RECENZJA

powrót do głównej strony ARrecenzji
Recenzje od A do Z
Zobacz jakie jeszcze płyty zostały zrecenzowane przez Active Rocka

Kim są recenzenci??
Poznaj zaszczytne grono recenzentów. Dowiedz się kim są, co uwielbiają, a czego nie znoszą....

Active Rock Lista
Aktualne notowanie Active Rock Listy!

powrót do głównej strony ARrecenzji
SLIPKNOT
All Hope Is Gone
original release date 26.08.2008
(official Site)
(MySpace)
(Buy @ Empik)




na skróty
część II - Zawartość muzyczna
01 - .execute.
02 - Gematria (The Killling Name)
03 - Sulfur
04 - Psychosocial
05 - Dead Memories
06 - Vendetta
07 - Butcher's Hook
08 - Gehenna
09 - This Cold Black
10 - Wherein Lies Continue
11 - Snuff
12 - All Hope Is Gone
Co autor miał na myśli?
Ogólna ocena płyty


część I - Podobieństwa, z czym ci się kojarzy ta płyta?

paweł derwiński - Muzyka Slipknot kojarzy mi się z kawałkiem zakrwawionego mięsa, który zostaje podany nam w polewie czekoladowej i z bitą śmietaną... mniam! A muzycznie? Tu już trudniej o porównania. Z pewnością na "All Hope Is Gone" coraz częściej spoglądają w stronę twórczości Stone Sour. Warto też zaznaczyć, że chociaż są tu elementy charakterystyczne dla wcześniejszych dokonań tego zespołu, to z pewnością nie ma tu mowy o auto-plagiatach. Ech... "All hope is gone" to po prostu płyta jedyna w swoim rodzaju.

niedźwiedź zygmunt - Patrząc na nową płytę panów o wcale nie najbardziej tandetnym wizerunku w historii mam przed oczyma hamburgera, którego można zakupić w dowolnej sieci szybkiego żarcia. Na obrazku wygląda ślicznie, kusi soczystymi kolorami, radośnie skwierczącym tłuszczem i kawałkiem mięsa zdolnym wyżywić pół Afryki. Po zainkasowaniu naszych drobniaków, znudzone swoim życiem dziewczę w papierowej czapeczce wręcza nam upragnionego burgera, który jakby odstaje od tego co widzieliśmy na upiększonych Photoshopem plakatach. Bułka osiągnęła wiek emerytalny, mięso jest szare i gumowate, a kawałkiem sałaty nie przykryłaby się nawet pchła. Biorąc pod uwagę fakt, że krowie zadki wepchnięte w pieczywo z tej konkretnej żarłodajni nigdy nie powalały walorami smakowymi, trudno się właściwie spodziewać, że tym razem wymyślili coś przełomowego. Tylko, że kiedyś robili burgery, po których się nie rzygało.

część II - Zawartość muzyczna

01 - .execute.

paweł derwiński - Intro jak intro. Dawka "schizowatych" dźwięków, które przywodzą na myśl pierwszą płytę Slipknota. Dobrze, że nie trzeba takich rzeczy oceniać, bo z pewnością ".execute." zdecydowanie zaniżałoby średnią. (bez oceny)

niedźwiedź zygmunt - Jakieś rozedrgane gitary, jakiś bełkot mający brzmieć jak transmisja radiowa, jakieś syreny. Innymi słowy: klasyczny rozpędownik przed właściwym utworem. Chociaż właściwie niezbyt klasyczny bo następna piosnka nie podejmuje suspensu pozostawionego przez ".Execute." i całość idzie w buraki. Nie oceniam, bo i po co? (bez oceny)

02 - Gematria (The Killling Name)

paweł derwiński - Po prawie dwóch minutach niepewności, którą przynosi nijakie intro w końcu możemy odetchnąć z ulgą. Slipknot nadal potrafią przy... zagrać głośno i z werwą! I nie ma przeproś! Piękny utwór - brutalny i bezkompromisowy zarówno w warstwie muzycznej jak i lirycznej. (8.5/10)

niedźwiedź zygmunt - Początek kiepski, nijaki i przekombinowany, aczkolwiek zupełnie przyjemny w porównaniu z resztą tracku numer dwa. To co następuje po nim można nazwać tylko "walcowaniem jednego, skandalicznie prymitywnego motywu przez pięć minut". Żeby jednak nie było zbyt monotonnie, Chłopcy W Maskach postanawiają złamać całość solówką. To, że jest ona wzięta z kosmosu i nijak nie zgrywa się z (muszę przyznać) umiarkowanie skocznym "umpa umpa" to już zupełnie inna sprawa. Ale hej, mamy solówkę, co nie? (3/10)

03 - Sulfur

paweł derwiński - Zaczyna się sympatycznie ( czytaj: ciężko i "slipknotowo"), ale w końcu nadchodzi coś, czego wiele osób się obawiało... Ten refren... czy to jeszcze Slipknot, czy już Stone Sour? Czy to jeszcze Ci sami psychopaci, czy może sprzedajni, komercyjni leszcze? A wiecie co jest najgorsze? To cholernie dobry refren. I chociaż broniłem się przed nim dzielnie, to w końcu mnie dopadł. (8.5/10)

niedźwiedź zygmunt - Podejrzanie długo się rozkręca jak na coś tak banalnego, ale przynajmniej nie wydaje się aż takie prostackie jak poprzedni utwór. Niemniej "All Hope Is Gone" w momencie jak wokalista postanawia sobie zaśpiewać. Złośliwe wspomnienia najgorszych momentów ostatniej płyty Disturbed zapalają się w mózgu jak lampki ostrzegawcze, ośrodek odpowiedzialny za przetwarzanie sygnałów audio krzyczy "wciśnij STOP, natychmiast!". W chwili obecnej siedzę, wpatrując się tępo w ekran Worda i próbuję znaleźć słowa, które będą w stanie dostatecznie obraźliwie, acz nie wulgarnie opisać jak bardzo kiepskim pomysłem jest słuchanie "Sulfur". I, kurna, nie znajduję żadnych. (1/10)

04 - Psychosocial

paweł derwiński - Jeśli chodzi o budowę to trochę taki "Sulfur II" - ciężkie zwrotki i mega-melodyjny refren. No i znów mamy dysonans za dysonansem - cukier ulewający się z ust wokalisty obok świetnej pracy instrumentalistów, łagodna chwytliwość obok wulgarnej siły... utwór, który może zarazem zniszczyć im opinię i dać pierwsze miejsca na listach przebojów. Slipknot - jeźdźcy chaosu! (7.5/10)

niedźwiedź zygmunt - Nie wiem czego właściwie słucham. Slipknot próbuję posadzić swoje dupsko na polu "szybka zwrotka+melodyjny refren", ale robi to z gracją, o którą posądzać można wyłącznie facetów w robotniczych uniformach. Zwrotka lansuje klasyczny motyw "byle jak, byle do przodu", a refren próbuje jakoś łagodnie płynąć. Próbuje zresztą zupełnie przyzwoicie bo jak już zadźwięczy to, o dziwo, nie czuć bełta w przełyku. Problem z takimi utworami jest jeden: albo połączenie się uda i dostaniemy murowanego hiciora, albo miks nie zatrybi i da ciekawy efekt pozbawionej smaku papki. Innymi słowy: masz czwórkę i wynoś się z mojego odtwarzacza. (4/10)

05 - Dead Memories

paweł derwiński - Czy oni aby nie przesadzają z tym odchodzeniem od metalowego łojenia? Corey Taylor tym razem w ogóle nie zdziera gardła - śpiewa od początku do końca. Całe szczęście, że nie udaje przy tym potencjalnej gwiazdy pop (co czasem mu się zdarza). W "Dead Memories" postawili na budowanie nastroju, przez co jest spokojniej niż zwykle, ale za to ciemno i zimno jak na cmentarzu. Tylko co ciekawego (i zarazem poprawnego etycznie) można robić na cmentarzu? (6/10)

niedźwiedź zygmunt - Balladka w wykonaniu zespołu o rekordowej ilości niepotrzebnych członków? Z przyjemnością, w końcu nie tak znowu dawno temu udało im się popełnić całkiem niezły "Vermilion". Niestety, jak chyba wszystko na tej płycie, balladka też zaskakuje refleksyjnością amerykańskiego futbolisty i gracją słonia na grzybkach. Ponadto, jak na złość, zespół znowu podejrzanie zbliża się do strefy wpływów Disturbed. Śpiewający Panie Z Maską, jak tak bardzo lubisz odwiedzać cudze podwórka to weź się pan za ogrodnictwo. Bollywood był przynajmniej w tej konwencji zabawny. (2/10)

06 - Vendetta

paweł derwiński - To jeden z tych utworów, które wciągają od pierwszego przesłuchania. Powraca stary, dobry Slipknot - bez komercyjnych naleciałości, za to pełen chorej fantazji. Dobrze jest od samego początku, ale kiedy zaczynają tak uroczo skandować "Let's! Pretend! We're not At the end!" to naprawdę ciężko powstrzymać głowę od bezwarunkowych, ruchów wahadłowych. (9/10)

niedźwiedź zygmunt - Chryste, daleko do końca? Chyba puściłem płytę od początku bo ciągle słyszę ten sam szajs. Ale nie! Wokalista jakby mniej się drze więc najwyraźniej jest to jakoś nowy utwór. Cóż, recydywa boli. (1/10)

07 - Butcher's Hook

paweł derwiński - Czy to próba wywołania u nas sentymentów? Zwłaszcza w warstwie wokalnej przychodzą na myśl skojarzenia z ich pierwszą płytą. Te delikatne wtrącenia Corey'a jakby żywcem ze "Spit It Out" wyjęte. Łezka się w oku kręci. (7/10)

niedźwiedź zygmunt - Just 5 spotyka tanią podróbkę Pantery. (1/10)

08 - Gehenna

paweł derwiński - Przyznaję się bez bicia - obwiniam Corey'a Taylora za przemycanie do Slipknota coraz większej ilości typowej, amerykańskiej melodyjności. Tymczasem on funduje mi refren, jakiego w ciężkim graniu jeszcze nie słyszałem! Ten kawałek wprawił mnie w niemałe osłupienie. Powiedzmy, że to już nie jest zwariowany horror z clownami w roli głównej - teraz to psychodelia na poziomie Davida Lyncha. (10/10)

niedźwiedź zygmunt - Prawie siedem minut dźwiękowej pornografii. Nie, nie tej dobrej pornografii z ładnymi lesbijkami i ciekawym zwrotem fabularnym kiedy na planie pojawia się dostawca pizzy. Mówię o brudnym, tłustym niemieckim pornuchu z babami większymi niż autobus i narzędziami stosowanymi na co dzień chyba tylko w północnokoreańskich obozach reedukacyjnych. (1/10)

09 - This Cold Black

paweł derwiński - Numer, który powinien spodobać się miłośnikom płyty "Iowa". Elegancka, metalowa jazda. Jeśli można się do czegoś przyczepić, to do faktu, że brakuje tu jakiegoś smaczku, czegoś co na długo zapadało by w pamięć. (7/10)

niedźwiedź zygmunt - Ten utwór skłania do refleksji. Nad życiem, śmiercią, rosnącymi cenami ropy i ludziach, którzy potrafią kilkanaście razy nagrać jeden kawałek i upchnąć wszystkie jego wersje na album. (1/10)

10 - Wherein Lies Continue

paweł derwiński - Zaczyna się trochę jak jakiś zapomniany kawałek Korna. Na szczęście po kilkunastu sekundach wszelkie podobieństwa ze wspomnianą kapelą rozmywają się. "Wherein Lies Continue" to utwór, który nie należy do najłatwiej przyswajalnych na tym krążku, nie mniej jednak przy każdym kolejnym przesłuchaniu bardziej się go docenia. (7.5/10)

niedźwiedź zygmunt - Jak to jest fizycznie możliwe żeby nagrać aż tyle aż tak nudnych i nijakich kawałków z rzędu? Jasna cholera, niech ktoś sprawdzi czy ci goście potrafią chodzić po wodzie bo to co wyczyniają zdecydowanie przekracza ludzkie pojmowanie. I znowu wchodzą na podwórko Disturbed co jest prawdopodobnie jedynym elementem ratującym tę kaszankę. (2/10)

11 - Snuff

paweł derwiński - Ballada... kiedyś byłoby to nie do pomyślenia. Cóż, "Vol.3" przygotowało nas już na takie "kwiatki". "Snuff" ma pewne zalety, jak chociażby bardzo fajny motyw gitary. Ciężko oprzeć się jednak wrażeniu, że tą "pioseneczkę" wcisnęli tu trochę na siłę. Najbardziej wyrazisty przykład zaniku granicy pomiędzy Slipknot i Stone Sour. (5.5/10)

niedźwiedź zygmunt - W chwili kiedy myślałem, że nie będę mógł jeszcze bardziej się nudzić przy tym albumie, Slipknot wrzuca klasyczną do bólu balladkę. Wybija się ponad szajs, który serwowali do tej pory, ale to akurat żadna rekomendacja. (5/10)

12 - All Hope Is Gone

paweł derwiński - Jeśli mężczyznę rzeczywiście poznaje się po tym jak kończy, to nie ma wątpliwości, że członkowie Slipknot to chodzące bomby z testosteronem. A poważnie - "All Hope Is Gone" miażdży! Siedzi w tym jakaś hard-core'owa siła. W mojej opinii to zdecydowanie jedna z najlepszych kompozycji w dorobku tego zespołu i chyba najlepszy metalowy kawałek, jaki było mi dane usłyszeć w tym roku... "We'll find the way, when all hope is gone!" Ach... cudo! (10/10)

niedźwiedź zygmunt - Prawdę mówiąc nie zarejestrowałem tego kawałka bo obserwowanie jak farba odłazi ze ścian pochłonęło mnie bez reszty. (1/10)

część III - Zawartość liryczna. Co autor miał na myśli?

paweł derwiński - Corey nareszcie dorósł. Teraz opisuje głównie swoje głębokie doznania związane z pięknem przyrody... Czy ktoś w to uwierzył? Slipknot to Slipknot - pod względem lirycznym dają nam to czego od nich oczekujemy. Teksty przepełnione mrokiem, siłą, czasem zabarwione groteską. A wszystko to takie "slipknotowe" - tak ogromnie pretensjonalne. Głupie? Według mnie nie, ale nie będę nikogo przekonywał, że Corey to wielki, amerykański wieszcz. To jednak pierwszej wody buntownik. I do tego jaki charyzmatyczny! Ma chłopak talent do zarzucania nas nośnymi frazami. Już w takim "Gematria (The Killing Name)" padają przynajmniej ze trzy zwroty, które aż stworzone są do tego, aby gościć w gardłach rozwścieczonej publiczności ( "We will burn your cities down!", "Give me a minute and I'll change your mind, give me a bullet and I'll change your life" czy "Remember! Surrender! The time is Now!). A to tylko jeden numer... Strona liryczna tej płyty wydaje mi się takim krzywym zwierciadłem, w którym przegląda się współczesna kultura Zachodu. A czasem możemy ujrzeć tam także odbicie samego autora - bądź co bądź wyjątkowego wytworu tej właśnie kultury.

niedźwiedź zygmunt - Wolne żarty. Posądzanie autora tych wypocin o jakąkolwiek myśl zahacza o jeden z tych tandetnych kabaretów, które z takim uporem lansuje telewizja publiczna. Co tu jest? To co zwykle u Slipknota: świat jest zły, ja jestem zły, nikt mnie nie rozumie. No ale cóż... kindermetale też muszą coś śpiewać.

część IV - Ogólna ocena płyty

paweł derwiński - Slipknot to potęga. Nie piszę tego pod wpływem emocji. To fakt. Nie ma na współczesnej metalowej scenie nikogo, kto mógłby stanowić dla nich konkurencję. Wiem, że moje słowa mogą budzić oburzenie, bo "Slipknot to komercha!", bo "Slipknot to nie metal!", bo "Slipknot to ... (wpisz co zechcesz)". Tej kapeli można nie lubić. Pisałem już o pretensjonalności, prawda? No właśnie. Dla wielu "poważnych" osób to sprawa nie do przeskoczenia. Dla takich właśnie "metalowych konserw" nowe dzieło Slipknota będzie tylko mocnym argumentem za tym, że... "Slipknot to komercha!", że "Slipknot to nie metal!" itp.

Nie da się ukryć, że na "All Hope Is Gone" coraz mniej rzeźni, a coraz więcej melodii. I muszę przyznać, że też mam pewne wątpliwości, czy w tym względzie zachowano odpowiednie proporcje. Gdybym mógł o tym decydować, bez zastanowienia wymieniłbym taki "Snuff" czy "Psychosocial" na coś bardziej w stylu kompozycji tytułowej. Nie będę jednak narzekać, bo mimo wszystko "All Hope Is Gone" spełnił wszystkie moje oczekiwania. Nie mogę napisać, że album ten jest lepszy od któregokolwiek z poprzednich dokonań Slipknota. Ta płyta jest inna. I to jej największa zaleta. Dzięki temu, że Slipknot nie mają nawyku powielania tego co już zrobili, jeszcze na długo mogą pozostać w czołówce ciężkiego grania. Mogliby jednak wydawać płyty nieco częściej, bo jakoś ciężko mi sobie wyobrazić, że w ciągu kolejnych kilku miesięcy trafię na tak urocze piosenki jak "Gehenna" czy tytułowy "All Hope Is Gone". (9/10)

niedźwiedź zygmunt - Moja ocena trudna do przewidzenia chyba nie będzie. Muszę przyznać, że tak beznadziejnego albumu nie widziałem od lat i obcowanie ze Slipgniotem sprawiło, że zdecydowanie łaskawszym okiem patrzę na Stolen Babies, wegetarian i niemieckie porno. Na poprawę humoru odpaliłem sobie From Autumn To Ashes bo trzeba być artystą żeby urodzić większy klocek niż "All Hope Is Gone". Na pewno nasi radośni partacze wyszliby na tym biznesie lepiej, nagrywając samą ciszę na albumie. Ocena w pełni zasłużona. (1/10)