SCARS ON BROADWAY
|
John Dolmayan - Scars On Broadway (perkusja) Data przeprowadzania wywiadu: 06.2008 Toazted: Scars on Broadway jest dla wielu zupełnie nową nazwą w rockowym światku, ale jest to projekt, czy zespół, który działa już od 3. lat, prawda?
John Dolmayan: Tak w zasadzie to Daron (Malakian) był w niego zaangażowany jakieś trzy lata. Półtora roku temu poprosił mnie o to, żebym do niego dołączył. Jest to więc coś, co żyło swoim życiem nawet wtedy, gdy graliśmy z System of a Down. Kiedy zdecydowaliśmy wstrzymać działalność Systemu, naturalnie na pierwszym planie pojawił się Scars on Broadway.
Gdy jesteś w zespole, który nieustannie koncertuje, potrzebujesz przerwy, by nagrać album z inną grupą. To musiało się stać, prawda?
John: Tak jest, potrzebujesz czasu, by nagrać album, by zachować zdrowe podejście do wszystkiego i dobre relacje z kolegami. Kiedy pracujesz z ludźmi bez przerwy przez 12 lat, po prostu musicie od siebie odpocząć. Nawet jeśli wciąż pracuję tak naprawdę z tą samą ekipą, nadal jest to odpoczynek od Systemu. To czas by wypracować inną tożsamość, wrócić do prostszych rzeczy.
Jeżeli chodzi o System of a Down wiecie jakich reakcji się spodziewać...
John: Tak, ale nie bierzemy tego za rzecz oczywistą. Po prostu, gdy grasz tak długo i każdego wieczora publika szaleje, kochamy to, ale zatraca to swoje znaczenie. Ze Scars nie mamy żadnych gwarancji, nie wiemy czy ludziom się to spodoba, czy nie. Ta świadomość niewiedzy jest dla nas ekscytująca. To coś świeżego. Nie mamy żadnych gwarancji na to, jak publika na nas zareaguje. Będziemy tu grać (w Holandii) za półtora miesiąca. Nie wiemy jak dużo osób przyjdzie, czy im się spodoba, czy kupią album, nic nie wiemy.
Ale już graliście kilka koncertów. Jak wam poszło?
John: Było fajnie. Nikt nie znał jeszcze naszej muzyki, więc ludzie po prostu stali i się na nas patrzyli. Dawno czegoś takiego nie doświadczyliśmy. Ostatnim razem spotkało to nas w 1998 roku na koncertach ze Slayerem w Europie. Było zabawnie.
Przekrój wiekowy nie był chyba zbyt duży.
John: Slayer ma oczywiście młodych fanów, ale większość to ludzie, którzy podążają za tym zespołem od dwudziestu lat. Myślę, że mamy fanów, którzy śledzą nasze poczynania od lat dziesięciu. Jest też nowa generacja, która dopiero teraz odkrywa muzykę i może spłodzić nowych fanów Scars on Broadway.
Zabawne jest, że wspomniałeś o jednej z pierwszych tras System of a Down po Europie, ponieważ teraz ze Scars on Broadway jesteście w podobnej sytuacji. Może historia się powtórzy i za jakiś czas będziesz mówił w wywiadzie, że na początku ludzie stali i gapili się na was, a po roku, dwóch, wszystko zaczęło się układać.
John: Na to właśnie mamy nadzieję. Mamy nadzieję, że ludzie zrozumieją naszą muzykę, że trafi ona do nich i będzie się im podobać, o to przecież właśnie chodzi. Jestem uzależniony od tego kopa, którego dostaję wchodząc na scenę, nie mogę bez tego żyć.
Jest to też ambicja artysty. Wielu ludzi może mieć nadzieję na to, że tak się stanie, ale wy do tego jeszcze ciężko pracujecie.
John: Mieliśmy wiele szczęścia. To drugi nasz zespół. Oczywiście pracujemy bardzo ciężko i bierzemy to na serio, traktujemy muzykę bardzo serio i staramy się tworzyć ją taką, aby nie tylko była lubiana, ale także szanowana w przyszłości. Szanujemy to, co robimy i mamy nadzieję, że i ludzie szanują naszą pracę.
Po jednokrotnym wysłuchaniu albumu ciężko jest mi się do niego odnieść, ale to co się nasuwa od razu, to fakt, iż jest to łatwiej przyswajalna muzyka niż System of a Down.
John: Jest prostsza. To naturalne, że ludzie będą nas porównywać do Systemu, ponieważ dwóch jego członków gra w zespole. Scars jest jednak innym zespołem. Ma inne życie, będzie miało innych fanów i będzie miało tych samych fanów. Będą fani, którzy lubią Scars, a nie znoszą Systemu i vice versa. I to jest OK. To są dwa różne zespoły, więc przyciągną różną publikę.
Ale nie jest taka prosta, by po pierwszym przesłuchaniu odkryć wszystko, co w niej zawarliście.
John: Są rzeczy, które zapamiętasz, bo są to melodyjne utwory, a melodia zostaje ci w głowie. Ale musisz paręnaście razy wysłuchać utworów, by odkryć wszystkie niuanse. I tak właśnie powinno być.
Myślę, że jest tu wiele niuansów, które mogą sprawić, iż płyty będzie się przyjemnie słuchać nawet wymagającym fanom System of a Down.
John: System of a Down jest bardziej schizofreniczny niż Scars on Broadway, ale i tak w Scars mamy wiele do zaoferowania.
Jak przebiegał proces twórczy? Czy pisaliście piosenki wspólnie, czy tylko Daron?
John: Ja nie potrafię pisać piosenek i macie szczęście, że nawet tego nie próbuję. Daron napisał 95% materiału, my mogliśmy wprowadzić w życie kilka naszych sugestii. Nie mam problemu z procesem twórczym, po prostu w nim nie uczestniczę.
Ty musisz nadać szybkość utworowi, to ważna rola.
John: Ja widzę moją rolę jako "stawianie fundamentów". To jest właśnie rola każdego perkusisty. Staram się jednak przekraczać nieco barierę i tworzyć partie wręcz melodyjne, jeśli to oczywiście możliwe.
W jakim kierunku rozwijasz się jako perkusista, by robić takie rzeczy na albumie?
John: Im więcej słuchasz muzyki, tym bardziej urozmaicone są twoje aranżacje i tym lepiej widzisz czego potrzebuje dana piosenka. Ostatecznie uważam, że najlepszym nauczycielem jest rozmaitość. Słuchaj wszystkiego od klasycznego jazzu po metal.
Czy miałeś czas wypocząć, gdy ogłosiliście zawieszenie działalności System of a Down?
John: Niewiele (śmiech). Myślałem, że będę miał dłuższą przerwę, ale tak to już jest. Nie możesz uciec przed swoją pasją, ona cię znajdzie. Kiedy miałem półroczną przerwę, mało grałem na perkusji i strasznie brakowało mi koncertów. Dla mnie miesiąc przerwy to i tak za dużo (śmiech).
Jesteś relatywnie młody. Masz przed sobą lata kariery.
John: Po prostu kocham to, co robię. Przerwa to nic złego. Myślę, że przerwa w działalności System of a Down wyjdzie na zdrowie temu zespołowi. Każdy zajmuje się teraz swoimi projektami, których siła połączy się później w System of a Down.
Zabawne jest to, że te projekty nie odcinają się kompletnie od tego, co robił System. Mamy zespoły, które robią bardzo dziwne rzeczy, kiedy robią sobie przerwę, ale wy trzymacie się podobnych form piosenek.
John: Nie staramy się robić czegoś innego tylko po to, by było to zupełnie co innego. Robimy to, co czujemy i kim jesteśmy w tej chwili. Jest to inny projekt, więc możemy sobie pozwolić np. na elektronikę w naszych piosenkach. Nie jest to w żadnym wypadku album dance, ale fajnie jest sobie poeksperymentować. Ma to swój urok.
Macie 2 lata totalnego odpoczynku od System of a Down, co się stanie później? Czy planujecie się rozwijać ze Scars on Broadway?
John: Myślę, że ukaże się co najmniej jeszcze jeden album Scars on Broadway zanim nawet pomyślimy o koncertowaniu z Systemem. Chcemy by Scars miało swoją tożsamość i się rozwinęło, by miało szansę to osiągnąć.
Będziecie potrzebowali kolejnego albumu.
John: Racja. Tak naprawdę to chciałbym nagrywać albumy i ze Scars on Broadway i z System of a Down. Więc jest to po prostu kwestia znalezienia czasu, by robić obie te rzeczy.
To kwestia planowania, nie uważasz? Nie wiem jak to jest teraz w System of a Down, ale wszyscy musicie się wspólnie nad tym zastanowić.
John: Musimy wziąć pod uwagę dwóch pozostałych członków Systemu i ich plany na przyszłość, to nasi przyjaciele i bracia.
A co Shavo teraz robi? To jedyny muzyk Systemu, o którym nic nie słychać.
John: Jest bardzo zapracowany, pracuje obecnie nad soundtrackami. Robi też projekt The Chosen z RZA z Wu-Tang Clan. Nie wiem kiedy to się ukaże, ale...
Również jest zajęty muzyką.
John: Dokładnie. To dobry kolega, zawsze może liczyć na nasze wsparcie.
Jakie są plany na przyszłość? Wiemy, że niebawem będziecie grać tutaj w Amsterdamie, a co dalej?
John: Będziemy koncertować, promować nasz album i dobrze się bawić.
Dzięki stary.
John: Dziękuję.
źródło: toazted.com tłumaczenie: Sebastian |