REVIS

Active Revis Site
Official Revis Site


Zanim podpisali swój pierwszy kontrakt z Epic Records, Revis regularnie grali w klubach w swoim rodzimym mieście Carbondale w Illinois. Ta, nie bojąca się podjąć ryzyka, dynamiczna grupa rockowa, postanowiła po odniesieniu regionalnego sukcesu, spełnić marzenie w Los Angeles. Wytrwałość i poświęcenie swej muzyce, z pewnością się opłaciły, ponieważ ich pierwszy singiel "Caught In The Rain" uzyskał wsparcie ze strony Rockowych i Modern Rockowych rozgłośni radiowych w całym kraju, oraz znalazł się na ścieżce dźwiękowej do filmu "Daredevil".
"Places For Breathing" to ostatni i pierwszy zarazem album Revis, wyprodukowany przez Don'a Gilmore'a (Linkin Park, Trust Company) i zmiksowany przez Andy'ego Wallace'a (Nirvana, System of a Down) oraz Alan'a Moulder'a (Smashing Pumpkins, Nine Inch Nails). Płyta ta ma pokazać jak dobra muzyka może zabrać cię z dala od wszystkiego.
Zakończyli trasę z zespołem Oleander i teraz grają z Evanescence, ostatnio miałem szansę by szczegółowo porozmawiać ze skromnym gitarzystą i songwriterem Revis Robert'em Davis'em o zespole, procesie powstawania utworów i tworzeniu płyty "Places For Breathing", która ukaże się we wtorek 20 maja 2003 roku.
RM: Jak zaczęła się twoja przygoda z muzyką?
Robert Davis z Revis: Moje inspiracje to The Moody Blues, Stevie Ray Vaughn, Led Zeppelin i jeszcze kocham The Doors. To są świetne zespoły. Wielu ludzi myśli, że The Doors się starzeją, ale ja tak nie uważam. Mamy spore classic rokowe zaplecze - od czołówki klasyki do jazzu - Miles Davis, John Coltrane. Justin kocha The Toadies. Zresztą wszyscy ich uwielbiamy. I Filter. Boże, kocham ten zespół.
RM: Jak określiłbyś wasze brzmienie?
Robert: Jako rock n roll z wielkim sercem. Ma ono wiele uczuć, ponieważ piszemy o wszystkim przez co przechodzimy. Jest w tym wiele emocji.
RM: Jak zostaliście odkryci przez Sony Music?
Robert: Zostaliśmy odkryci przez naszego managera, on zapoznał nas z dwoma kolesiami, którzy wyprodukowali nasze dema - to Tommy Hendrikson i Jeff Tilson. Wyprodukowali trzy kawałki na nasze demo. Graliśmy dla Maverick, Dreamworks, Island Def Jam, Sony Music, Columbia i Epic - to było niesamowite. W końcu zadecydowaliśmy, że to Epic jest naszą rodziną. Byli dla nas bardzo mili i dobrze nas traktowali. To była szybka decyzja.
RM: Myślisz, że granie takich pokazów dla wytwórni jest niezbędne dla artysty, czy zespołu, żeby zostać odkrytym?
Robert: Absolutnie. To znaczy, jeśli naprawdę chcesz zostać zauważony przez wytwórnię i jeśli chcesz, żeby w ciebie uwierzyli, musisz grać takie pokazy. Są one bardzo osobiste i myślę, że dlatego są tak doceniane.
RM: Jaki materiał znalazł się na demie, które jako pierwsze wysłaliście do wytwórni?
Robert: "A Gift", "Seven" i "Straight Jacket Label". To pierwsze trzy utwory. Nagraliśmy je przed Świętami Bożego Narodzenia, pojechaliśmy do domu i było naprawdę fajnie ponieważ zaczęliśmy otrzymywać telefony od różnych ludzi z wytwórni. Później nagraliśmy kolejne dwa kawałki zatem mogliśmy narobić wokół siebie jeszcze trochę szumu, chcieliśmy ich poruszyć. Zarejestrowaliśmy "Caught In The Rain" i "Spin", po tym jak wróciliśmy z LA na święta. To było niewiarygodne, nigdy tego nie zapomnę.
RM: Niedługo ukaże się wasz debiutancki album. Co możesz nam o nim powiedzieć?
Robert: Znajduje się na nim 12 utworów i jeden ukryty, który jest naprawdę fajny. Nie ma słów, jest instrumentalny. Moim zdaniem ta płyta jest jakby namalowanym obrazem, z którego jesteśmy bardzo zadowoleni. Chcieliśmy się upewnić, że będzie brzmieć tak dobrze, jak tylko się da. Kładliśmy na to duży nacisk. Nasz producent Don Gilmore jest po prostu wspaniały. Pracował z Linkin Park, Trust Company, Budda Head i wieloma innymi ludźmi, więc to brzmi niesamowicie. Andy Wallace i Alan Moulder wspaniale zmiksowali kilka naszych kawałków.
RM: Jak pracowało wam się z Don'em Gilmore'm (Linkin Park, Lit, Eve 6)?
Robert: Mieliśmy przy tym kupę dobrej zabawy ponieważ on ma świetnie poczucie humoru - jest bardzo, bardzo zabawny. Najpierw nagraliśmy perkusję potem basy, gitary i wokal. Następnie zajęliśmy się tym od strony programowej. Byliśmy bardzo zadowoleni z tego jak gładko nam poszło, a to dlatego, że w studiu było tak sympatycznie i pięknie. Mogliśmy się zrelaksować kiedy chcieliśmy, sam wiesz, zrobić sobie filiżankę kawy, czy cokolwiek i po prostu usiąść i pomyśleć.
RM: Myślisz, że ta współpraca zespołu z producentem pomogła w udoskonaleniu waszego brzmienia na płycie?
Robert: Powiem ci tak - on nauczył nas wiele o brzmieniu. Niesamowicie było uczyć się o tym jak brzmi gitara gdy grasz sam, bo kiedy grasz z zespołem brzmi ona zupełnie inaczej. On nauczył nas tak wielu różnych rzeczy. Jest bardzo dobry w tym co robi, gdyż jest swoim własnym inżynierem. Ma kolegę, który mu pomaga, nazywa się John Ewing Jr., ale to Don jest mastermind'em.
RM: Kiedy nagrywacie, to jednorazowo rejestrujecie jeden instrument, oddzielnie od innych elementów aranżacji?
Robert: Tak, zrobiliśmy tak z naszą pierwszą płytą, ponieważ w ten sposób możesz osiągnąć dokładnie to co chcesz i zadowolić się w 100%. Na płycie gra z nami gościnnie perkusista Josh Freeze (A Perfect Circle), który zrobił bardzo dużo rozmaitych rzeczy. W tej chwili gra z nami David, pojawia się on w "Your Wall" - kawałku, który nagraliśmy później.
RM: Jak długo kompletowaliście materiał na płytę "Places For Breathing"?
Robert: Zanim zaczęliśmy nagrywać mieliśmy około 17 kawałków i gdy weszliśmy do studia zawęziliśmy je do tych, które chcieliśmy mieć na płycie. Całość zajęła nam jakieś półtora miesiąca, po czym Nathaniel napisał "Your Wall", który jest najnowszą pozycją w naszym katalogu. David gra w niej na perkusji i bardzo fajnie było ponownie wejść do studia, po tym jak już myśleliśmy, że w najbliższym czasie się w nim nie znajdziemy. To było jak oddech świeżego powietrza.
RM: Jak bardzo zmienił się kształt waszej muzyki podczas współpracy z producentem takim jak Don Gilmore?
Robert: Powiedziałbym, że bardzo, gdyż wszyscy chcemy zmieniać naszą muzykę i iść z nią naprzód. Uważam, że każdy powinien do tego dążyć. Jak zaczynaliśmy grać, w naszej muzyce były obecne szybkie solówki gitarowe i tego typu rzeczy, ale szybko z nich zrezygnowaliśmy. Nie chcemy tak brzmieć - chcemy uciec od stylistyki lat 80. tak daleko jak możemy.
RM: Wspomniałeś, że nową płytę zmiksowali Andy Wallace (Faith No More, Marilyn Manson) i Alan Moulder (Smashing Pumpkins, A Perfect Circle). Jak zgraliście się i pracowaliście z nimi podczas sesji?
Robert: Dwa kawałki zostały zmiksowane przez Andy'ego Wallace'a, a reszta przez Alan'a Moulder'a. Było świetnie - pojechaliśmy do Nowego Jorku, gdyż Andy Wallace tam mieszka... My bardzo na wszystko uważaliśmy, a z nim łatwo nam się pracowało.
RM: Jak pracowało wam się w studiu? Jak wyglądał wasz typowy dzień?
Robert: Zaczynaliśmy codziennie koło południa, czasem trochę wcześniej, czasem trochę później. Niekiedy nagrywaliśmy do północy, ale nie przepracowywaliśmy się. Następnego dnia chcieliśmy mieć "świeże uszy". Nie chcieliśmy słuchać za dużo.
RM: Jaki jest proces pisania utworów w zespole? Jak one ewoluują?
Robert: Najpierw piszemy akustycznie. Wszystko co mamy zostało najpierw napisane akustycznie. Po tym jak mamy akordy, powstaje aranżacja i w ten proces włączają się wszyscy na zasadzie: "Ok, mamy aranżacje, akordy i notatki," po czym po prostu gramy. Jeden utwór wykonujemy 70 razy, po to, by popróbować z jednymi rzeczami i upewnić się co do drugich. Chodzi mi o to, że ludzie nie zdają sobie sprawy z tego jak wiele razy gramy, żeby wyszło jak najlepiej. To nie jest łatwe.
RM: Czy każdy z członków Revis zajmuje się różnymi aspektami pisania? Na przykład, czy zazwyczaj jeden pisze teksty, a ktoś inny pracuje nad muzyką?
Robert: Nathaniel pisze wszystkie teksty, jest drugim gitarzystą w zespole. Jest wspaniałym autorem. Justin też ma w tym swój udział, ale Nathaniel i ja piszemy większość akordów. David i Bob też zawsze wrzucają coś od siebie. Nie możemy pisać ich partii, gdyż nie takimi jesteśmy muzykami.
RM: Czy oprócz tego, że już niedługo ukaże się wasza płyta "Places For Breathing", pracujecie jeszcze nad czymś?
Robert: Cały czas piszemy. Non stop. Teraz jesteśmy w trasie z zespołem Oleander, a od 10. kwietnia będziemy grać z Evanescence, których utwory także są na ścieżce do "Daredevil". Następnie czeka nas jeszcze parę koncertów po występach z Evanescence, ale nie wiem czy to jest pewne. I teledysk! W niedzielę kręcimy teledysk w Toronto!
RM: Planujecie już coś z tej okazji?
Robert: Mamy już jakąś wizję i pewien diagram na temat tego, co chcemy, aby działo się w klipie. Generalnie wybraliśmy pomysł na teledysk, w którym pokazany jest występujący zespół. Damy z siebie wszystko i myślę, że będzie niesamowicie. Jestem bardzo tym podniecony.
RM: Mylisz, że granie z bardziej ugruntowanym zespołem było korzystne dla waszego rozwoju?
Robert: Oh absolutnie, wszyscy uczymy się bardzo wiele. Nie możesz dokładnie opisać tego jak wiele się uczysz. Uczysz się każdego dnia. Ci ludzie byli w trasie przez, bardzo, bardzo długi czas.
RM: Masz jakieś szczególne wspomnienia z tej trasy?
Robert: Zdobywasz je każdej nocy. Na przykład kiedy spotykasz nowych fanów, kiedy stoisz obok nich. Myślisz sobie, "Wow, jestem taki jak ten dzieciak. Mógłbym być przyjacielem tego kolesia, a on myśli, że jestem naprawdę fajny." Wiesz, to totalnie najfajniesza rzecz na świecie i nie oddałbym jej za nic. Chcę poznać tylu ludzi ile się da.
RM: Gdybyś nie był zaangażowany w muzykę, czym byś się zajmował?
Robert: Wiesz, ostatni raz o tym myślałem gdy miałem 11 albo 12 lat. Gdybym miał się teraz nad tym zastanowić, prawdopodobnie odpowiedziałbym Golf [śmiech]. Mój tata gra zawodowo w golfa, więc może i ja mógłbym na tym trochę zarobić.
RM: A co z pozostałymi członkami zespołu?
Robert: Wiesz co? Nigdy o tym nie rozmawiamy. Jesteśmy tak zajęci muzyką, że nigdy o tym nie rozmawiamy.
RM: Jak dużo czasu spędzacie razem ćwicząc?
Robert: Cały nasz czas spędzamy razem. To znaczy większość. Gramy tak dużo jak tylko możemy, każdej nocy. Wczoraj mieliśmy pierwszy raz wolne - wcześniej zagraliśmy po kolei 15 koncertów. To wymaga wiele pracy, ale my to kochamy.
RM: Jak już wcześniej wspomniałeś wasz utwór z "Places For Breathing" znalazł się na soundtracku do filmu "Daredevil". Co powiesz nam na ten temat?
Robert: Czasem na koncertach są dzieciaki z płytą "Daredevil" i proszą żeby ją podpisać, a ty nawet tego nie pojmujesz. Stoisz tam z otwartymi ustami i reagujesz tak: "Ej, co? Skąd wiesz o tym zespole?" Jesteśmy tu i chcemy zagrać dla tylu ludzi dla ilu się tylko da - każdej nocy, to właśnie chcemy robić. Jeśli grasz koncert, a dzieciaki już znają twój zespół, to jest to dla ciebie dość nieoczekiwane. Oni myślą, że jesteś gwiazdą rocka, ale nią nie jesteś. Jesteś kimś próbującym grać muzykę, a potem nagle podpisujesz kontrakt, grasz to, co tak bardzo kochasz i ktoś mówi ci, że uwielbia twój zespół, ktoś kogo nigdy wcześniej nie spotkałeś. "Daredevil" pomógł nam w tym i jesteśmy wdzięczni, że się na nim znaleźliśmy.
RM: Macie jakieś swoje ulubione utwory, z których jesteście szczególnie dumni?
Robert: Wszystkie są moimi ulubionymi, ale dwa naprawdę do mnie przemawiają - "Re-use" i "Places For Breathing", tytułowy kawałek. Niewielu o tym wie, ale ukryta na płycie kompozycja nazywa się "Family" i też jest jedną z moich ulubionych. Trwa jakieś trzy minuty, jest w niej tylko gitara, bas i parę innych efektów, kocham to.
RM: Masz jakąś radę dla zespołów, które starają się by zauważono je w przemyśle muzycznym?
Robert: Do wszystkich, którzy próbują zaistnieć: jeśli jesteście leniwi, albo choć trochę chcecie uciec od starania się o kontrakt, to będzie wam bardzo ciężko. Wytrwałość i poświęcenie, wiecie o co chodzi? To wszystko. Musicie być wytrwali bo inaczej nigdzie nic nie zajdziecie. Był taki moment, kiedy byliśmy gotowi się poddać, jakiś miesiąc przed podpisaniem umowy. Myśleliśmy "Jesteśmy w L.A., jesteśmy tu jak igła w stogu siana i nikogo nie obchodzimy..." Nie mieliśmy przyjaciół, każdego dnia obijaliśmy się, aż nasz manager poznał nas z Tommy'm i tymi wszystkimi ludźmi, i wiedzieliśmy, że nasze poświęcenie się opłaciło. Po prostu się nie poddaliśmy. Zdecydowaliśmy, że będziemy codziennie pracować i ćwiczyć. To było niemal jak nabożeństwo. Ostatecznie nikt z nas nie dał za wygraną. Klęska nie była wyjściem.


tłumaczenie: Marka, źródło - SonicControl.com