SHINEDOWN
|
Fragmenty wywiadu z wokalistą Brent'em Smith'em, który został przeprowadzony przez Meg z portalu www.getinthepit.com, 19 czerwca 2003, w Hampton Beach, NH - Hampton Beach Casino.
Meg: Pochodzicie z okolic Jacksonville, Florida. Jak doszło do waszego spotkania?
Brent Smith: Znaliśmy się od dwóch lat. Miałem podpisać kontrakt płytowy z innym zespołem. Porzuciłem jednak tą grupę i zmieniłem umowę z Atlantic. Tak się zdarzyło, że znalazłem ich wszystkich wtedy w Jacksonville. Miałem wielkiego farta. Tworzyłem wcześniej z różnymi ludźmi i różnymi muzykami. Odnalazłem wszystkich, na których czekałem przez całe życie, właśnie w Jacksonville. Jesteśmy w dużej mierze rodziną. Wpakowaliśmy 20 lat w 2 lata z wielką łatwością. Jeżeli spędzisz z nami cały dzień, z pewnością to zauważysz. Jesteśmy braćmi. To było nam przeznaczone. Mnóstwo ludzi nie daje temu wiarę. Osobiście, nie obchodzi mnie czy wierzą w to, czy nie, oni nie przeżywają ze mną każdego dnia.
Meg: Ten rodzaj więzi pochodzi z muzyki. Jest ogromna różnica między zespołami, które grają razem, i tymi, które po prostu są jednością.
Brent: To pełna rodzina. Nie ma żadnych barier, żadnych ograniczeń między nami. Jesteśmy sobie otwarci. W ciągu tych dwóch lat wiele się wydarzyło. Dla mnie, to już cztery lata, od kiedy współpracuję z Atlantic (Records). Dużo utworów było już gotowych. To nie jest tak, jak sobie to wyobrażają ludzie. Naprawdę miałem szczęście i ten zespół miał wielkiego farta. Otrzymaliśmy tą sposobność rozwijania się jako zespół. Musieliśmy odnaleźć wszystkie elementy, by to wszystko stworzyć. Muzyka, którą piszemy i gramy, jest wszystkim tym, czym jesteśmy. Przynajmniej ja, żyję i umieram nią. Nie miałbym żadnego powodu, by wstać rano, gdyby nie było muzyki. To ocaliło moje życie. Biorę to wszystko bardzo poważnie.
Meg: Wasza debiutancka płyta 'Leave A Whisper' to wspaniały mix różnych rzeczy. Myślę, że wiele możecie zrobić z tym albumem.
Brent: Wytwórnia widzi w niej cztery single, w tym trzy ballady, '45', 'Burning Bright' i 'Lost in the Crowd'. To jedna z tych sytuacji, gdzie musisz się zastanowić, które utwory najlepiej wypracują, odzwierciedlą płytę. Nie chodzi o to, żeby ludzie ją kupili, tylko o to, by im się ona podobała, by ją poczuli.
Meg: Ja odczułam ją na kilku różnych poziomach. Przesłuchałam ją, wydrukowałam liryki i jeszcze raz się w nią zagłębiłam i doznałam zupełnie czegoś innego. (Liryki wraz z tłumaczeniami do albumu 'Leave A Whisper' w dziale teksty - przyp.seb)
Brent: Kiedy piszę, podejmuję tylko to, przez co sam przeszedłem. Sądzę, że instynktownie potrafię wbić się w uczucia, które ogarniają innych każdego dnia. Wolę, gdy ludzie sami interpretują moje liryki... co to dla nich znaczy, zostawiam im przestrzeń, maluję obszerny obraz, zostawiam drzwi otwarte do miejsca, gdzie jest to wszystko, by mogli to sami zrozumieć. Mogą czerpać z tego, cokolwiek chcą.
Meg: Jakie jest znaczenie nazwy 'Shinedown'?
Brent: To w zasadzie muzyka. The Yin i The Yang (całość, na którą składa się np. i dobro i zło). Czasami świecisz (shine), a czasami masz doła (down). O to tutaj właśnie chodzi. To najprostsza droga wyjaśnienia pochodzenia tej nazwy. Nie ma za tym jakiejś wyniosłej historii... właściwie, to mogę ci powiedzieć coś, co może podchodzić pod taką historię. Był taki obraz w domu Brad'a (basista), który namalował dla niego nasz wspólny znajomy. Pewnego dnia oglądaliśmy go, i Brad położył go w dość wyjątkowym miejscu. Powiedziałem wtedy, "Brad, powinieneś skombinować jakąś lampę i powiesić ją nad obrazem, by blask padał (shine-down) na nią, wtedy wyglądałoby to naprawdę super..." Przyszedł do mnie następnego dnia, kiedy to z chłopakami wymyślaliśmy nazwę dla zespołu... mieliśmy około 200 propozycji. Zaproponował Shining Down. Ja obciąłem -ing i rzekłem, "A może Shinedown?" Potem naprawdę zajęliśmy się muzyką. Mieliśmy nazwę zespołu zanim jeszcze ruszyliśmy do Los Angeles, by nagrać CD. 'Fly From The Inside', 'Crying Out' i 'Better Version' - wszystkie te utwory zostały napisane jeszcze w Los Angeles. 'Fly From The Inside' napisaliśmy, kiedy wytwórnia domagała się reprezentatywnego singla. Dwie butelki szampana później... w pokoju hotelowym... Ten wers, który najbardziej nas odzwierciedla jest właśnie w tym utworze - 'I found a way to steal the sun from the sky', 'znalazłem sposób, by ukraść niebu słońce'... Nad albumem było bardzo dużo pracy. Mieliśmy 300 utworów, które zawęziliśmy do 12-stu.
Meg: Wow!
Brent: To jeszcze nie wszystko, płyta była gotowa już półtora roku temu w Los Angeles. Osiem miesięcy po jej zarejestrowaniu Atlantic powiedzieli, 'nie mamy jeszcze płyty'. Album podobno był już gotowy do wydania. Dali nam innego producenta i polecieliśmy do Atlanty. W ciągu sześciu miesięcy napisaliśmy jeszcze sześć nowych kawałków. Usunięto cztery utwory z tych, które nagraliśmy w Los Angeles i na ich miejsce pojawiły się cztery nowe, zrobione już w Atlancie. Josey Scott, wokalista Saliva powiedział mi coś co było bardzo mądre, "Pamiętaj, że masz całe życie na napisanie swojej pierwszej płyty, a jeżeli ona wypali, i uderzy, masz dwa miesiące na napisanie następnej."
Meg: (śmiech)
Brent: Powiedział mi to bardzo poważnie. Jeżeli robisz to i chcesz robić to dalej, to masz długie życie, w którym musisz się odradzać i myśleć o czym napiszesz na następnej płycie. Pierwsza płyta 3 Doors Down (The Better Life) była bardzo zróżnicowana muzycznie, eklektyczna. Brad, wokalista 3DD pisze o swoich osobistych zmaganiach z codziennym życiem. Jeśli posłuchasz nowej płyty, od razu możesz się zorientować, że facet był na trasie przez długi kawał czasu. otwierający wers ich pierwszego singla 'When I'm Gone' - 'There's another world inside of me that you may never see' ('we mnie jest kolejny świat, którego możesz nigdy nie dostrzec')
Meg: Wygląda na to, że jesteś bardzo zadowolony z waszego albumu. Które utwory są twoimi faworytami? Jaki jest twój ulubiony utwór do grania na żywca?
Brent: '45' był pierwszym utworem napisanym na płytę. To jest w pewnym sensie moje dziecko. Wszystkie utwory to moje dzieci. Nie kocham żadnego z nich bardziej od drugiego. Ale '45' to takie moje 'Stairway to Heaven'. Czy lubię ją grać na żywca? Tak, to moje dziecko na wiele sposobów. Nie jest to koniecznie moja ulubiona, ale kocham je wszystkie. Uwielbiam grać 'Crying Out' i 'Left Out'. Te są moimi ulubionymi do grania.
Meg: Moja ulubiona to 'Better Version' i również właśnie 'Left Out'.
Brent: Te utwory wypadają świetnie na scenie. Energia i riffy, moc partii wokalnych uderzają z wielką siłą. Publika reaguje bardzo żywiołowo... Wszystkie utwory są specjalne na swój sposób. Moim mottem w komponowaniu jest: 'Jeżeli zrobisz 100 utworów, miej nadzieję, że 10 z nich jest dobra, i módl się, by jeden był fenomenalny.'
Meg: Jesteście teraz na trasie z Powerman 5000, a wkrótce dołączycie do trasy z 3 Doors Down. Czy są jeszcze jakieś inne zespoły, z którymi się zaprzyjaźniliście?
Brent: Seether. Są naprawdę naszymi bardzo dobrymi przyjaciółmi. Saliva także. To wspaniali kolesie. Pochodzą z Knoxville, Tennessee, a Josey (Scott - Saliva) jest z Memphis, w sumie jesteśmy sąsiadami, więc szybko się polubiliśmy. Kiedy zaczęliśmy trasę z Powerman 5000, na początku było trochę drętwo, ponieważ w ogóle się nie znaleźliśmy. Ale już drugiego dnia zdzierałem skórę grając z nimi w football.
Meg: Czy zrobiliście już coś zwariowanego?
Brent: Na razie nic. Nie wiedzieliśmy, że mamy tylu fanów (śmiech). Graliśmy teraz w Hartford, CT i Jezu... te dzieciaki... Zagraliśmy dwa utwory w barze, obok sali koncertowej. Właściciele knajpki byli w szoku, bo to nie było 10, czy 15 osób. Tam było ponad 70 osób. Tony dzieciaków, które wariowały i śpiewały 'Fly from the inside'. To było naprawdę niezwykłe. Tak było też w Kansas City. Było tam 2500 szalejących dzieciaków. Zagraliśmy z Godsmack, Ra, Trapt, Seether i Saliva. To było wspaniałe.
Meg: Podbiliście już serca publiczności.
Brent: Tak, to już trzeci miesiąc od kiedy w rozgłośniach radiowych pojawił się 'Fly..'. Radzi sobie świetnie. Wiemy, że '45' będzie następnym singlem. Zobaczymy co się wydarzy...
Meg: Co robiłeś zanim się spotkaliście i zaczęliście koncertować?
Brent: Przez ostatnie cztere lata siedziałem w studiu nagraniowym. Wcześniej.. wykopałem dużo rowów, i pracowałem w wielu kuchniach.
Meg: Rowy i kuchnie?
Brent: Tatuaże i długie włosy nie są mile widziane w marynarce z krawatem. Nigdy zresztą tego nie pragnąłem. Wolałem raczej kopać rowy. Zawsze byłem tego typu gościem. Wiedziałem kim chcę zostać, gdy miałem już dwa latka. To właśnie, co teraz się dzieje jest spełnieniem moich marzeń. Większość życia przepracowałem w jakichś tam kuchniach. Myślę, że dużo muzyków pochodzi z restauracji...
Meg: Gdybyś mógł usiąść z kimkolwiek do kolacji, kogo byś wybrał? Z kim chciałbyś się bliżej poznać?
Brent: Z branży muzycznej?
Meg: Muzycznej, jakiejkolwiek.
Brent: Otis Redding. To by była jazda. On jest moją wielką inspiracją. Moi rodzice byli bardzo konserwatywni, pochłonięci swoimi przekonaniami. W moim domu nie było muzyki. Pamiętam gdy tata dał mi kasetę Otis'a, gdy miałem 14 lat, mówiąc, "Jeżeli chcesz słuchać muzyki, powinieneś posłuchać tego." To mnie odmieniło. Słuchanie śpiewu tego faceta jest niesamowitym przeżyciem.
Meg: Masz jakieś jeszcze inne inspiracje?
Brent: Jestem wokalistą. Zawsze skłaniałem się do mocnych, wyrazistych wokalistów. Uwielbiałem gości, którzy zdzierali swoje gardła do krwi. Mogliby odłożyć mikrofon, złapać cię za włosy i powiedzieć, "posłuchaj mnie!!!" Jestem wielkim fanem Soundgarden. Uwielbiam Cornell'a (Chris Cornell - ex-voc Soundgarden, voc Audioslave).
Meg: Jeden z najbardziej zadziwiających wokalistów w rockowym światku.
Brent: Także błyskotliwy songwriter... Tak dla bilansu - 'życie bez muzyki byłoby pomyłką'. To prawdopodobnie jeden z najwspanialszych cytatów na świecie. Wiesz, wcześniej nieco filozofowałem.
Meg: Czy są jakieś nowe zespoły, które naprawdę was poruszyły, albo których lubicie bardzo słuchać?
Brent: Graliśmy z nimi na Planetfest w Jacksonville, ale ich nie poznaliśmy... nazywają się The Used. Wyśmienita płyta. Uwielbiam ten album. Nie, sorry. W zasadzie... to nie. Ten album naprawdę mnie zaskoczył. Powiem za to, że nowy album Cold (Year Of The Spider) jest wyśmienity. Howard Benson to świetny producent. Słychać głębie tego nagrania, dał im potężne brzmienie. Lubię nowy Audioslave. Od kiedy ta płyta wyszła, nie opuściła jeszcze mojego odtwarzacza CD.
Meg: Mam to samo. Byłam taka podekscytowana nowym materiałem Cornell'a. Nie wydał nic od ukazania się jego solowej płyty 'Euphoria Morning' (1998).
Brent: Brad też był tym podniecony. Jest kompletnym fanem Cornell'a. Ja lubię też Evanescence, mimo nawet tego, że zostałem za to skarcony. Uwielbiam dwie balladki na ich płycie. Be względu na to, co mówią inni, dziewczyna potrafi śpiewać znakomicie.
Meg: Posiada niezwykły głos.
Brent: Jestem wokalistą, i zamierzam rozwijać się w tym kierunku. Gram również na gitarze. Napisałem muzykę do kilku utworów z płyty. Napisałem wszystkie teksty i wymyśliłem melodie. Jeżeli jesteś w lokalnym zespole, jest naprawdę ciężko, by przez to wszystko przejść. Kiedy dostarczałem demówki do Atlantic, dawali mi 30 sekund na wprawienie siebie w zachwyt. Oni tak właśnie postępują. 15 sekund.. tak to się odbywa. Refren przed upływem minuty. To ciężka rzeczywistość, ale tak właśnie jest. Nigdy nie poświęciłem żadnej cząstki mojej kreatywności, albo sztuki. To co piszę, to jest to, co mi się podoba. Nie przepraszam w ogóle. Sądzę że nagraliśmy najlepszą płytę, jaką mogliśmy nagrać.
Meg: Gdzie odbył się wasz pierwszy koncert?
Brent: W The Freebird, w Jacksonville, Florida. Przy piątym występie otwieraliśmy już przed Creed.
Meg: Wow!
Brent: To szalone, wiem.
Meg: Co robicie, gdy nie gracie muzyki? Z twoich wypowiedzi wynika, że dużo komponujecie. Jakie są wasze hobby?
Brent: Tak naprawdę to nie miałem nawet czasu na hobby. Siedziałem w studiu przez cztery lata... Może, któregoś dnia znajdę sobie jakieś hobby. Jason (gitara) poluje w wolnym czasie, Brad (bas) jest sponsorowany przez firmę skateboard'ową, jest także ekspertem karate, wiesz, czarny pas itd. nie pamiętam tylko w jakim stylu... Barry (perkusja) jest najbardziej uduchowiony z nas, jest bardzo ciekawy świata. Czyta tony książek i gromadzi w sobie niesamowite zasoby informacji. Jest zadziwiającym człowiekiem. Bardzo dobrze poinformowany i z duszą poety... i tak jest też na swój sposób z Jason'em i Barry'm. Nie skaczemy na spadochronach, ani nie jeździmy na Harley'ach. Dla mnie esencją życia jest muzyka.
tłumaczenie: Sebastian, źródło - getinthepit.com |