas zewsząd, aż w końcu powiedzieliśmy sobie, hej, trzeba coś z tym zrobić, ci ludzie nie odejdą, chcą słuchać Onesidezero, musimy coś dla nich zrobić. Myślę, że fani byli paliwem, którego potrzebowaliśmy do reaktywacji zespołu i nagrania nowego albumu.
AR: Znaleźliśmy w Internecie parę utworów takich, jak "One side of the zero", "Quicksand" jak wspominałeś, "Summertime", "Chasing the Sun" i "Empty". Nagraliście je po wydaniu albumu "Is This Room Getting Smaller", ale nie znalazły się one na nowej płycie. Dlaczego tak się stało?
Levon: One właśnie powstały w czasie, gdy mieliśmy sporo problemów z Onesidezero i byliśmy pod wielką presją. Te kawałki powstały bardzo szybko. Wytwórnia powiedziała tylko "chłopaki musicie je napisać". Nie lubimy podchodzić w ten sposób do procesu twórczego, wolimy porządnie wypracować to, co markujemy nazwą Onesidezero. Te piosenki po prostu nie pasowały do materiału na nową płytę. Piosenki na nowy album powstawały bowiem w innym okresie, cechowały je inne uczucia, inne emocje. Tamten rozdział naszego życia chcieliśmy mieć już zamknięty i zacząć od czegoś nowego. Oddzieliliśmy się od tego, ale kto wie, może znajdą się te numery na naszej kolejnej płycie, albo jeszcze następnej. Cały czas piszemy utwory i mamy 50 parę piosenek, a tylko 13 z nich użyliśmy na nowej płycie.
AR: W jaki sposób zatem wasz nowy album różni się od "Is This Room Getting Smaller"?
Levon: Różni się pod względem sposobu pisania piosenek. Jest bardziej rockowy, bardziej surowy. Pierwszy krążek był dosłownie wyprodukowany. Spędziliśmy dużo czasu w studio i wydaliśmy dużo pieniędzy. Tym razem koszta procesu nagrywania były nieporównywalnie mniejsze. Zmieniła się nasza mentalność. Pisałem nowe riffy po przygodzie z Abloom, i nadal tkwiła we mnie energia tego zespołu. Nowy krążek jest cięższy, słychać momentami naprawdę heavy metalowe partie. Jestem wielkim fanem solówek gitarowych, a gdy nagrywaliśmy pierwszy album solówki nie były tak popularne i wytwórnia nie patrzyła na nie przyjaznym okiem, choć w "Instead Laugh" pojawiła się solówka i ma ją parę innych numerów z debiutanckiej płyty. Tym razem pracowaliśmy z Ulrich'iem Wild'em (Static-X, Taproot) i podobało mu się wszystko, co usłyszał. Byliśmy zadowoleni, że nie stara się zmieniać tego, co zrobiliśmy i upiększać to, co już mieliśmy.
AR: W mojej opinii jesteś naprawdę oryginalnym i niesamowitym gitarzystą, naprawdę uwielbiam twój styl. Jest on unikatowy. Na nowym albumie jest rzeczywiście zdecydowanie więcej solówek, da się również usłyszeć, że jesteś fanem efektu zwanego "kaczką"?
Levon: Tak, uwielbiam wszystkie moje efekty. Mam phaser'a, flanger'a i kaczkę. To są bardzo proste, podstawowe efekty.
AR: Więc na waszym albumie zdefiniowaliście na nowo swoje brzmienie?
Levon: Też bym tak powiedział, na nowo się określiliśmy. Jest to jednak nadal Onesidezero, tyle, że nieco inne. Minęło w końcu sześć lat, dojrzeliśmy, tak samo jak nasza muzyka.
AR: Zatytułowaliście swój nowy album po prostu "Onesidezero". Czy to dlatego, że jest to najbardziej reprezentatywny materiał jeżeli chodzi o istotę waszego zespołu?
Levon: Tak, zgadza się, ale powiedziałbym raczej, że jest to najbardziej reprezentatywny materiał na daną chwilę. Wszystkie utwory odnoszą się do naszego życia w Los Angeles. Do negatywnych i pozytywnych rzeczy, które się tam wydarzają. Nie chcieliśmy nazywać tego albumu inaczej, bo wydanie tej płyty to nasza osobista walka, by powrócić i zmienić coś na lepsze.
AR: Mamy na naszej liście przebojów wasze nowe utwory "Sleep" i "My confessions". Co mógłbyś nam o nich powiedzieć?
Levon: "Sleep" jest jedną z tych piosenek, którą pisałem będąc w domu, siedząc na kanapie. Do napisania melodii na gitarze zainspirowało mnie osobiste przeżycie. W tym czasie moja żona była w ciąży i oczekiwaliśmy przyjścia na świat naszego syna. Poruszyło mnie to, że nowe życie, ktoś, kto będzie moją rodziną, przychodzi na świat. O tym właśnie opowiada "Sleep", o tym pięknym wydarzeniu. "My confessions" to czadowy utwór. To bardziej osobista piosenka dla Jason'a, naszego wokalisty.
AR: Masz pojęcie jaki nowy singiel wypuścicie z płyty "Onesidezero"?
Levon: "My confessions" jest pierwszym singlem, "Sleep" drugim. Jest bardzo pozytywny odzew na utwory "Stay" i "Who will stop the rain". Właśnie przed chwilą dostałem maila od naszej europejskiej wytwórni, która mieści się w Niemczech, oni uwielbiają "Who will stop the rain" i chcą użyć tej piosenki jako pierwszego singla w Europie. Na Starym Kontynencie płyta pojawi się w marcu 2008 roku.
AR: Super! A czy wasz album pojawi się w całej Europie, czy tylko w Niemczech?
Levon: Głównie w Austrii, Niemczech i Szwajcarii, ale myślę, że wyjdzie w całej Europie.
AR: Nigdy nie graliście w Europie, zgadza się?
Levon: Tak, to prawda, nigdy tam nie byliśmy.
AR: Kiedy więc możemy was się tutaj spodziewać?
Levon: Bardzo chcielibyśmy zagrać w Europie. Koncertowaliśmy po Stanach przez tyle lat, a z pewnością występy w innej części świata byłyby ekscytującym przeżyciem. Mamy fanów na całym świecie, szczególnie w Europie, fanów, którzy nigdy nas nie widzieli na żywo. Prowadzimy rozmowy, może uda nam się przyjechać w listopadzie, pod koniec roku.
AR: Kto sprawił, że sięgnąłeś po gitarę?
Levon: Muszę tutaj dać palmę pierwszeństwa mojemu ojcu. Jako siedmiolatek zacząłem grać na pianinie, on wtedy zaczął mi pokazywać koncerty na wideo takich zespołów jak Cream, Deep Purple i Led Zeppelin. Zakochałem się w tej muzyce przez niego. Pewnego razu, gdy siedziałem z ojcem i oglądałem te koncerty, zdałem sobie sprawę z tego, że wolę grać na gitarze niż na pianinie. Błagałem go o gitarę i dwa lata później kupił mi akustyka. I tak zacząłem. Uczyłem się na gitarze klasycznej, a potem zastąpiłem ją elektryczną. Wielką inspiracją dla mnie było "Van Halen". Teledysk do utworu "Panama" zrobił na mnie ogromne wrażenie, ponieważ koleś grał tam na keyboardzie i gitarze jednocześnie. Zatem podsumowując, wpłynął na mnie mój ojciec, a potem kolesie jak Ritchie Blackmore, czy Eddie Van Halen.
AR: Urodziłeś się w Armenii, racja?
Levon: Zgadza się.
AR: Mógłbyś powiedzieć nam coś o swoich korzeniach?
Levon: Urodziłem się w Armenii, kocham swój kraj i tęsknię za nim. Miałem 2 latka, kiedy przenieśliśmy się z rodziną do Stanów Zjednoczonych. Kiedy miałem 9. lat rodzice zabrali mnie do ojczyzny. Odtąd spędzałem tam rok w rok trzymiesięczne wakacje. To niesamowite miejsce, piękny kraj. Góry, jeziora i wspaniali ludzie i każdy tam jest Ormianinem, nie jak w przypadku L.A., gdzie na ulicy masz miks narodowości, Ormianie, Koreańczycy, Polacy, Meksykanie. Gdy pierwszy raz odwiedziłem ojczyznę, byłem w szoku, że wszyscy tam są Ormianami (śmiech). Nadal mam tam rodzinę, wujków, ciocie, kuzynów. Armenia zawsze będzie w moim sercu. Nawet tamtejsza muzyka, te środkowo-wschodnie brzmienia płyną w mojej krwi. Myślę, że w ten czy inny sposób słychać to w naszych piosenkach.
AR: Zdecydowanie słychać to, że nie jesteś amerykańskim gitarzystą. Z początku, gdy słuchałem Onesidezero, nie miałem pojęcia skąd pochodzisz. Ale gdy przysłuchałem się stylowi, w jakim używasz swojej gitary, pomyślałem "wow, ten koleś jest wyjątkowy".
Levon: Dzięki.
AR: Czy to prawda, że uczęszczałeś do podstawówki i szkoły średniej z członkami System of a down?
Levon: Tak, zgadza się. Ja i gitarzysta Daron Malakian chodziliśmy razem do szkoły. Potem poznałem Shavo i resztę zespołu. Najlepiej znam właśnie Daron'a i Shavo, bo to z nimi uczęszczałem do szkoły średniej.
AR: Łatwo się odnaleźć w L.A., gdy należy się do społeczności Ormian, zgadza się?
Levon: Tak, dokładnie tak jest.
AR: Co planujecie w najbliższej przyszłości z Onesidezero?
Levon: Chcemy przyjechać do Europy, zagrać tam parę koncertów, zdobyć tam fanów i nowych przyjaciół. Jesteś chyba naszym pierwszym przyjacielem z Europy, którego poznałem, i uwierz mi, jest to ekscytujące móc rozmawiać z kimś spoza Stanów. Doceniam naprawdę ten wywiad i naszą wspólną rozmowę. Jest to dla mnie bardziej ekscytujące doświadczenie niż wywiad w amerykańskim radiu. Chciałbym, żeby Onesidezero więcej podróżowało po świecie, żebyśmy spróbowali zaistnieć poza Stanami, pojechali do Europy, do Japonii, Australii, może do południowej Ameryki, nawet na Hawaje, to część Ameryki, ale nikt tam nie koncertuje (śmiech).
AR: Co chciałbyś powiedzieć na koniec swoim fanom w Polsce?
Levon: Po pierwsze chciałbym podziękować wszystkim, że kochają nasze piosenki tak bardzo, że sprawili iż nasza piosenka dotarła do miejsca pierwszego na waszej liście. Dziękuję. Doceniam fakt, że wy doceniacie Onesidezero. Nie mogę się doczekać, aż się spotkamy i poznamy was osobiście.
rozmawiał Sebastian Grabowski tłumaczenie: Sebastian |