STILL REMAINS

Rozmowa przeprowadzona telefonicznie z gitarzystą grupy STILL REMAINS - Mike'm Church'em. Miała ona miejsce w lipcu 2007 roku, tuż przed wydaniem płyty "The Serpent".
Active Rock: Jesteście chrześcijańskim zespołem, czy to prawda?
Mike Church: Nie uważamy siebie za chrześcijański zespół, nie szufladkujemy w ten sposób naszej grupy, ale każdy z nas ma swoją wiarę i jesteśmy chrześcijanami. Każdy w jakiś sposób tę wiarę wprowadza w życie, ale widzę nas jako zespół hard rockowy, aniżeli chrześcijański.
AR: Nie przypinacie sobie etykiety chrześcijańskiego zespołu, ale kiedyś nim byliście?
Mike: Wszyscy jesteśmy chrześcijanami, ale nasz zespół to nie kapłaństwo. Nie lubimy głosić naszej wiary na scenie, nie chcemy stawiać naszych fanów i przyjaciół w niewygodnej sytuacji. Nasze piosenki pozostawiamy otwarte do interpretacji.
AR: Nie wiem za wiele o chrześcijańskim rynku w Stanach, ale z tego co mi wiadomo, zanim podpisaliście kontrakt z Roadrunner Records graliście w kościołach i sprzedawaliście swoje płyty tylko na rynku chrześcijańskim, czy to prawda?
Mike: Nie, nie tylko na rynku chrześcijańskim. Prawdą jest jednak, że graliśmy w kościołach, mieliśmy występ nawet w kościele w Anglii. Są ludzie, którzy nas kategoryzują jako chrześcijański zespół, co wywodzi się z naszych osobistych wierzeń. Wiesz, po koncercie możemy pogadać z każdym kto zechce o naszej wierze, ale nie ograniczamy w ten sposób naszej muzyki.
AR: O.K. Porozmawiajmy o zmianach w waszym zespole. Dwaj członkowie, keyboardzista Zach Roth i basista Evan …. Opuścili grupę, co było tego powodem?
Mike: Powód był prosty. Zach chciał ukończyć college. Jak wiadomo jest to trudne, kiedy koncertuje się po całym świecie z hard-rockowym zespołem. Evan'owi zaś żona urodziła pierwsze dziecko. Jesteśmy nadal bardzo dobrymi przyjaciółmi, życzymy im jak najlepiej i regularnie się widujemy. Naszymi nowymi członkami są Ben (keyboard) i Steve (bass). Są niesamowitymi kolesiami i super muzykami. Jesteśmy podekscytowani, że możemy pokazać ich światu.
AR: Pamiętam Zach'a z waszego koncertu w Polsce. Wydał mi się bardzo zabawny, był istnym wulkanem na scenie.
Mike: Och tak, Zach to zabawny koleś.
AR: Porozmawiajmy o waszym nowym albumie (The Serpent). W jaki sposób różni się on od "Of Love and Lunacy"?
Mike: Inne inspiracje. Nasze inspiracje zmieniają się co rok. Ciągle słuchamy czegoś nowego, ostatnio Muse, HIM, Gojira z Francji. Mieszamy to oczywiście z naszymi starymi inspiracjami, rzeczami typu Metallica i Alice In Chains. To co przede wszystkim chcieliśmy zrobić z tym albumem, to nie narzucać sobie żadnych barier muzycznych. Nie chcieliśmy pracować na zasadzie, że przynoszę chłopakom riff, a oni mówią, że nie jest on wystarczająco ciężki na ten album, albo, że ta część nie brzmi metalowo. Chcieliśmy zebrać nasze różne inspiracje muzyczne, to, co kochamy w muzyce i wykorzystać to na naszym albumie. Pójść w każdym możliwym kierunku. Czujemy, że fani różnych gatunków muzycznych mogą znaleźć na tym albumie coś dla siebie, coś co ich zainspiruje.
AR: Kiedy usłyszałem waszą nową piosenkę "Anemia In your sheets" pomyślałem "łoł, ten zespół naprawdę coś ze sobą robi". Z pewnością zauważam pewien rozwój, krok naprzód. Czy ta ewolucja jest spowodowana nowymi inspiracjami, czy ciężką pracą i wiedzą na temat tego, co chce się osiągnąć?
Mike: Trochę tego, trochę tego. A w zasadzie dużo tego i tego (śmiech). Dojrzeliśmy, dużo koncertowaliśmy. Jak powiedziałem, na zmianę miały wpływ inspiracje. Ja i drugi gitarzysta Jordan ciężko pracowaliśmy nad partiami gitar. Razem z TJ'em ostro wzięliśmy się za partie wokalne. Bardziej skupiliśmy swoją uwagę na procesie tworzenia, miał w tym swój udział nasz producent Steve Evetts. Zrobiliśmy z nim dwie wstępne sesje nagraniowe. Najpierw przyleciał do nas do Michigan, gdzie nagrywaliśmy przez tydzień, potem my przenieśliśmy się do Kalifornii, Orange County i tam również tydzień zajęły nam wstępne nagrania. Chcieliśmy zdefiniować te piosenki zanim je zarejestrujemy na płytę. Chcieliśmy wydać album, pod którym moglibyśmy się z czystym sumieniem podpisać. Tak, abyśmy byli kompletnie z niego dumni, bez żadnych żalów. I myślę, że to nam się udało.
AR: Z tego co wiem Steve nie jest typem producenta, który mówi "och stary, nie możesz tego zagrać, więc się poddaj".
Mike: Dokładnie tak. Jeśli zagram riff, albo zaśpiewam jakąś partię wokalną i nie podoba się ona mi, albo jemu, powtarza nieustannie "zrób to jeszcze raz", "zrób to jeszcze raz". Nie jest fanem Pro-Tools, nie lubi jak pracę za ciebie wykonuje komputer. Chce pokazać na albumie muzyka, jakim jesteś. Nie używa "auto-tune". Nie poprawiał komputerowo żadnych linii wokalnych, to co słyszysz na płycie zostało w dokładnie taki sposób zaśpiewane przez TJ'a i przeze mnie. W procesie nagrywana stawia na naturalność. I to jest kierunek, w który chcieliśmy pójść. Chcieliśmy pokazać ludziom, że możemy uchwycić na albumie, to co cechuje nasze występy na żywo. To surowe, emocjonalne granie, nasze gitary, keyboard, bas, bębny i wokale, chcieliśmy to przekazać na albumie. Myślę, że Steve Evetts to dla nas zrobił.
AR: A jak radzicie sobie z ego w zespole?
Mike: Jesteśmy pokorni i skromni. Szczerze powiedziawszy Sebastian, jestem podekscytowany, że udzielam tego wywiadu tobie. Pracowaliśmy ciężko na to i wiemy, że mieliśmy dużo szczęścia. Każdego dnia się tym ekscytujemy. Siedzę sobie teraz w Anglii i rozmawiam z gościem z Polski, to fajna sprawa. To tak jak, gdy po koncercie podchodzą do nas fani i chcą z nami pogadać, bardzo jest nam wtedy miło i bardzo nas to cieszy. Lubimy rozmawiać z fanami, nie należymy do tych zespołów, które separują się od swoich fanów i przyjaciół. Lubimy pić z ludźmi piwo, rozmawiać z nimi o życiu. Myślę, że dzięki temu jesteśmy pokorni. Nie stawiamy się na piedestale.
AR: Super, ja też jestem podekscytowany, że mogę z tobą przeprowadzać wywiad.
Mike: Dzięki.
AR: Słowem, kochamy nasze prace.
Mike: I to jest dobre (śmiech) Ludzie też kochają naszą pracę (śmiech)
AR: (śmiech) Jakie są twoje ulubione utwory z nowego albumu? Mógłbyś je wymienić?
Mike: O Jezu… Uwielbiam instrumentalny "the Serpent", utwór otwierający płytę. Tylko dlatego, że jest to zupełnie inny utwór od tego jakiego należałoby się spodziewać po Still Remains. Został on napisany gdy robiliśmy wstępne nagrania płyty. W jakiś sposób odzwierciedla on dla mnie postęp na tej płycie i rozwala mnie przy każdej okazji, kiedy go słyszę. Używamy tego utworu jako intro koncertowe i zawsze przed wyjściem na scenę pozytywnie naładowuje mnie i resztę chłopaków. Jednym z moich ulubionych kawałków jest również "Sleepless nights alone". Szczerze powiedziawszy kiedy wyselekcjonowaliśmy z naszego nowego materiału utwory, które znajdą się na płycie, nie było ani jednego kawałka, z którego nie bylibyśmy zadowoleni. Każdy z nas w każdej piosence lubił co innego. Mógłbym zatem powiedzieć, że każda piosenka jest moją ulubioną. Na ich tle wyróżniają się dla mnie z pewnością "The Serpent" i "Sleepless nights alone", ponieważ są to niezwykłe piosenki w repertuarze Still Remains, pokazują nasz rozwój i to, że nie boimy się pisać tego, co jest w naszych sercach. Nikt nie kontrolował tego, co pisaliśmy.
AR: "There's no fillers, only killers" (nie ma polskiego odpowiednika jeszcze, generalnie o to chodzi, że nie ma wypełniaczy na płycie)
Mike: Że co?
AR: "There's no fillers, only killers"
Mike: Ach, tak(śmiech). "there's no fillers, only killers" podoba mi się to (śmiech). Chcieliśmy, by ludziom podobała się płyta od pierwszego do ostatniego numeru.
AR: Znalazłem notkę na Wikipedii, w której mówi się, iż Still Remains jest znany ze swojego oryginalnego brzmienia za sprawą łączenia keyboardów i brzmienia nowoczesnego amerykańskiego metalu, jakbyś to skomentował?
Mike: Keyboardy są bardzo ważnym elementem naszego zespołu. W zasadzie postrzegamy je jako trzecią gitarę. Jesteśmy gitarową kapelą. Ben (keyboardzista) bardzo zaangażował się w proces powstawania płyty i pisał dużo świetnych partii do naszych pomysłów gitarowych. Było to wspaniałym doświadczeniem, ubieranie naszej muzyki w melodię. Keyboardy wyróżniają nas spośród wielu amerykańskich metalowych zespołów. Nigdy nie wiadomo, może na następnym albumie będą tylko piosenki z keyboardem i wokalami, albo pojawia się skrzypce, czy wiolonczela. Nie chcemy narzucać sobie żadnych limitów jeżeli chodzi o eksperymenty z melodyką.
AR: A twoim zdaniem co jeszcze wyróżnia was na tle innych zespołów?
Mike: O Jezu… Ciężko powiedzieć, gdyż będąc w trasie koncertowej przez dwa lata, wiele nauczyliśmy się od innych zespołów. Nauczyliśmy się jak przetrwać na trasie, jak dawać lepsze koncerty, występować z pasją na scenie, a nie wyłazić na nią i zachowywać się jak idioci. Nie wiem co nas wyróżnia, chyba każdy robi to, co chce robić, i nie wydaje albumów, z których nie jest zadowolony. Po prostu jesteśmy Still Remains (śmiech).
AR: Wybieracie się na Vans Warped Tour..
Mike: Yeah! Yeah!
AR: Zaczyna się ta trasa 4. sierpnia w Nowym Jorku.
Mike: Oh Yeah!
AR: Mógłbyś nam powiedzieć jakie są twoje odczucia w związku z tą trasą?
Mike: Jesteśmy podnieceni. Mamy wielu przyjaciół na trasie, z którymi wcześniej już koncertowaliśmy, choćby Throwdown, Killswitch Engage, czy It Dies Today. Nie graliśmy od maja. Przez ten czas pisaliśmy i nagrywaliśmy płytę, więc nie możemy się doczekać koncertów. Chcemy kompletnie zainfekować świat naszym nowym albumem, chcemy grać tyle koncertów, ile jest w stanie wytrzymać człowiek (smiech), oczywiście będziemy starać się nie przesadzać, żeby nie zejść z tego świata (śmiech). Ta trasa jest idealnym początkiem cyklu, który zapoczątkuje promocję tego albumu.
AR: Graliście koncert w Polsce, na Roadrunner Roadrage Tour razem z Trivium i 3 Inches of Blood. Macie jakieś refleksje z waszego pobytu w Polsce?
Mike: Mam. To jeden z tych występów, o których często rozmawiam. Publika z Polski była wspaniała, dostaliśmy wiele pozytywnych opinii. Czułem, że przyszli tam ludzie, którzy kochają muzykę, z otwartymi umysłami i otwartymi sercami i zaakceptowali nas. Wpłynęło to w jakiś sposób na mnie, bo wiesz, w Stanach Zjednoczonych często się tak zdarza, że ludzie przychodzą na koncerty z dziwnych powodów, np., żeby spotkać się ze znajomymi, czasem też, by narozrabiać. Występ w Polsce zapadł mi głęboko w pamięć, ponieważ poczułem iż są tam prawdziwi fani muzyki. Dla mnie jest to miejsce, w którym bardzo chciałbym jeszcze zagrać.
AR: Alright! Będziemy czekać na was!
Mike: Super, dzięki.
AR: Mam do ciebie jeszcze dwa pytania. Zrobiliście konkurs dla fanów. Mogą oni stworzyć swój własny wideoklip Still Remains dla piosenki "The Wax Walls of an empty room" z waszego nowego albumu. Można by złośliwie pokusić się o stwierdzenie, że robicie ten konkurs, bo nie macie ani pomysłu, ani pieniędzy, żeby zrobić dobry klip, ale to nie jest prawdą, racja?
Mike: (śmiech) Nie, nie jest. Chcieliśmy zrobić frajdę naszym fanom. Szczerze mówiąc, wkrótce będziemy kręcić wideoklip do utworu "Stay captive", jak tylko wrócimy do Stanów. Cały pomysł konkursu na klip do "The Wax Walls of an empty room" ma być czymś przyjemnym i dla naszych fanów i dla nas. To kolejny sposób, by kontaktować się z naszymi fanami. Mówimy im, hej zrób wideoklip do jednego z naszych numerów, będzie super. Frajdą dla nas będzie oglądanie tych wideoklipów. I definitywnie stać nas na to, by nakręcić własny klip (śmiech).
AR: (śmiech)
Mike: To nie jest próba zrobienia wideoklipu po kosztach (śmiech)
AR: Co chciałbyś powiedzieć na zakończenie waszym fanom w Polsce?
Mike: Nie możemy się doczekać, kiedy znowu was zobaczymy. Chcemy powrócić do Polski. Mamy nadzieję, że 6. sierpnia kupicie płytę "The Serpent" zespołu Still Remains i będzie to wasz najlepszy album tego roku.


rozmawiał Sebastian Grabowski
tłumaczenie:
Sebastian