RECENZJA
|
powrót do głównej strony ARrecenzji
Recenzje od A do Z Zobacz jakie jeszcze płyty zostały zrecenzowane przez Active Rocka Kim są recenzenci?? Poznaj zaszczytne grono recenzentów. Dowiedz się kim są, co uwielbiają, a czego nie znoszą.... Active Rock Komis Używane, oryginalne płyty sprowadzane ze Stanów. Pomożemy Wam je zdobyć... Active Rock Lista Aktualne notowanie Active Rock Listy. Jest to najlepsza strona nawigacyjna na activerock.prv.pl, znajdziecie tam przy utworach linki do mp3, oficjalnych stron, wywiadów, tekstów, wideoklipów, sylwetek na active-rock'u i ostatnich newsów... powrót do głównej strony ARrecenzji |
ATOMSHIPCrash of'47 original release date 04.05.2004 (official Site) (Active Site) (Atomship lyrics) (Wywiad - Joey) na skróty część II - Zawartość muzyczna 01 - Day of Daze 02 - Mothra 03 - Dragonfly 04 - Pencil Fight 05 - Withered 06 - Agent Orange 07 - Time For People 08 - Aliens 09 - Whitfield 10 - Friends 11 - Plastic People Co autor miał na myśli? Ogólna ocena płyty Statystyka część I - Podobieństwa, z czym ci się kojarzy ta płyta? zator(e)k - Koncepcja 1 - muzycy z zespołu R.E.M. - zupełnie incognito - postanowili nagrać płytę w stylu Machine Head Koncepcja 2 - zespół Machine Head - zupełnie incognito - postanowił nagrać płytę parodiującą muzykę R.E.M p.u.r.h. - Muzyka jaką wykonuje Atomship nie jest bardzo oryginalna ale też nie kojarzy mi się z jakimś konkretnymi zespołami. Jest to nowoczesny, amerykański rock - czasem nieco numetalowy, czasem trochę grunge'owy, częściej jednak ambitniejszy i eksperymentalny, trochę w stylu Tool i Sinch, a nawet np. Queensryche. W sumie powstaje coś bardzo ciekawego, co w pewnym przybliżeniu mozna określić jako "progresywny nu-metal":) jerzy - Trochę z Live, trochę z Memento, trochę z Tribe After Tribe i z Toola - melodyjne, nieco eksperymentatorskie. dusia - Styl panowie mają własny i bardzo charakterystycznie mroczny i psychodeliczny, jednak porównanie do Sinch`a narzuca się bardzo często podczas słuchania tego albumu. Czasem można tu także napotkać na brzmienia zbliżone do Tool`a oraz Flaw część II - Zawartość muzyczna 01 - Day of Daze zator(e)k - Zaczyna się normalnie, z "podkręcanego" pieca. Następnie kołysanka w stylu R.E.M. powoli "utwardzana" i "zagęszczana", aż niepostrzeżenie zmienia się w niezły kawałek rockowiska. Zwracam uwagę na pracę perkusisty i to nie tylko w tym odcinku. Całość bardzo zgrabna, melodyjna i przykuwająca uwagę. Stanowi jednak jedynie uwerturkę do dania głównego jakim jest namber tu, czyli... (7/10) p.u.r.h. - Na pierwszy rzut ucha, to takie dość typowe amerykańskie, numetalowopostgrugowe granie, jednak po dokładnym przesłuchaniu okazuje się że jest to muzyka zdecydowanie powyżej średniej: panowie świetnie wiedzą jak się posługiwać instrumentami, wiedzą jak pisać dobre utwory, a do tego grają z dużym uczuciem i zaangażowaniem :) (7.5/10) jerzy - Niezła piosenka, zasadniczo przemyślana, chociaż nieco zabałaganiona w środku. Wywierałby chyba większy efekt, gdyby został zagrany minimalnie oszczędniej. "Za dużo nut".(6.5/10) dusia - Ten utwór jako pierwszy wprowadza słuchacza w tchnący smutkiem, żalem i tajemniczością klimat całej płyty... wyrazisty, piękny i przytłaczający... (8.5/10) 02 - Mothra zator(e)k - Przepiękna porcja genialnej muzyki nasuwająca na myśl najlepsze wzorce, jednak najmocniej kojarząca się z wczesnym Pink Floyd, z okresu Ummagummy, Saurceful of Secrets, More. Jest tu wszystko: piękna melodia i harmonia, znakomity pomysł dramatyczny, nienaganna struktura, ogromna muzyczna wrażliwość i charyzmatyczne wykonanie. Mothra pokazuje na co tak naprawdę stać tych chłopaków. Szkoda, że tylko niespełna 6 minut.(10/10) p.u.r.h. - O ile pierwszy numer był dość typową piosenką, to w tym przypadku już tego nie można powiedzieć ;) Kawałek trwa prawie 6 minut i zaczyna się od bardzo odlotowych, trochę orientalnych klimatów by potem stopniowo nabierać mocy i pod koniec zmieniać się w całkiem konkretne wymiatanie. Ciekawa rzecz.(8/10) jerzy - w pół drogi między Toolem i Tribe After Tribe. Lubię takie utwory: rozbudowane, przemyślane, które nie stają sie przebojami radiowymi, ale są kochane przez fanów. Pod koniec niestety staje się trochę zbyt hałaśliwy. Poleciłbym zespołowi zapoznanie się z "Figure 8" zespołu Memento, żeby wiedzieć, jak się zabierać za takie utwory.(9/10) dusia - Psychodeliczny, długi, lodowy labirynt co chwila zaskakujący nas nowym korytarzem! Natchnione szaleństwo! Wielkie mistyczne przeżycie!!!!! Mocny, skomplikowany, powalający! Matematyczny geniusz z pięknym delikatnym motywem przewodnim... (10/10) 03 - Dragonfly zator(e)k - Powrót do Remowej konwencji. Odnoszę jednak wrażenie, że nie tak świeży jak Day of Daze. Jak dla mnie nudne, kompletnie "martwe", 4 minuty z hakiem, choć perkusista się stara, a pozostali też robią co mogą żeby wyglądało na "żywe".(6/10) p.u.r.h. - Świetne, przestrzenne brzmienie gitar a do tego fajna kompozycja - z chwytliwymi melodiami, w której ciągle dzieje się coś ciekawego: czasem robi się nastrojowo a czasem naprawdę czadowo. (8/10) jerzy - kawałek na listy przebojów. Na pierwszy rzut ucha wydaje się przeciętny, ale ma chwytliwe momenty, które nie pozwalają tak łatwo przejść nad nim do porządku dziennego. Nic ambitnego, czy wybitnego, ale coś w sobie ma.(7/10) dusia - - Mroczna kołysanka o tęsknocie i odrętwieniu. Kolejny naprawdę dobry, nietypowy kawałek ale bez rewelacji.(6.75/10) 04 - Pencil Fight zator(e)k - Śliczny. Po prostu śliczny. Refren trochę "przesterowany" i dlatego tylko 9+. Końcówka z innej bajki, ale ... wybaczam.(9.5/10) p.u.r.h. - Najbardziej przebojowy numer na płycie: naprawdę ładne ale niewesołe zwrotki, skontrastowane z mocnym, agresywnym refrenem. Tylko zakończenie mogłoby być bardziej pomysłowe... (7.5/10) jerzy - Za dużo pomysłów zbyt różnych pomysłów upchnięto w ten kawałek i w efekecie wyszedł z tego jeden wielki muzyczny bałagan. Efekt: zmarnowane pomysły, niezbyt strawny utwór, spora strata.(3.5/10) dusia - Bardzo poukładany, oparty na wyraźnym schemacie utwór.. Była sobie bardzo ładna piosenka.. ale nie do końca.. bo gdzieś w zakamarkach kryje się wciąż ten niesamowity niepokój.. (8/10) 05 - Withered zator(e)k - Jeśli poprzedni numer nazwałem ślicznym, ten powinienem nazwać cudownym. Pierwszego dnia, po "wkręceniu" pliczków do odtwarzacza, tak się zakochałem w tej niewątpliwie za krótkiej balladce, że o mało nie popsułem przycisku repeat. Wierzcie mi, przejechałem tramwajem całą drogę z pracy do domku "na jednym kawałku". A przecież jest on jedynie wstępem - cóż Wam przypominają te "crowded crows" w końcówce, czyż nie Welcome to the machine z Wish You are here ?- do kolejnego masterpisa jakim jest ....(10/10) p.u.r.h. - Sympatyczna ballada. Przykład na to że można napisać ładną piosenkę bez popadania w banał i nadmierną ckliwość (7/10) jerzy - Pościelówa, ballada dla groupies. Tak przeciętna, że zacząłem ją przelatywać na wyrywki licząc, że w którymś momencie trafię na coś ciekawszego. Ale o groupies warto dbać.(5/10) dusia - Synonim nostalgii zamyślenia, depresji i zimnej, mokrej pogody... choć piękny i delikatny jak rzadko która ballada. Słodko- gorzka niesamowitość, blada i momentami beznamiętna a jednak tyle w niej ukrytych uczuć... "Wydaje się że słońce wciąż śpi a ja czuje się tak samotny. W mojej sypialni jest dziewczyna ale nie martw się ona nie oddycha." (9/10) 06 - Agent Orange zator(e)k - Utwór, który z powodzeniem na swoją płytę mógłby wrzucić Roger Waters. Synkopowy, tekstowy początek, (Animals, The Wall), potem, w części zdominowanej przez instrumenty powrót do krajobrazów znanych z okresu "pompejańskiego" (Echoes). Najdłuższy na płycie, a wraz Time for People oraz Aliens - stanowiących jego naturalne przedłużenie - będący ponad 15 minutową suitą, "sercem" tej płyty.(10/10) p.u.r.h. - Najdłuższy (7 minut) i chyba najbardziej eksperymentalny numer na płycie. Od początku jest interesująco, ale pierwsza część to w miarę normalne granie, potem jednak zaczyna się elektroniczno-samplowy nastrojowy odlot, po którym na zakończenie następuje zmasowany gitarowy atak. Czyli jest bardzo ciekawie :) (8.5/10) jerzy - Kolejny utwór kojarzący mi się miejscami z Tribe After Tribe. Dość długi i rozbudowany. Jeden z ciekawszych na tej płycie. Okrzyk "this is how you hold your American flag!" zapada w pamięć.(8/10) dusia - Do połowy tego utworu nie dzieje się w nim właściwie nic nadzwyczajnego. Odważny tekst, zgrabna melodia, ciekawy wokal... w pewnym momencie jednak wszystko ulega wyciszeniu, pojawiają się dziwne głosy, szmery, uderzenia w klawisze pianina, towarzyszące im napięcie i oczekiwanie... wtedy wybuchają gitary i perkusja!! A potem znów wszystko wraca do poprzedniego stanu rzeczy... przedziwne.. piękne brzmienie zbliżające tę kompozycje do Tool`a. (8.5/10) 07 - Time for People zator(e)k - Niestety ten "przerywnik" pomiędzy numerami 6 i 8 zaniża poziom całości, bo tak właściwie powinno oceniać się te 3 utwory. Znów odrobinę za dużo R.E.M mimo pozornej "gęstości" gitarowo-perkusyjnej.(8/10) p.u.r.h. - Mój ulbiony numer. Zaczyna się bardzo łagodnie, ale to tylko zmyłka, bo po chwili wchodzi świetny, posępny riff. Ciężkie, mroczne zwrotki skontrastowane są z łagodniejszym ale bardzo udanym refrenem. Mocna rzecz(9/10) jerzy - wyłączyłem się na tę piosenkę, przeleciała przeze mnie zupełnie bez efektu. Nie zła, tylko właśnie całkiem nijaka, pozbawiona wyrazu.(4/10) dusia - Co za tekst! Co za utwór! Aż ma się ochotę wybiec na deszcz, moknąć, krzyczeć i płakać w głos razem z otaczającym światem! (9.95/10) 08 - Aliens zator(e)k - Prawie tak dobry jak Mothra, czy Agent Orange. Chyba najlepsza sekcja rytmiczna na płycie, jednak odrobinę monotonny w warstwie wokalnej.(9.5/10) p.u.r.h. - Patent zastosowany w tym numerze to naprzemienne łączenie fragmentów spokojniejszych i tajemniczych z ciężkimi i agresywnymi. Patent niezły, ale po pewnym czasie robi się trochę monotonnie... (7.5/10) jerzy - ten kawałek mocno skojarzył mi się z Toolem - rytmem, melodią, sposobem śpiewania. Do końca obawiałem się, że rozlezie się gdzieś po drodze, jak to bywało wcześniej na tym albumie, ale szczęśliwie obył się bez usterek. bardzo pozytywne wrażenie.(8.5/10) dusia - Spora dawka paranoi. Tytuł mówi bardzo dużo o samym kawałku. Pełno tu dziwnych dźwięków i natchnionych zaśpiewów poszarpanych mocniejszymi, krótkotrwałymi uderzeniami. Ciągle zmieniane tempo, a konwencja wciąż ta sama. Według mnie ciekawy, ale po którymś przesłuchaniu z kolei zaczyna być męczący, a nawet wywołuje bliżej nieokreślony lęk..(6/10) 09 - Whitfield zator(e)k - Rozczarowanie. Po 15 minutowej suicie będącej dawką bardzo dobrej, a miejscami wręcz genialnej muzyki taki niewydarzony "mooliński". Nawet Machine Head nie wymyśliliby czegoś tak słabego.(5/10) p.u.r.h. - Generalnie numer jest mroczny, ciężki i dość agresywny, ale refren dla odmiany zaskakująco spokojny i melodyjny. Z połączenia tych dwóch rzeczy powstaje kolejny fajny kawałek(8/10) jerzy - piosenka ma dobre, dynamiczne zwrotki z fajnym rytmem, nieciekawy refren i kolejny raz bałagan w środku.(4.5/10) dusia - Zwrotki to istne cuda!! Ciężkie, duszne tło! Niesamowite momentami zaskakujące gitarowe elementy! Taka błyskająca w szpitalnym korytarzu świetlówka.. Refren trochę za spokojny, leciutko rozczarowuje. Końcowa część utworu, absolutnie idealna!! (9.5/10) 10 - Friends zator(e)k - Wygląda to tak jakby na koniec zabrakło panom muzykom materiału na pełną płytę. Kolejny słabiak, pewnie z wczesnopiwnicznych otchłani wydobyty. Ma tylko "przebłyski" jak Adam Małysz w zakończonym sezonie.(6/10) p.u.r.h. - Zaczyna się od agresywnego riffowania, potem jednak w zwrotkach zespół idzie w bardziej klimatyczne rejony ale refren znów jest mocny.(7.5/10) jerzy - bardziej nu-metalowy ten kawałek już chyba nie mógł być. W najgorszym znaczeniu określenia "nu-metal". Duża wpadka.(3/10) dusia - Początek niczym Limp Bizkit :( Na szczęście powrót do typowej dla zespołu konwencji następuje szybko i na stałe. Niestety już niczym tu panowie nie zaskakują. Mniej tu horroru więcej obyczajowości i sensacji, trafia się kilka ciekawych elementów, ładna linia wokalna.. ale to już nie ten kunsztowny wybuch jakie miały miejsce wcześniej. (6.5/10) 11 - Plastic People zator(e)k - Piękne zakończenie, tej nierównej płyty, znów trochę R.E.M, które zgodnie z wcześniej "sprzedawaną" metodą z czasem gęstnieje i twardnieje. Kwintesencja tego co zawiera cała płyta: niezły wokalista, piękne aranże, trochę ostrych, ale i lirycznych miejscami gitar, i ten niesamowity facet za garami, który jako jedyny żadnego numeru na tej płycie nie musi się wstydzić.(9/10) p.u.r.h. - Na zakończenie dostajemy dość długi, nastrojowy, trochę Toolowy w klimacie numer, z mocnym, ładnym refrenem i z porcją czadowania pod koniec. Dobre zakończenie dobrego albumu. (8/10) jerzy - cięższy, dosyć mocny kawałek. Bez fajerwerków, ale dający się słuchać. (6/10) dusia - Flaw.. Sinch... i ogrom smutnego piękna!!!! Zachwycające!!! Wszystko jest tu tak niesamowicie piękne i godne szacunku że autentycznie brakuje słów......... Genialne gitary! Genialne bębny! Idealnie zgrany z nimi wokal! Istne katharsis!!(10/10) część III - Zawartość liryczna. Co autor miał na myśli? zator(e)k - Uwaga na teksty !!! Naprawdę niezłe, może nawet na miarę Fisha, czy powołanego już wcześniej Watersa. Gość czuje frazę, trochę chyba czytał i słuchał, bo na ten przykład mój ulubiony WITHERED w warstwie tekstowej jest dalekim echem, Lady D'Urbanville Cata Stevensa, albo Lady of Shalot, Tennysona. Pencil Fight to przypowieść niemal gabrielowskie historie z wczesnego Genesis przypominająca. A późniejsze, "suitowe" teksty są także niesztampowe, znamionujące rękę kogoś potrafiącego władać piórem. Ostatni na płycie Plastic People nastrojem wiersza i frazą przypomina Brain Damage z Dark Side Of The Moon. Generalnie warto się tym tekstom przyjrzeć bliżej. p.u.r.h. - Teksty na tej płycie, podobnie jak i muzyka, wyłamują się z typowych amerykańsko-rockowych schematów. Z jednej strony poruszają nietypowe tematy jak np. porwania przez kosmitów ("Aliens") a z drugiej strony kiedy zajmują się bardziej typowymi sprawami jak np. szkoła ("Pencil Fight") czy sprawy miłosne, to pokazują je w ciekawy i niebanalny sposób. jerzy - Teksty niby bezpośrednie, lecz wciąż poetyckie. Inteligentnie skonstruowane, bez werteryzmu, poruszające bardzo różne tematy, chociaż najmocniej wyczuwa się w nich uczucie straty, wyobcowanie, osamotnienie. dusia - Teksty idealnie zgrane z muzyką! Tak samo niebanalne i klimatyczne, zadziwiające, psychodeliczne i smutne. Po prostu: zatracenie, łzy, tęsknota, śmierć, UFO, fałsz i plastikowi ludzie. część IV - Ogólna ocena płyty zator(e)k - Płyta bardzo nierówna, wręcz "dwuwarstwowa" - właściwie powinienem postawić dwie oceny. Muzyka miejscami genialna, miejscami zwykła, choć na wysokim poziomie, "komercha". Wydaje się być naturalną kontynuacją takich dokonań jak wczesne Floydy, Talk Talk, Marillion czy Queens of Stone Age. Ponieważ to debiutancki album z pewnością zawiera materiał bardzo niejednorodny czasowo. Mnie najbardziej frapuje kierunek: czy ten zespół ewoluuje od, czy do kawałków w stylu Mothra, Agent Orange, Aliens i jaki jest wkład producenta w zawartość krążka ? Bo od odpowiedzi na te pytania zależy, czy możemy w przyszłości liczyć na coś w stylu Dark Side of The Moon, czy może raczej na "superpopoweprodukcje" jakimi obdarza nas, od pewnego czasu, Jego Wysokość Lenny Kravitz Niezależnie od tego "rozwarstwienia" polecam jako prezent imieninowy dla sympatii, to taki troszkę nieortodoksyjny rock dla piękniejszych połowic.(8.5/10) p.u.r.h. - Z początku, po usłyszeniu pierwszego singla "Pencil Fight", nie zwróciłem na ten zespół większej uwagi. Numer był niezły, ale nie wyrózniał się zbytnio na tle konkurencji. Podobnie było z drugim singlem "Withered", wydawało mi się wtedy że to co najwyżej taki nieco ambitniejszy Staind ;) Tym bardziej byłem zszokowany gdy usłyszałem resztę albumu. Okazało się że zawiera on kawał całkiem ciekawej, mocnej i oryginalnej muzy. W pierwszej kolejności zwróciłem uwagę na rewelacyjne brzmienie, ale ten album jest nie tylko świetnie nagrany, ale tez bardzo dobrze zagrany, zaśpiewany i skomponowany. Nie jest może idealny, ale jak na debiutantów to po prostu rewelacja. Moim zdaniem to najciekawszy młody amerykański zespół od czasu Sinch i mam nadzieję że nie zakończy kariery na jednym albumie (8/10) jerzy - "Crash of '47" to bardzo nierówny album. Miejscami sztampowy i zupełnie bez wyrazu, gdzie indziej wręcz przeładowany pomysłami. Większości utworów brakuje konsekwencji i jakiejś muzycznej dyscypliny żeby stanowiły logiczną całość. Trudno powiedzieć, co może z tego wyniknąć na przyszłość - czy Atomship rozwinie się i uporządkuje swoje granie, czy pójdzie w schematy, czy raczej pogubi się w instrumentalnych kombinacjach. (6.5/10) dusia - Ta płyta to niesamowity materiał wzbudzający we mnie ogromny respekt i szacunek dla jej twórców! Tworzy niezwykle spójną całość i staje się dla słuchacza fascynującą podróżą przez niepowtarzalny natchniony, artystyczny świat. mroku, matematyki, spirytyzmu i pozaziemskich tajemnic. Nie jest to muzyka łatwa w odbiorze.. mnie po pierwszym przesłuchaniu wprowadziła w jedno wielkie przygnębienie. Jest depresyjną trucizną, której nie sposób się oprzeć by nie smakować jej wciąż na nowo... Nie pamiętam żeby kiedykolwiek przesłuchanie jakiejś płyty tak bardzo oderwało mnie od rzeczywistości.. wydaje mi się też, że nie potrafię napisać o tej muzyce tak naprawdę wszystkiego co czuje kiedy ją słyszę. (9/10) Zobacz statystykę tej recenzji |