RECENZJA

powrót do głównej strony ARrecenzji
Recenzje od A do Z
Zobacz jakie jeszcze płyty zostały zrecenzowane przez Active Rocka

Kim są recenzenci??
Poznaj zaszczytne grono recenzentów. Dowiedz się kim są, co uwielbiają, a czego nie znoszą....

Active Rock Komis
Używane, oryginalne płyty sprowadzane ze Stanów. Pomożemy Wam je zdobyć...

Active Rock Lista
Aktualne notowanie Active Rock Listy. Jest to najlepsza strona nawigacyjna na activerock.prv.pl, znajdziecie tam przy utworach linki do mp3, oficjalnych stron, wywiadów, tekstów, wideoklipów, sylwetek na active-rock'u i ostatnich newsów...

powrót do głównej strony ARrecenzji
SHINEDOWN
Leave A Whisper
original release date 15.07.2003
(official Site)
(Active Site)
(Leave A Whisper lyrics)
(Wywiad - Brent Smith)
(Brazilian Fan Site)


na skróty
część II - Zawartość muzyczna
01 - Fly From The Inside
02 - Left Out
03 - Lost In The Crowd
04 - No More Love
05 - Better Version
06 - Burning Bright
07 - In Memory
08 - All I Ever Wanted
09 - Stranger Inside
10 - Lacerated
11 - Crying Out
12 - 45
Co autor miał na myśli?
Ogólna ocena płyty
Statystyka



część I - Podobieństwa, z czym ci się kojarzy ta płyta?

sebastian - Ciężkie rockowe granie. Wokalnie - Soundgarden + U.P.O.

jerzy - Tool, Alice in Chains, Godsmack, System Of A Down... zależy który utwór się włączy.

alexandra - Soundgarden - Audioslave, Tantric, Soil, nieco Creed'a i inne, o czym in part II.

dusia - Osobiście porównuję brzmienie jednych kapel do innych, tylko wtedy, kiedy podobieństwa wręcz atakują moje uszy, a tym razem na pewno tak nie jest. Jeśli natomiast chodzi o skojarzenia poza muzyczne to ta płyta jest jak... czarne kruki.

część II - Zawartość muzyczna

01 - Fly From The Inside

sebastian - Ten kawałek jest dowodem na to, że nie trzeba grać najciężej na świecie by zdmuchnąć słuchacza pokładem nagromadzonej w utworze energii. Powala swoim potencjałem. Przygniata znakomitą melodią. Miażdży wokalem Brenta. (9,5/10)

jerzy - Dobrze zagrane, mocne, konkretne. Jest na czym zaczepić ucho. Trochę mało spójne wewnętrznie. (6/10)

alexandra - można powiedzieć, że to "odlotowo" fajny kawałek. Porywa od pierwszego wysłuchania i... raczej tak już pozostaje na dłuuugie długie miesiące. Usłyszałam od niejednej osoby "rany, czuję się jakbym miał(a) wzlecieć w powietrze!" po zaprezentowaniu tego energetycznego i emanującego wewnętrzną wolnością arcydziełka. (9.5/10)

dusia - Cudowna świeżość dźwięku! Dopracowany pod każdym względem, dociera do wnętrza i mocno trąca o struny uczuć. Tworzy idealny nastrój dla wspomnień. (9/10)

02 - Left out

sebastian - Gitary są nadal ciężkie, Brent nadal się wydziera, a mimo to wieje nudą jak cholera. (4/10)

jerzy - Świetny kawałek, kojarzący się z Toolem (szczególnie riff i bębny). Płynne przejścia - chociaż utwór jest zróżnicowany wewnętrznie, zachowuje spójność. (8/10)

alexandra - klimatem przypomina (oprócz Soundgarden) Days Of The New z okolic ich drugiego albumu. Przyznam, że po kilku(nastu) ładnych przesluchaniach charakterystyczny refren tej piosenki trochę się mnie uczepił. W odniesieniu do całej płyty są tutaj elementy, które nie powtarzają się w innych utworach, co w tym przypadku oceniłabym na plus. (5/10)

dusia - Od fragmentu: "I know that you need to get even..." przez moment naprawdę interesujący. Tak poza tym... nic specjalnego, taka szarość codzienności. (5/10)

03 - Lost in the crowd

sebastian - Taka sobie balladka, przy której jedni sobie ponucą, drudzy się zastanowią nad przesłaniem, a inni po prostu pójdą spać. (5/10)

jerzy - Solidnie wykonana ballada rockowa - coś w pół drogi między Staind, a Alice in Chains. Oba te zespoły pewnie zagrałyby to lepiej, ale żaden z nich nie powstydziłby się utworu jako takiego. (7/10)

alexandra - zwalniamy tempo, panie i panowie, choć mocny, potężny - można rzec - wokal burzy nieco spokój tej rockowej ballady. Niestety jest ona bardzo schematyczna, ze "wzorcową" solówką po 2 minutach z kawałkiem i właśnie przez tę swoją schematyczność i przewidywalność jest niezbyt... podniecająca. (3.5/10)

dusia - Piękna melodia, szczególnie w refrenie! Do tego jeszcze taka ładna solóweczka na gitarze podchodząca pod stary, dobry rock. (7/10)

04 - No more love

sebastian - Najpierw zobojętnił mnie wobec siebie swoją prostotą, potem zainteresował różnorodnością (pomimo tej prostoty), a następnie brutalnie dopadł ujmując swoją lekko-rozwianą zwrotką i potężnym refrenem. (7.5/10)

jerzy - A to skąd się tu wzięło? Ludzie, nie zapychajcie obiecującego albumu podobnym kitem! Wypieram z pamięci i jadę dalej. (3/10)

alexandra - tu z kolei mamy dziwny twór: z jednej strony ciekawe liryki, wpada w ucho i przez jakiś czas jest fajnie, z drugiej strony po kilku przesłuchaniach powtarzający się wrzask "there's no more love" zaczyna irytować i ma się ochotę użyć fast forward. (4.5/10)

dusia - Żywiołowy, energetyczny, dobrze pomyślany. Aż ma się ochotę pogłośnić ten kawałek do granic wytrzymałości sprzętu i rozkręcić nawet jednoosobową imprezę! (8/10)

05 - Better version

sebastian - Początek kojarzy mi się z 'Like a stone' Audioslave. Jedna z tych pieśni, które niczym specjalnym się nie wyróżniają, ale słucha się bardzo przyjemnie. (6/10)

jerzy - Fajna w zwrotkach, ale między nimi słabizna. Zacytuję: "How about a better version?" - poproszę coś lepszego. (5/10)

alexandra - z początku mamy wrażenie, że zaplątała nam się w odtwarzaczu płyta Audioslave i właśnie wybrzmiewa "Like a stone"... Pomimo, iż generalnie znów dość schematycznie i prosto to może utkwić na dłużej w pamięci. (7/10)

dusia - Od początku wpada w ucho i dociera aż do serca, tam już pozostaje... Taki granatowy, wzburzony ocean. (8/10)

06 - Burning bright

sebastian - Balladka w stylu 'Lost in the crowd'. Musiałem się sporo wynudzić przy tym utworze, by w końcu przestał mnie denerwować swoją ospałością, refren nawet polubiłem. (5.75/10)

jerzy - No proszę, ballady im wychodzą. Druga po "Lost in the Crowd" piosenka do pokołysania albo podołowania się. (6/10)

alexandra - rockowa ballada oparta na starych sprawdzonych wzorcach, tym niemniej bardzo dobrze zaśpiewana. Słuchając tej pieśni najlepiej się do czegoś :) przytulić (no,ostatecznie "z braku laku" do samego siebie) i kołysać się, zapomniwszy o przyziemnych, nieistotnych sprawach, np. o tym, że jest paskudnie i zimno a autobus powinien przyjechać już 20 minut temu... (wiem z autopsji:) (6.5/10)

dusia - Jak dla mnie przesadnie spokojny i nudny utwór. Zazwyczaj przemyka przez mój umysł nie pozostawiając żadnego konkretnego wrażenia. Jedynym elementem, który zwrócił tu moją uwagę jest wokal. (4/10)

07 - In memory

sebastian - Jedyny utwór na płycie, w którym Brent zaczyna śpiewać zwrotkę "na wysokich nutach". W rezultacie w refrenie chłopak śpiewa tak wysoko, że uszy krwawią. Pozwala to doskonale wczuć się w dramatyzm kawałka. (8/10)

jerzy - W tym kawałku chyba za bardzo cały zespół chciał się wykazać. Gdyby został zagrany oszczędniej, mógłby być nawet niezły, a tak to tylko kolejna przeciętna papka. (4/10)

alexandra - przypomina nieco creedowskie klimaty. Trzeba jej kilka razy posłuchać, aby wpadła w ucho. Dość przyjemna. I tyle. (4.5/10)

dusia - Fajna i miła dla ucha kompozycja dźwięków. Ciekawy jest tu tzw. mostek, stanowi najmocniejszy punkt tego kawałka. (6/10)

08 - All I ever wanted

sebastian - Najgorszy utwór na płycie. Prymitywny refren, którego nie mogę ścierpieć. Poza tym znowu wieje nudą, mało emocji, brak czegoś, co pozostaje w pamięci i nie daje spać po nocach. (2/10)

jerzy - Tym razem przy balladce podwinęła się noga. Mogło być fajnie, ale refren jest jakiś taki... niedorobiony. Może gdyby wokalista z niego więcej wycisnął. (5/10)

alexandra - uparcie nasuwa mi skojarzenia z panem Chrisem Cornelem, sama nie wiem dlaczego uparcie:) Tradycyjnie i rockowo - niczym tu nas chłopcy nie zaskakują, ale z analizy całej płyty wynika, że nie o zaskakiwanie słuchacza im chodziło... Mnie się jednak ten kawałek podoba, przywodzi na myśl "stare dobre czasy". (7/10)

dusia - Idealne tło muzyczne, genialny wokal! W zwrotkach delikatny i pełen ciekawostek, w refrenie i mostku mocniejsze, kontrastowe uderzenie. Za każdym razem kiedy go słucham znajduję coraz to nowsze, interesujące elementy. Barwny kameleon... (7/10)

09 - Stranger inside

sebastian - Zaczyna się jak 'In memory', potem jest zupełnie tak samo jak w 'Better version'. Na tym etapie słuchania płyty ten utwór może znudzić wybrednego słuchacza, który chciałby, żeby panowie z Shinedown czymś go zaskoczyli. Nic cię tu nie zaskoczy drogi słuchaczu. Może tylko ci się spodobać wpadająca w ucho melodia. (5/10)

jerzy - Na początku niebezpiecznie zajechało Zespołem Znanym Kiedyś Jako Metallica. Później zrobiło się na dodatek mdło. Nie ma nic w tym utworze godnego uwagi. (3/10)

alexandra - przewidywalnie, żeby nie powiedzieć...schematycznie... Jakoś nic ciekawego nie mam do powiedzenia na temat tej pozycji, jest taka...trochę nijaka. (4/10)

dusia - Tekst dotknął mnie do żywego... na dodatek dobrze współgra z muzyką. Jeden z tych utworów, który w trakcie słuchania w tajemniczy, lekki sposób poprawia kondycję psychiczną. (8/10)

10 - Lacerated

sebastian - Tutaj w końcu mamy coś co nęci, i nie daje spokoju. Charakterystyczne bębny, uderzający w pierś przed-refren i Alice In Chain'sowaty chorus, którego przeciągane sheeee laceraaaaaaaaated meeeeeeee może człowieka zażenować, a mnie akurat się podoba. (7/10)

jerzy - Wreszcie coś porządnego. Świetny refren, całość chwilami podchodzi pod Toola albo APC z czasów "Mer De Noms". (7/10)

alexandra - ten utwór ma jakby inną rytmikę niż cała reszta, dzięki temu wyróżnia się "z tłumu". Oczywiście po 2 minutach z kawałkiem, panie i panowie...tak! solóweczka. Można niemal regulować zegarki. (5.5/10)

dusia - Dość wyrazisty, ale jednak nie na tyle by ogrzać serce. (6/10)

11 - Crying out

sebastian - Gitarzysta postanowił nieco inaczej wykorzystać swoje wiosło. Ciekawie mu to wyszło w zwrotce. Po pierwszym przesłuchaniu płyty najbardziej zapadł mi w pamięć właśnie ten kawałek. Odstaje nieco od reszty. (7.5/10)

jerzy - Sully z Godsmacka lepiej śpiewa takie utwory - potrafi z nich wycisnąć więcej emocji. (5/10)

alexandra - zaczyna się jak Paradise Lost z późniejszej swojej twórczości. Im dalej tym nabiera większego rozmachu i wpada w ucho czy się tego chce czy nie. I uwaga! Nie jest tak schematyczna!!! Tego nie można nie docenić.(7.1/10)

dusia - Gigantyczny zastrzyk energii!!! Kolejny poprawiacz nastroju! Genialny na imprezę! Kocham takie kawałki!!! (9/10)

12 - 45

sebastian - Zdecydowanie najlepsza balladka na albumie. (8/10)

jerzy - Na zakończenie kolejna dobra ballada, tym razem w stylu System Of A Down. Jeden z najlepszych, najbardziej emocjonalnych kawałków z całego albumu. (8/10)

alexandra - bardzo bardzo dobry utwór. Naprawdę kawał świetnej roboty. "Niespokojnie spokojna", liryczna, ale dynamiczna i pełna mocy opowieść o wewnęrznej ludzkiej samotności, która z jednej strony zabija, a z drugiej pozwala przeżyć i pozostać sobą. Zatem wydźwięk ma w efekcie pozytywny. To jeden z tych muzycznych klejnocików, który długo się nosi w głowie i serduchu.(8.8/10)

dusia - Wiele razy ten utwór mocno mnie wzruszył...Jest w nim duża dawka głębokiego smutku. Byłaby to właściwie zwykła ballada gdyby nie cudowny moment kulminacyjny Wzmagający napięcie- przy przejściu zwrotki w refren! (10/10)

część III - Zawartość liryczna. Co autor miał na myśli?

sebastian - "wszystko, czego chciałem to miejsce, które zwałbym domem, by chroniło mnie, gdy tam jestem, i bym tęsknił za nim, gdy odejdę". - All I Ever Wanted

jerzy - Kiedy wszystko się wali, wciąż jeszcze pozostaje cień nadziei, że coś da się uratować

alexandra - Samotność wśród ludzi. Przez duże "S". Towarzyszy nam ona w każdej chwili naszego życia, w rodzinach, w związkach mniej lub bardziej intymnych i w rezultacie zawsze zostajemy sami ze swoimi problemami i rozterkami. Mimo to z uporem szukamy bratniej duszy, miłości, akceptacji...a co jeśli jedyną drogą, aby osiągnąć szczęście jest pogodzenie się z tym "brzemieniem" i szukanie światła wewnątrz samego siebie?

dusia - tęsknota za odnalezieniem siebie w świecie: własnego domu, bliskich osób, prawdziwego "ja"; tęsknota za życiem bez kłamstwa, obłudy, pozorów i złych wspomnień; próba walki z przeciwnościami losu;

część IV - Ogólna ocena płyty

sebastian - Gdy zafascynowany singlem 'Fly from the inside' po raz pierwszy sięgnąłem po tą płytkę spodziewałem się, że grupa będzie umiała lepiej wykorzystać swój potencjał. Nie potrafię słuchać tego albumu w całości, ta płyta jest nie równa, niektóre kawałki kocham, inne wręcz przeciwnie. Największą zaletą Shinedown jest ich wokalista Brent Smith. Facet zapewne wpędził w kompleksy już niejednego śpiewaka. Siła jego głosu jest potężna i przejmująca. Album zaś raz rozkołysze raz przynudzi. Szkoda, bo zespół naprawdę jest godny polecenia. Z niecierpliwością będę czekał na kolejny ich krążek. (6/10)

jerzy - Szkoda, że to tak nierówny album. Odnoszę wrażenie, że Shinedown wciąż jest na etapie poszukiwania własnego stylu i dociera do niego metodą prób i błędów. Szczególnie wokalista, Brent Smith, nie do końca chyba wie jak chce wyrazić to, co ma do przekazania. Teksty są niebanalne, brzmienie dobre. Jeżeli zespół pójdzie w dobrym kierunku, będzie to w ciągu paru lat jedna z najciekawszych kapel metalowych. W przeciwnym razie, pozostanie tylko żal po straconej szansie. (7/10)

alexandra - Generalnie rzecz ujmując... jest to album mało nowatorski, raczej schematyczny, co nie znaczy, że do bani. Na szczególną uwagę zasługuje wokalista zespołu, Brent Smith, którego głos potrafi poruszyć i bez wątpienia wyróżnia się bardzo pozytywnie wśród młodych rockowych wokali (polecam wysłuchanie kawałków live, które można dorwać w sieci...). Wracając do całej reszty - album jest jak najbardziej "dla ludzi", wyśrodkowany jeśli chodzi o ciężkość brzmienia, spójny, tylko, że... no właśnie: nie wywołuje objawów obsesyjnego przywiązania, ani też nie dostarcza dużej ilości ekstatycznych przeżyć. Jednym słowem może się znudzić. Tym niemniej utwór rozpoczynający płytę jak i utwór ją kończący mogą zaliczać się do kultowych i są najlepsze według mnie. Ameryki chłopcy nie odkryli, ale dziś nie jest to ani łatwe ani częste. Więc może jednak warto nacieszyć ucho Shinedown, nawet jeśli po miesiącu czy dwóch odłożymy CD w objęcia kurzu na półce... (6/10)

dusia - Ta muzyka nie współgra z moją duszą, ale mimo to uważam, że jest to płyta godna polecenia! Bardzo spójna dźwiękowo, może trochę za mało zróżnicowana, ale prezentująca pewien ciekawy i oryginalny sposób grania. To co przede wszystkim należy tu docenić to wokalny majstersztyk! Takiej siły głosu nie da się usłyszeć nigdzie indziej! Podsumowując: płyta dla każdego, kto był pod wrażeniem pierwszego singla: "Fly from the inside". (7/10)

Zobacz statystykę tej recenzji