RECENZJA

powrót do głównej strony ARrecenzji
Recenzje od A do Z
Zobacz jakie jeszcze płyty zostały zrecenzowane przez Active Rocka

Kim są recenzenci??
Poznaj zaszczytne grono recenzentów. Dowiedz się kim są, co uwielbiają, a czego nie znoszą....

Active Rock Komis
Używane, oryginalne płyty sprowadzane ze Stanów. Pomożemy Wam je zdobyć...

Active Rock Lista
Aktualne notowanie Active Rock Listy. Jest to najlepsza strona nawigacyjna na activerock.prv.pl, znajdziecie tam przy utworach linki do mp3, oficjalnych stron, wywiadów, tekstów, wideoklipów, sylwetek na active-rock'u i ostatnich newsów...

powrót do głównej strony ARrecenzji
SHINEDOWN
Us And Them
original release date 04.10.2005
(official Site)
(Active Site)
(Leave A Whisper lyrics)
(Wywiad - Brent Smith)
(MySpace)


na skróty
część II - Zawartość muzyczna
01 - Dream
02 - Heroes
03 - Save Me
04 - I Dare You
05 - Yer Majesty
06 - Beyond The Sun
07 - Trade Yourself In
08 - Lady So Divine
09 - Shed Some Light
10 - Begin Again
11 - Atmosphere
12 - Fake
13 - Some Day

Co autor miał na myśli?
Ogólna ocena płyty
Statystyka



część I - Podobieństwa, z czym ci się kojarzy ta płyta?

sebastian - Audioslave, Jimi Hendrix, Led Zeppelin i Lynyrd Skynyrd. Próba przywrócenia klasycznego rockowego brzmienia z kilkoma hitami w stylu '45' i 'Simple man', które sprawią, że bez echa ten album nie przejdzie.

alexandra - Przy poprzednim albumie Shinedown było dla mnie mieszanką różnych skojarzeń muzycznych. Dzisiaj już prawie tego nie słyszę, bo Shinedown jest teraz dla mnie muzyczną wartością samo w sobie. A ten album... cóż - generalnie jest bardziej "radio friendly" niż "Leave a whisper". Czy to lepiej czy wręcz przeciwnie - oceńcie sami.

dusia - Audioslave+ Tantric+ Country+ trochę odgrzewanej klasyki z lekkim zefirkiem nowej fali.

część II - Zawartość muzyczna

01 - The dream

sebastian - fajny dzieciak... to córka Tony'ego Battagli'a (producenta), która czyta poemat Brent'a Smith'a (wokalisty).

alexandra - niezły pomysł, mnie zaciekawiło co ta dziewczynka ma do powiedzenia.

dusia - Ciekawy pomysł na rozpoczęcie albumu. Mała dziewczynka wygłasza w elegancki sposób przemówienie, w którego ostatnim zdaniu przekonuje nas, że słuchamy snu..

02 - Heroes

sebastian - Powiedziałbym, że to cover jakiegoś rockowego utworu z lat 70' w wykonaniu Chris'a Cornell'a i Audioslave. Trudno określić ten kawałek mianem nowoczesnego rocka, tutaj Shinedown zabierają nas w podróż do przeszłości, i takich wypraw będzie na tej płycie więcej. (6/10)

alexandra - już na początku muzycznej podróży jest energetycznie i ciężko, wita nas szybko wpadający w ucho riff. Niby "klasycznie", bez żadnych specjalnych eksperymentów konstrukcyjnych, ale w sumie w porządku. (6/10)

dusia - Miał to być chyba z założenia utwór dość ciężki.. No i jest dość dynamiczny- takie "wszystko gra". Jest kilka fajnych fragmentów. Zazwyczaj jest to jakaś z lekka urozmaicona gitarka a już napewno dobrze znany, rozpoznawalny wspaniały wokal. Ale w sumie to jednak za mało jak na mój gust. Bez polotu. (6/10)

03 - Save me

sebastian - Zupełnie niespodziewałem się takiego utworu po Shinedown. Buja zupełnie inaczej niż reszta, mieni się kolorami przepięknej melodyki, od reszty albumu odstaje na kilometr i na czole ma wypisane "singiel numer jeden". No i te wokale Brent'a... (9.5/10)

alexandra - diament tego albumu - pierwszy singiel, bardzo wyważony, ale szybki, mocny. Ewoluuje z minuty na minutę, rozkręca się jak karuzela łańcuchowa, żeby nas ostatecznie wbić swoją ogromną siłą w siedzenie. Skomponowany jak świetny kryminał, z narastającym napięciem i pełnym dramatu finałem + popis wokalny (szczególnie partia "why...yyy") Brenta. Obok tego utworu nie da rady przejść obojętnie. (9.5/10)

dusia - Ten utwór ma w sobie niewątpliwie wiele czaru, którego zabrakło jego poprzednikowi. Barwa głosu Brent`a zyskuje jakąś dodatkową iskrę i ciepło brzmienia. Save me to bomba wybuchająca barwną, pozytywną energią. Świeża gitarowa bryza. (9/10)

04 - I dare you

sebastian - Przy pierwszym przesłuchaniu szok. Utwór bardziej brytyjski niż amerykański, zabarwiony popową melodyką. Z pewnością nie powstydziłby się go Elton John w swoim repertuarze. Bardzo łatwo jednak się do niego przywiązać, a po kilkukrotnym przesłuchaniu albumu okazuje się jednak, że to jeden z błyszczących fragmentów tej płyty. (8/10)

alexandra - początek nasuwa mi skojarzenie z Pearl Jam z czasów "Learn to fly" - delikatne gitarki, spokojna "opowiadająca" zwrotka z melodyjnym śpiewnym przejściem do dynamicznego, wzbijającego się pod niebo refrenu. To jakby wędrówka przez góry (efekt echa w zwrotkach) aż na sam szczyt, gdzie rozpościerający się widok i przestrzeń sprawia, że czujesz się wolny. Absolutny hit radiowy. For all audiences. (9/10)

dusia - Także świeży i zwiewny tyle że w zupełnie innym, jak dla mnie zbyt lukrowym stylu. Przy tej melodii kwiatki mogą zakwitać nawet w zimie...:-/ I to słodkie "hello" prwie wyprowadza mnie z równowagi. Nie twierdzę, że ten kawałek jest bezwartościowy, ale ja zdecydowanie nie potrafię się do niego przekonać. (4/10)

05 - Yer majesty

sebastian - Powracamy do żwawszych pieśni, czyli tych z kategorii otwierającego 'Heroes'. Tutaj mamy jeden z tych lekko irytujących refrenów, które serwowane były również na 'Leave a whisper'. Wszystko tutaj przemija nie wywołując głębszych odczuć. Nawet solówka, która wtapia się w hałas niezauważona. (4/10)

alexandra - od początku do końca mkniemy z prędkością światła pustą autostradą gdzieś w okolicach Wielkiego Kanionu... Około drugiej minuty chwila na złapanie odrobiny oddechu zanim ponownie rozpędzona machina zatrzyma się kilka centymetrów nad przepaścią. Mnie się ta "przejażdżka" nawet podoba. (6.5/10)

dusia - Country-metal w bardzo szybkim tempie :D Jest w nim jakaś niezwykle miła dla moich uszu zadziorność brzmienia. To takie zamglone, zalotne spojrzenie w kierunku słuchaczy. Kokieteria i odrobina erotyzmu w zwrotkach. Tętniąca życiem, rozświetlona wieczornymi barwami ulica. (7.5/10)

06 - Beyond the sun

sebastian - Po hałaśliwym 'Yer majesty' przychopdzi ufff... wyciszenie. Piękna ballada, coś w stylu 'Burning bright', z akustyczną gitarką i subtelnym wokalem Brent'a Smith'a. Jakoś nie wyobrażam sobie, by nie został wydany na singlu. (7/10)

alexandra - pierwszy prawdziwie balladowy fragment wycieczki po "Us & them". Zalana słońcem łączka to nie jest i dobrze, to raczej chwila samotności podczas długiego spaceru ulicami miasta pogrążonymi w pochmurnej zadumie deszczowego dnia. (7.2/10)

dusia - Ballada utkana z bardzo melancholijnych, przygnębiających dźwięków. Wyciskacz łez na miarę "45" z poprzedniego albumu. Podniosły, poważny, nie jest żadnym odkryciem, ale podbija.. szczególnie linia wokalna i ciężka gitara wzmagająca napięcie tuż przed refrenem. (7/10)

07 - Trade yourself in

sebastian - O niebo lepszy od 'Yer majesty'. Na początku może wyda się mało interesujący, ale gwarantuję, że po nastu przesłuchaniach albumu, urośnie na was. Znowu silnie kojarzy mi się z czymś z tamtych lat. Z duchem tych czasów, kiedy muzyka znaczyła coś więcej. (8/10)

alexandra - wyraźnie, mocno akcentowany muzycznie i wokalnie kawałek. Niezwykle rytmiczny z równie wyrazistym riffem przypomina bieg będący wyrazem osobistej wolności i buntu przeciwko obłudzie i życiu wedle ściśle wyznaczonych przez społeczeństwo zasad. Potrafi przykuć uwagę, oj potrafi. (7.5/10)

dusia - Moja miłość od pierwszego usłyszenia! Utwór charakterystyczny do bólu! Pokręcona osobliwość tego albumu. Zaczyna się gitarową zabawą ze spontanicznym przerywnikiem. Najpierw bardzo prostą, potem nieco rozbudowaną. W refrenie gitarka brzęczy jak mucha stanowiąc tło dla wokalnej ekspresji Brent`a. WSZYSTKO BRZMI TAK JAK POWINNO! Mój kochany muzyczny kiciuś :] (9.75/10)

08 - Lady so divine

sebastian - Masterpiece. Siedem minut doskonałej muzy, klasyki na miarę Led Zeppelinów. Dźwięki tego tworu jakby zaklęte w czasie, mają w sobie posmak grania po barach dla publiczności o wysublimowanych gustach, posmak Hendrixowskiej wirtuozerii, i czystą rockową autentyczność. Ma się poczucie obcowania ze sztuką. (9/10)

alexandra - przenosimy się w rozległy plener, w nieco zamglony, choć słoneczny dzień - na konną przejażdżkę. Galopujemy śmiało przez łąki, ale nastrój się zmienia, słońce zachodzi, robi się coraz ciemniej, wkrótce niebo pomrukuje zasnute ciężkimi chmurami. Nadeszła burza, więc ponownie zrywamy się do galopu, tym razem szukając schronienia. Ciekawy epicki utwór. (7.5/10)

dusia - Tajemnicze wnętrze ciemnej, mokrej jaskini. Utwór niejednolity i przedziwnie urozmaicony posklejanymi gitarowymi solówkami.. Jak ze ścieżki dźwiękowej do jakiegoś pokręconego azjatyckiego filmu obyczajowego (7.5/10)

09 - Shed some light

sebastian - Smyczki, gitara akustyczna i Brent, jeden z najwspanialszych śpiewaków obecnej sceny rockowej, czegóż chcieć więcej. Tembr jego głosu wzbija się tak wysoko, że z pewnością skruszy niejedno twarde serce. Świeczki w oczach. (9/10)

alexandra - druga ballada, dużo bardziej nastrojowa od “beyond the sun", bardziej surowa, niemal unplugged z cudownymi akcentami skrzypcowymi. Jej urok jest niemalże zniewalający. A te chórki pod koniec... Wnętrze pogrążone w półmroku, kilka migocących płomieni świec. Perełka. (9.5/10)

dusia - Zakochałam się w tej balladce po uszka same :] Jakże urokliwa jest jej akustyczna prostota! Jak słodko rozbraja to smyczkowe cudeńko w tle. Nic dodać nic ująć- miodzio. (8/10)

10 - Begin again

sebastian - Średni utwór, z o wiele bardziej wciągającą zwrotką niż refrenem. Bardzo ciekawe darcie Brent'a w połówce, jakby sugerujące, że chcieli chłopaki wsadzić w ten utwór więcej emocji niż im się udało. (4/10)

alexandra - początek trylogii takiej nieco przeciętnej muzycznie w porównaniu z tym, czego dotychczas doświadczyliśmy - znów szybciej i brudniej... przemierzamy ulice, powoli przesiąkając toksycznym powietrzem pełnego wrogiego zobojętnienia, niepokoju i agresji wielkiego miasta... (5.5/10)

dusia - Intrygująca ciężka burzowa chmura.. niestety dość szybko rozwiał ją nie do końca przyjemny wiaterek refrenu. Kawałek podprawiony szkoda tylko, że troche zbyt skromnie. Za to pojawia się tu swego rodzaju ciekawostka: dziki krzyk w wykonaniu Brent`a, którego wcześniej nie mieliśmy okazji słyszeć :) (6/10)

11 - Atmosphere

sebastian - Tutaj słyszę zarówno Lenny Kravitz'a, jak i Jimmy Hendrix'a. Nie wiem dlaczego mam wrażenie, że chłopaki świetnie się bawią grając ten numer, a jego jedynym odbiorcą z założenia ma być osoba w barze zajęta swoim kotletem. (5.5/10)

alexandra - ...z ulicy uciekamy do wnętrza najwyższego w mieście budynku, aby z samej góry spojrzeć jeszcze raz na dziwny spektakl życia toczący się na dole i wyrzucić z siebie negatywną energię, nabrać dystansu... (5.8/10)

dusia - Znowu country-metal :) Kawałek trochę w stylu Tantric`a, za co u mnie zyskuje dużego plusa. Raczej na tak, raczej odbieram wypracowany tu klimacik pozytywnie, ale do ideału droga daleka- niedoszlifowana błyskotka. (7/10)

12 - Fake

sebastian - Świetne intro, można odczuć siłę lekko drżącego głosu Brent'a. Muzycznie oczywiście w stylu retro, tym razem jednak bardziej melodyjny i wkręcający kawałek, który posiada jakiś swój wewnętrzny urok. Tak... szczególnie refren jest bardzo uroczy. (6.5/10)

alexandra - ...teraz, gdy czujemy się lżejsi, wracamy na dół, ale tym razem idziemy już z podniesioną głową, pewniejszym krokiem i z przebłyskami radości na twarzy. (the end)(5.5/10)

dusia - O jak wesoło! Shinedown tańczy i śpiewa i pląsa i podryguje..:-/ Refren totalnie banalny. Jedyne dwa motywy, które były mnie w stanie zaciekawić to ten, który jest tuż przed refrenem oraz to chwilowe piłowanie gitary umiejscowione koło drugiej minuty. Rozciągnięty, poszarpany sweter (5/10)

13 - Some day

sebastian - Szok porównywalny do tego przy 'I dare you'. Kolejny Elton John. I podobnie jak przy tamtym kawałku, jak pogodzimy się już z tym, że Shinedown lubią sobie zaballadzić niczym w Radio Pogoda, wychodzi, że to całkiem niezła piosenka jest. (6/10)

alexandra - siedząc na starość w fotelu będziemy wspominać pełną życia i naładowaną emocjami młodość... balladkowy utwór, na tle pozostałych dwóch nic specjalnego, jednak całkiem miło się go słucha..(6.2/10)

dusia - Moja siostra mówi na ten kawałek "łączka i chłopcy w wianuszkach". Twierdzi także, że odnajduje w nim mnóstwo radości i pozytywnej energii. Na moje pytanie jak chciałaby go ocenić odpowiedziała bez zastanowienia.. 10! Cóż, siostry jak widać mają różne gusta, a ten kawałek wzbudza różnorodne zindywidualizowane odczucia. Dla mnie to krówka ciągutka co przykleja się do ząbków jest za słodka i zbyt kleista. Nie potrafie się przekonać. (5/10)

część III - Zawartość liryczna. Co autor miał na myśli?

sebastian - Heroes (wielcy muzycy odchodzą, ale nadal żyją we mnie), Save me (zatracam się w narkotykach, ratuj mnie), I dare you (kogo słuchasz? anioła, czy diabła?), Yer Majesty (nie bądź taka zarozumiała), Beyond the sun (zakochajmy się!), Trade yourself in (uśmiechnij się!), Lady so divine (ona mnie wyzwoli), Shed some light (potrzebuję Twego światła), Begin again (demony rzeczywistości), Atmosphere (demony społeczeństwa), Fake (demony sławy), Some day (kocham cię, przepraszam cię)

alexandra - obłuda, zakłamanie, sprzedawanie samego siebie, brak wiary, życie według bzdurnych reguł, które nie pozostawiają miejsca na prawdziwe emocje, na poszukiwanie siebie i swojego sensu istnienia - na najważniejsze elementy składające się na bycie człowiekiem. I, w końcu, najważniejsze, choć bardzo trudne zadanie : jak przejść przez życie i pozostać człowiekiem...

dusia -
"Mam nadzieję, że wciąż szukasz początku, który nie ma końca"
"I proszę ocal mnie jeśli możesz
Przed bluźnierstwem w mojej krainie marnotrawstwa"
"Jeden mówi tak, drugi mówi nie
Zdecyduj- który głos chcesz zachować w swojej głowie"
"Zmień siebie w ideał
Nikt nie musi wiedzieć że czujesz się zniszczony"
"Teraz widzę wyraźnie, którą drogą pójść
Pamiętam jak spadłem z wysoka
I przywołuje to jaki byłem"

część IV - Ogólna ocena płyty

sebastian - Shinedown zrobili płytę nawiązującą do classic rocka - Led Zeppelin, Jimi Hendrix, Lynyrd Skynyrd, słychać w riffach bluesowe zagrywki, wszystko bez udziału nowinek technicznych, czyste, proste, autentyczne. Ten jammik jest miejscami jałowy (Atmosphere, Begin again, Yer majesty), miejscami wciągający (Lady so divine, Trade yourself in). W tę konwencję wplecione zostały hiciory radiowe (Save me), ballady standardowe (Beyond the sun, Shed some light) i dwa utwory z innej beczki, w estetyce Edyty Bartosiewicz i Eltona John'a (I dare you, Some day). Po raz kolejny grupa zaserwowała nam płytę, gdzie jedna piosenka jest fantastyczna, parę utworów naprawdę fajnych i reszta taka sobie. Może jednak chłopaki mieli za mało czasu na ochłonięcie po trwającej 23. miesiące trasie koncertowej i dwutygodniowa przerwa okazała się zbyt krótka... Wokal Brent'a jak zwykle rządzi, ale wydaje się, że najlepszą płytą Shinedown będzie "The Best Of". (6/10)

alexandra - Ogromnym atutem Shinedown jest oczywiście wokal Brenta Smitha. Minęły 2 lata od wydania "Leave a whisper" i nadal bardzo bardzo niewielu wokalistów może się z nim równać. Chłopcy troszkę rozwinęli skrzydła, ta płyta jest bardziej urozmaicona od pierwszej mam wrażenie. W zasadzie żaden utwór nie skłania mnie do użycia fast forward, nie ma bardzo rażących dłużyzn czy szalenie irytujących przekombinowań. Momentami zupełnie nie jest porywająco (szczególnie przy końcu brakuje "tego czegoś"), jednak raczej zawsze poprawnie, więc chyba martwić się przyszłością tego zespołu nie trzeba... no chyba, że Brent zechce opuścić jej szeregi... ale póki co, jeśli uda im się na każdym wydawnictwie umieścić dziełka z takim kopem jak "save me", tak wzruszające jak "shed some light" , tak melodyjne jak "I dare you" i tak epickie jak "lady so divine" - nie znikną ani z radiowych anten ani z serc i umysłów fanów. Amen. (7.3/10)

dusia - Czekałam na ten album rozpalona ciekawością i zaintrygowana pierwszym singlem czyli "Save me". Na początku, przy kilku pierwszych odsłuchaniach, szukałam wytrwale TEJ iskry, ale niestety tylko lekko i na chwilkę się we mnie zatliła. No i tak oto trochę się rozczarowałam.. Teraz wciąż się zastanawiam czy panowie poczynili jakieś postępy od czasu nagrania swojego debiutanckiego albumu. Niektóre kompozycje wydają się być dojrzalsze, bardziej udziwnione, rozbudowane i odważne. Jednak ciągle czegoś tu brakuje. Chciałoby się poobcować z większą ilością takich utworów jak "Save me" czy "Trade yourself"- świeżych, pomysłowych, w nietuzinkowym stylu. Mniej monotonii panowie! Niech szukają, może w końcu odnajdą tą naprawdę swoją drogę, każdy artysta jej szuka i niektórym się udaje (6.5/10)

Zobacz statystykę tej recenzji