RECENZJA
|
powrót do głównej strony ARrecenzji
Recenzje od A do Z Zobacz jakie jeszcze płyty zostały zrecenzowane przez Active Rocka Kim są recenzenci?? Poznaj zaszczytne grono recenzentów. Dowiedz się kim są, co uwielbiają, a czego nie znoszą.... Active Rock Komis Używane, oryginalne płyty sprowadzane ze Stanów. Pomożemy Wam je zdobyć... Active Rock Lista Aktualne notowanie Active Rock Listy. Jest to najlepsza strona nawigacyjna na activerock.prv.pl, znajdziecie tam przy utworach linki do mp3, oficjalnych stron, wywiadów, tekstów, wideoklipów, sylwetek na active-rock'u i ostatnich newsów... powrót do głównej strony ARrecenzji |
ELEMENT EIGHTYElement Eighty original release date 28.10.2003 (official Site) (Active Site) (Element Eighty lyrics) (Wywiad - Matt Woods) (Element Eighty Player) na skróty część II - Zawartość muzyczna 01 - Goodbye 02 - Bloodshot 03 - Broken Promises 04 - Texas Cries 05 - Parachute 06 - Dummy Block 07 - Scars (The Echo Song) 08 - Slackjaw 09 - Rabies 10 - Pancake Land 11 - Flatline 12 - Rubber Tooth Co autor miał na myśli? Ogólna ocena płyty Statystyka część I - Podobieństwa, z czym ci się kojarzy ta płyta? sebastian - Mudvayne, Pantera, Earshot, Sevendust, Linkin Park. To połączenie hardcore'owych wrzasków z chwytliwymi melodiami, bez żadnych elementów hip-hopu, czy rap-rocka. jerzy - W słabszych chwilach dryfuje w stronę Nickelback i różne numetalowe świństwa, w cięższych momentach podchodzi może pod Mudvayne. Ciekawy wokal. alexandra - ciężkie granie, ale nie przytłaczające... niezła kompilacja tego co już znamy w nowej świeżej postaci. dusia - Według mnie cała płyta pobrzmiewa PANTERĄ, czasem bardzo wyraźnie, czasem tylko lekkim echem. Pozamuzycznie ten album kojarzy mi się z... ostrym keczupem! część II - Zawartość muzyczna 01 - Goodbye sebastian - Ciężki i melodyjny, w gruncie rzeczy jednak nic interesującego się z tego nie wykluwa. W refrenie bardzo kojarzy się z Sevendust. Dobry kawałek na otwarcie albumu, zaostrza apetyt na dalsze kompozycje. (6/10) jerzy - w serii "Akademia Policyjna" był taki gość, który ni to mówił, ni to krzyczał, a zmieniało mu się to w pół zdania. "Goodbye" jest właśnie takie - trochę melodyjne, trochę wykrzyczane. Do tego mocny rytm. Ciekawe. (7/10) alexandra - ostre intro przechodzi w bardzo melodyjną zwrotkę śpiewaną na "2 głosy", którą przecina jak nóż surowy, prosty refren. Pod koniec robi się jakby nieco mniej ekscytująco, ale ...w sumie piosenka z pomysłem, energetyczna. (7.1/10) dusia - Utwór według mnie za mało wyrazisty jak na początek płyty, przy pierwszym słuchaniu trochę mnie zniechęcił. Wydawał się być jednostajnym wrzaskiem. Teraz to jest dla mnie taki standardowy budyń waniliowy- dobry ale żaden z niego rarytas. (5/10) 02 - Bloodshot sebastian - Zabójczy kawałek!!! Słychać tutaj fascynację Panterą. Refren kipi złością. (9/10) jerzy - z tego utworu pozostaje w głowie właściwie tylko bardzo fajny refren. Reszta to odpad. Z zestawienia dobrego refrenu z odpadkową resztą wychodzi średnia ocena. (5/10) alexandra - podobny patent jak w poprzednim utworze, ale melodyjka świeża, łatwo wpada w ucho, dość zaskakująca solówka pod koniec. Wystarczająco zróżnicowany, żeby nie nudzić. (7/10) dusia - Z całego tego kawałka potrafię zapamiętać jedynie naprawdę ciekawy refren, poza tym to taka trochę rytmiczna szarpanina strun. Zawsze jak go słucham, to nawet stwierdzam, że mi się podoba, ale kiedy przeminie, szybko o nim zapominam. (6/10) 03 - Broken promises sebastian - Jest kilka momentów w tym utworze, które wyróżniają go spośród miliarda tego typu singli. Jest to przede wszystkim zasługa "nie ugrzecznionego" wokalisty.(7.5/10) jerzy - kawałek jest poprawnie skonstruowany, ale w ogóle mnie nie ruszył. Odsłuchałem go trzy razy, próbując zrozumieć, jakim cudem odniósł taki sukces na Active Rock Liście. Nadal nie wiem.(4/10) alexandra - komercyjny kawałek...znaczy się hicior. Mamy tu zatem wszystko: i melodię i szarpidructwo, zmiany tempa, "niepłaski" wokal i liryki, z którymi łatwo się utożsamić. Atakuje od razu, zanim człowiek zdąży się zastanowić.(8.45/10) dusia - Chwytliwy kawałek! Jest w nim taka słodka, smutna nutka przepływająca pomiędzy wrażeniami energicznego buntu. Splecione ze sobą łagodność i pikanteria dają efekt godnej reprezentacji zarówno albumu jak i zespołu. (7/10) 04 - Texas cries sebastian - Imponujący, zaskakujący i wymiatający. Kontrasty w zwrotkach zwaliły mnie z nóg. Zazwyczaj słuchając nu-metalowego kawałka możesz przewidzieć, co będzie dalej. Nie tutaj.(9/10) jerzy - I znów ten wokal ni to śpiewa ni to ryczy. Właśnie najfajniej to wychodzi, kiedy tak, jak tutaj te przejścia są płynne - czasem nawet w jednej linijce. Czerwony Kapturek z "Dwóch Głupich Psów" doczekał się godnego następcy. (7/10) alexandra - mój ulubiony utwór na płycie. Jest prawie że genialny :))) Zaczyna się tonącym w słońcu uśpionym amerykańskim bezdrożem, by po chwili rozwalić wszystko z impetem na drobne kawałeczki... i to nie rezygnując z melodyjności...uch...(9.6/10) dusia - Jak dla mnie najlepszy utwór na płycie! Tak to jakoś skomponowali, że wszystko idealnie do siebie pasuje i tworzy świetną całość. I co za początek!!! Cichy i spokojny wstęp poprzedzający prawdziwy wulkan energii! Taki mały brylancik błyszczący pośród innych kawałków. (9/10) 05 - Parachute sebastian - Skoczliwy i melodyjny, ale te tłumione gitarki zaczynają męczyć i zakrada się nuda. Dobrze, że nie jest za długi.(5.5/10) jerzy - nawet mnie trochę ruszył - przynajmniej dopóki trzymał początkowy, fajny rytm. Później się rozlazł i chociaż na koniec znów został pozbierany do kupy, pozostał uraz za spaprany środek. (6/10) alexandra - piosenka-czkawka, z małymi przerwami na nabranie powietrza. Mało tego - dławiąc się przechodzi do następnego utworu... znowu całkiem niezły pomysł. (6/10) dusia - Energia wpływająca przez uszy do całego wnętrza... a jednak czegoś jej brakuje. Jeszcze przez chwilkę krąży wokół mnie na stałe pozostawiając przyjemne wrażenie, ale blednie przy niektórych utworach z tej płyty. (7/10) 06 - Dummy block sebastian - Ten kawałek jest jeszcze bardziej męczący, ale tym razem ma to swoje uzasadnienie. To tortura w wersji audio, dokonana na niejakim James'ie z dtsunderground.com. Refren trochę przypomina zażynanie świniaka. Ma jednak w sobie coś pociągającego - podoba mi się:-)(6.5/10) jerzy - bardzo "mudvaynowy" utwór, powinien się spodobać tym, którzy lubią "Dig". Ciężki, spójny, konkretny.(8/10) alexandra - czkawka powoli przechodzi, natomiast wściekły, ostry, szarpany żal dalej bez reszty wypełnia eter. (5.5/10) dusia - Grrr... Za pierwszym razem ten song po prostu mnie rozbawił! A jednak już wtedy wiedziałam, że jest na tyle nietypowy i dziwaczny, że nie przejdę obok niego obojętnie. A teraz już wiem, że to mój nr2 na tej płycie. Czepił się mnie i nie chce puścić, bo jest w nim coś zabawnego i mrocznego zarazem... (8/10) 07 - Scars (The echo song) sebastian - Ballada w klimacie Depeche Mode. Na największe brawa zasługuje gitarzysta, który bardzo urozmaica swoją grę, dzięki czemu kawałek nie nudzi i wybija się lekko ponad schemat typowego przeboju radiowego. (7/10) jerzy - aż chciałoby się powiedzieć: "a teraz coś z zupełnie innej beczki". Utwór prawie zupełnie nie zbiegający się z resztą tego, co usłyszałem do tej pory. Chwilami troszkę niezborny, ale mógłby odnieść sukces komercyjny. (6/10) alexandra - ciekawy utwór, głównie za sprawą tła muzycznego, na którym nadal rozgrywa się emocjonalna rzeź. Wibrujące, dudniące dźwięki tworzą złudzenie głębi... echo? (wkrada się też akcent z Dzikiego Zachodu - tzw. patatajki, o czym nieco dalej...) (7.4/10) dusia - Kawałek, przed którym jawi się wielka kariera. Przywodzi na myśl takie stare, dobre brzmienie- przynosi powiew klasyki, szczególnie dotyczy to brzmienia gitar. Jest po prostu przejrzystym, czystym i świeżym źródełkiem wypływającym z wiekowych (rockowych) gór. (7/10) 08 - Slackjaw sebastian - Mocne, hardcore'owe uderzenie z melodyjnym refrenem, wyciętym z Ulicy Sezamkowej.(7/10) jerzy - A tym razem dla odmiany całkiem fajnie wyszły zwrotki, ale w refrenie coś się zepsuło i wyszło nu-metalowo w tym złym znaczeniu tego określenia. (5/10) alexandra - wciąż te same patenty, ostre zwrotki, bardziej melodyjne refreny. "Pity" Drowning Pool w nieco innej aranżacji. Mnie się ta aranżacja również bardzo podoba. (7.5/10) dusia - W tym utworze jest chyba jedyny tekst, w którym znalazłam cokolwiek ciekawego. Sam w swym brzmieniu jest zaś dość przeciętny, nie wprowadza nic nowego do ogólnego wydźwięku całej płyty, ale słucha się go całkiem przyjemnie... a potem równie przyjemnie nuci cichutko pod nosem. (6/10) 09 - Rabies sebastian - Wybija się ponad przeciętność swoją arabską wibracją. Tym razem z melodyki bliżej im do Flaw, niż Linkin Park. (8/10) jerzy - Miałem nadzieję, że to chwilowe potknięcie, ale tu już zrobiło się całkiem nu-metalowo. To, że zespół ogólnie trzyma niezły poziom brzmienia nie ratuje tego kawałka.(4/10) alexandra - utwór z tych nieco genialniejszych, aczkolwiek jego wersja demo - bardziej surowa, była nieco ciekawsza. Po raz kolejny wariacje muzyczno-wokalne czynią tan kawałek dość atrakcyjnym. (7.8/10) dusia - Dziwadełko... To brzmi jak muzyczna wyliczanka: podoba się- nie podoba się, podoba się- nie podoba się... u mnie zawsze wypada raczej na tą pierwszą możliwość i właściwie stwierdzam, że jest fajny, choć nie potrafię określić dlaczego. (6/10) 10 - Pancake land sebastian - Ciężka sekcja rytmiczna, podniecający riff i byle jaki refren. Świetne są za to krzyczane partie wokalne.(6/10) jerzy - znów się zrobiło "mudvaynowo". Utwór nieco słabszy od "Dummy Block", który na razie jako całość prezentuje się najlepiej, ale niewiele mu brakuje. (7/10) alexandra - mieści się w dotychczasowych schematach, jednak znów miłe rozczarowanie: niby to samo, ale nie tak samo. Dynamika, wyrazisty rytm... jak niezła jazda na koniku - wystarczy się wczuć :) Patataj... (5.8/10) dusia - Nazwałabym to "Space track". Przywodzi mi na myśl wyobrażenia prosto z powieści science- fiction. Refren to już po prostu istna międzyplanetarna podróż we śnie! Świetne przeżycie! (7/10) 11 - Flatline sebastian - Hipnotyczny, mroczny i monotonny. Ciężka zasłona ponurości jest odsłonięta tylko na chwilkę i to jedyny moment tego utworu godny uwagi.(4.5/10) jerzy - schematyczny, banalny. Znów samo dobre brzmienie nie ratuje zespołu, bo kawałek jest całkiem przeciętny. Szkoda tylko, że taka fajna solówka gitarowa zmarnowała się na taki utwór. Za nią jeden punkt wyżej w ocenie. (5/10) alexandra - nieco swingujące intro (jesteśmy zaskoczeni... - trwa to kilka sekund), potem ciężko, hałaśliwie i wrzaskliwie (nie jesteśmy zaskoczeni) i dalej już nic nas aż tak nie zaskakuje, żeby nie można było skoczyć po przekąskę albo ze śmieciami ...(4.5/10) dusia - Utwór, który jest moim wielkim odkryciem ostatnich dni! Na początku nawet nie zwróciłam na niego uwagi- teraz wyczuwam w nim niesamowitą magię! Pełno tu dziwnych i zaskakujących dźwięków, które wydają się z lekka niedopasowane, a jednak wywołują przyjemny dreszczyk emocji. I ta solówka na gitarze!!! Cudeńko! (8/10) 12 - Rubbertooth sebastian - Nie należy brać tego kawałka na poważnie. To coś zupełnie powalonego, niekomercyjnego i hardcore'owego. Wytwórnia pewnie załamała ręce, słysząc Rubbertooth. "..Diabeł jest w moim pudełku na buty..."??? Końcowe 'Fuck!' jest bardzo wymowne. (6/10) jerzy - a to jest coś oryginalnego. Utwór z jajem, pomyślany chyba jako rodzaj żartu muzycznego. Z całego albumu chyba najbardziej zapada w pamięć po pierwszym odsłuchaniu. (8/10) alexandra - piosenka o niczym? czy raczej (auto)parodia, prowokacja? od początku przywodzi na myśl S.O.A.D., krótka, szybka, zwariowana, zabawna.(6.7/10) dusia - Za każdym razem kiedy słyszę zaledwie pierwsze dźwięki tego wybryku, ogarnia mnie wściekłość i irytacja! Tylko raz (w mękach!) wytrwałam do końca i więcej nie chcę! Utwór- debilek! A tekstu to już nawet nie warto komentować...( (1/10) część III - Zawartość liryczna. Co autor miał na myśli? sebastian - Autor tekstów to wrażliwy, zbuntowany romantyk, który porzucony przez swoją miłość czuje się zawiedziony (Broken Promises), wkurzony (Bloodshot), załamany (Texas Cries) i zraniony (Scars). Odstępstwem od tych uczuć jest pogarda (Dummy Block) i cynizm (Rubbertooth). jerzy - Piosenki głównie o rozpadzie pożycia i życiu po pożyciu. Podmiot liryczny nie jest do końca zdecydowany, czy bardziej cierpi czy się wkurza z powodu zakończenia związku. alexandra - ktoś się bardzo rozczarował w kwestii uczuć... droga przez piekło zranionego serca i ludzkiego ego. dusia - Na pierwszy plan wysuwa się tutaj opis upadającego związku dwojga ludzi. Teksty pełne są wyrzutów, pretensji i żalu do drugiej osoby część IV - Ogólna ocena płyty sebastian - Płyta Element Eighty nie opuszcza mojego odtwarzacza od trzech miesięcy. Ta Teksańska Masakra Jazgotem Gitarowym okraszona została niezliczonymi, barwnymi haczykami, które uczepiły się mnie jak rzep psiego ogona. Najlepsze w tej płycie jest to, że pomimo swojego melodyjnego cukru, zachowuje swoją surowość i brud. Te właśnie wyważenie nie spodoba się hardcore'owym fanom Hatebreed, przypadnie jednak do gustu zwolennikom Linkin Park, lubującym się w cięższych brzmieniach. Zwracam uwagę na to, że wszystkie ścieżki wokalne zostały nagrane przez David'a Galloway'a. Czasami ma się wrażenie, że przy mikrofonie jest dwóch kolesi. Mamy tu też świetnego gitarzystę, który pomimo swojego fioła na punkcie tłumionych dźwięków, kombinuje i ubarwia swoją grę. Minusem są wpadające w kicz niektóre linie śpiewano-krzyczane, ogólnie jednak rzecz biorąc, jestem pod intensywnym wrażeniem.(7/10) jerzy - Element Eighty może być bardzo fajnym zespołem, jeśli pójdzie w przyszłości w stronę cięższego grania, ale jednocześnie wykorzysta w pełni wokalne umiejętności Dave'a Gallowaya - tak, jak robi to wspominany już parę razy Mudvayne czy Slipknot. Niestety w tym albumie jest jeszcze zdecydowanie za dużo papki. Żeby chociaż były to solidne melodie, ale zostały wstawione chyba tylko po to żeby być, a nie dlatego, że są coś warte. (6/10) alexandra - Album świeży, naelektryzowany, bardzo bardzo dynamiczny, a nawet porywający i mimo swojej ciężkości melodyjny, rytmiczny. Doskonały dla osób, które lubią poskakać i pokrzyczeć. Element Eighty udało się połączyć ten bardziej komercyjny aspekt rocka z cięższym, agresywnym brzmieniem nie osiągając przy tym efektu mdławego kiczu, tudzież męczącego bełkotu. Jest to album z pomysłem, w każdym utworze można znaleźć coś ciekawego, a całości łyka się bez trudu jednym haustem. (7.5/10) dusia - Strona liryczna tej płyty rozczarowuje (mała ilość wielokrotnie powtarzanych słów o dość banalnym wydźwięku- czyli nic nowego w tym temacie). Jeśli zaś chodzi o stronę muzyczną zaletą jest fakt, że może się spodobać wielbicielom cięższych brzmień. Według mojej opinii, jest to naprawdę miła w odbiorze dżungla dzikich dźwięków! Jednak zachwycona nie jestem... nie znalazłam tu żadnego arcydzieła, nic mną nie wstrząsnęło (7/10) Zobacz statystykę tej recenzji |