RECENZJA
|
powrót do głównej strony ARrecenzji
Recenzje od A do Z Zobacz jakie jeszcze płyty zostały zrecenzowane przez Active Rocka Kim są recenzenci?? Poznaj zaszczytne grono recenzentów. Dowiedz się kim są, co uwielbiają, a czego nie znoszą.... Active Rock Lista Aktualne notowanie Active Rock Listy! powrót do głównej strony ARrecenzji |
DEAD LETTER CIRCUSDead Letter Circus EP original release date 27.04.2007 (official Site) (MySpace) (Buy @ Waterfront) na skróty część II - Zawartość muzyczna 01 - The Mile 02 - Lines 03 - Disconnect and Apply 04 - Are we closer 05 - This life awake 06 - Alien Co autor miał na myśli? Ogólna ocena płyty część I - Podobieństwa, z czym ci się kojarzy ta płyta? sebastian - Dead Letter Circus to perełka. Alternatywny rock przywodzący na myśl takie zespoły jak Fair To Midland, Alternate Sound of Life, czy Karnivool i w żadnym wypadku nie odstający od nich klasą. Jest i przebojowo i progresywnie (ale piosenkowo). Można nucić sobie pod nosem wpadające w ucho chwytliwe linie wokalne i jednocześnie smakować się w wytwornych aranżacjach. Dla mnie jak wino. Smakuje coraz lepiej. projan - Wokalista zespołu, Kim Benzie stwierdził, że jedynymi zespołami nie-australijskimi, które ostatnio wywarły na nim wrażenie są The Mars Volta i Muse. Bardzo możliwe, że to z powodu podobnych umiejętności frontmanów poruszania się w falsecie. Niemniej jednak muzyka Dead Letter Circus przypomina to, co tworzy The Mars Volta, a świadczy o tym nie tylko zbliżony wokal, a także duże umiejętności, energia i kreatywność. Można też w tym wszystkim usłyszeć Toola, jako że Maynard i koledzy wpływają chyba na każdy współczesny zespół, którego brzmienie oscyluje wokół progresywnego, choć w tym przypadku jest to granie bez wątków turpistycznych. część II - Zawartość muzyczna 01 - The Mile sebastian - Ten utwór ukazuje praktycznie wszystkie środki wyrazu, jakimi dysponuje zespół. Gitara z podkręconym delayem, pulsujący bas, wysoki głos wokalisty i swoista atmosfera jak w Muse. Jeżeli ten utwór nie wywoła u ciebie żadnych emocji prawdopodobnie Dead Letter Circus nie jest twoją bajką. Ja od pierwszych dźwięków zostałem rzucony na kolana. (4.5/5) projan - Z pierwszego utworu można wyłuskać cechy charakterystyczne dla twórczości Dead Letter Circus. Wysoki głos Kima, energia grania, lekkie podrasowanie elektroniką, nieproste pomysły (nawet w melodyjnych refrenach) i powstaje z tego coś, czego cholernie przyjemnie się słucha. (4/5) 02 - Lines sebastian - Wolniejszy od poprzednika, skradający się, wyważony. Kim śpiewa niżej, spokojniej, ale w odpowiednich momentach podnosi głos i zmienia stosownie barwę. Ten utwór fajnie "płynie", nie jest specjalnie przebojowy, ale tkwi w nim jakiś magnes. Posiada przepiękną, choć krótką solówkę. (4/5) projan - Ma wszystko to, co można znaleźć w poprzednim, i coś jeszcze - uwielbiam tą szczególną właściwość utworów, która powoduje, że mam dreszcze - lekko przygniatający klimat. Bierze mnie we władanie, bawi się moją jaźnią i odpuszcza dopiero jakiś czas po jego skończeniu. (4.5/5) 03 - Disconnect and Apply sebastian - Świetny, pełen werwy motyw na początku, który z pewnością nie pozwala fanom stać bezczynnie na koncercie. Szkoda tylko, że zrobiono z niego refren. Nie klei mi się on z czarownymi zwrotkami. Brakuje przejrzystego chorusa, który zapadłby w pamięć. Prawie hit, w głowie zostaje gitarowy motyw przewodni i kończące "see you at work on monday". (4/5) projan - Prosty (acz nie prostacki) i szybki rytm wytycza ścieżkę melodii i reszcie muzyków, a cała ta energetyczna jazda przerywana jest oazami zwrotki. Mam wrażenie, że ten kawałek (jak i cała muzyka Dead Letter Circus) zawiera tylko elementy niezbędne. Bez niepotrzebnego przeciągania. Mówią dokładnie to, co chcą przekazać i kawałek kończą po 3 minutach (niczym wczesny SOAD). To, że ta piosenka jest najsłabsza (nie słaba) na tej EP-ce daje pojęcie o genialnej całości. (4/5) 04 - Are we closer sebastian - Ten numer ma to, czego zabrakło mi w poprzedniku. Barwny, chwytliwy refren. Kocham po prostu moment (02:55) gdy zostaje sama gitara z wokalem. Wejście gołej perkusji, a zaraz potem "walnięcie" z basem wywołuje u mnie euforię. Podoba mi się też pomysł z podbiciem gitar w połowie refrenów. To już jest hit pełną gębą. (4.5/5) projan - Od początku wiele się tu dzieje, a świetny mainstreamowy (w tym przypadku - po prostu wpadający w ucho) refren wciąga w ten kawałek niesamowicie. Jak zwykle szybkie tempo i masa pomysłów, a przy tym wszystko niezwykle przejrzyste. Hit, który sprzedałby się w komercyjnej stacji radiowej, a na dodatek zadowoliłby wymagających słuchaczy niekomercyjnego radia. (4.5/5) 05 - This life awake sebastian - Bardzo pomysłowy, spowity ciekawą klamrą numer. Trudno domyślić się co w tej piosence jest refrenem, a co zwrotką, tak naprawdę przewija się tam parę motywów ładnie ze sobą powiązanych. W pewnym momencie niespodziewanie przygasa i rośnie, rośnie... rośnie... Dowód na to, że z prostej piosenki można zrobić coś niezwykłego. (4.5/5) projan - Kawałek, w którym DLC najbardziej zbliżają się do progresywnego grania spod znaku Toola (szczególnie słysząc bardzo Maynardowe "Only a truth can set you free"). Więcej tonów spokojnych a (nieco) mniej tej pędzącej energii, która tak dominuje w ich muzyce. Tak różny utwór od poprzedniego, a tak samo świetny. (4.5/5) 06 - Alien sebastian - Najdłuższy utwór na płycie, ponad 6 minut. Wolno się rozbudza intrygując niepokojącą gitarką i pulsującym basem. Na chwilę się rozpala, by zaraz potem przygasnąć w cudownym motywie, w którym Kim śpiewa "Something in the way that I... Or the way.....?". Cóż mogę powiedzieć... urzekła mnie ta piosenka. (5/5) projan - Już od pierwszych sekund słychać, że będzie to utwór nietuzinkowy, a po chwili można się przekonać, że kawałek przerasta oczekiwania, jest perfekcyjny, kompletny. Świetna melodia, partia każdego z muzyków idealna, szczególna, wybijająca się rola basu, elektroniczne smaczki, nieprosty a zrozumiały, zmuszający do zastanowienia tekst i coś, czego nie się nie słyszy, tylko czuje - klimat. Zatrzymuje w miejscu, hipnotyzuje i uwodzi. Zmusza oczy do zamknięcia, po czym zabiera w podróż po swojej opowieści, by móc przeżyć coś, co pozwoli obudzić się ze świadomością faktu, że coś w życiu zyskaliśmy.. (5/5) część III - Zawartość liryczna. Co autor miał na myśli? sebastian - W tekstach Dead Letter Circus odkrywam pewien duchowy przekaz. Słuchając takiego "This life awake", "The Mile" czy "Lines" przypomina mi się dzieło "Przebudzenie" Antony'ego De Mello, którego uważam za duchowego przewodnika. Ciekawie jest również w "Disconnect and Apply". Przeczytajcie ten tekst i wyobraźcie sobie panów z Dead Letter Circus siedzących w nudnym biurze od 9 do 17, aby móc popłacić rachunki i kontynuować swoją pasję, a będziecie wiedzieli o co mi chodzi. Coś o gonieniu za marzeniami, coś o walczeniu o swoje, podejmowaniu ryzyka, nie obawianiu się zmian, poszukiwaniu i odnajdywaniu. projan - Kim Benzie, jak sprawnie śpiewa, tak sprawnie posługuje się piórem. Teksty, które powstały z jego ręki tworzą spójną filozoficzną całość nakreślając oblicze płyty. Traktują o niedopasowaniu, zagubieniu drogi, która wiedzie przez życie, jej poszukiwaniu, zrozumieniu nieuchronności śmierci i obudzeniu świadomości odpowiedzialności za to, co się podczas naszego istnienia wydarzy. By móc nazwać płytę kompletną, teksty muszą współgrać z muzyką, przemawiać wspólną wizją i tak właśnie na tej EP-ce jest. część IV - Ogólna ocena płyty sebastian - Gorzkie będą moje łzy jeśli ta grupa nie przetrwa. Działają niezależnie i fakt, iż nie mają podpisanego kontraktu płytowego woła o pomstę do nieba. Za dużo w przemyśle muzycznym biznesmenów, za mało zapaleńców o wielkim sercu do muzyki. Wytwórnie fonograficzne myślą wyłącznie kategoriami finansowymi, promują zgrabne, ładne, akuratne bandy dla mas, podczas gdy tak ambitne zespoły jak Dead Letter Circus, które też mogą się podobać, ledwo wiążą koniec z końcem w podziemiu. EP-ka "Dead Letter Circus" ukazuje niesamowity potencjał tej australijskiej grupy. Urzekli mnie stylem, klimatem, aranżacjami, dramaturgią i znakomitym zmysłem komponowania utworów. Ich chce się słuchać, a z każdym kolejnym przesłuchaniem odkrywa się coś nowego. Padam na kolana i chcę więcej! (5/5) projan - Naprawdę nie można znaleźć słabych stron tego materiału. Utwory nie dość, że ambitne, to przebojowe. Elektroniczne eksperymenty i świetne pomysły, a przy tym możliwe do ogarnięcia i zrozumienia (podczas gdy w przypadku The Mars Volta było to dość ciężkie). Poza tym świetna praca muzyków, charakterystyczny, plastyczny wokal, naprawdę dobre teksty i specyficzny, porywający klimat. Szkoda, że to tylko EP-ka. Jakość tego materiału zdecydowanie pozostawia uczucie niedosytu. A dlaczego EP, a nie LP? Prawdopodobnie dlatego, że czterech muzyków zespołu spędziło ze sobą czas tylko przez początek roku 2007 (cały materiał powstawał przez około trzy miesiące), a był to także czas, w którym ich muzyczne wizje musiały się dotrzeć (idee utworów powstawały podczas nagrywania ich jamowych sesji). Gdy przeczytałem stwierdzenie Kima "Jestem ciekawy tego, co by powstało, gdybyśmy poświęcili pisaniu materiału więcej zaangażowania i czasu" jestem do końca przekonany, że mamy do czynienia z kolejnymi geniuszami sceny muzycznej. (5/5) |