RECENZJA

powrót do głównej strony ARrecenzji
Recenzje od A do Z
Zobacz jakie jeszcze płyty zostały zrecenzowane przez Active Rocka

Kim są recenzenci??
Poznaj zaszczytne grono recenzentów. Dowiedz się kim są, co uwielbiają, a czego nie znoszą....

Active Rock Komis
Używane, oryginalne płyty sprowadzane ze Stanów. Pomożemy Wam je zdobyć...

Active Rock Lista
Aktualne notowanie Active Rock Listy. Jest to najlepsza strona nawigacyjna na activerock.prv.pl, znajdziecie tam przy utworach linki do mp3, oficjalnych stron, wywiadów, tekstów, wideoklipów, sylwetek na active-rock'u i ostatnich newsów...

powrót do głównej strony ARrecenzji
TRIVIUM
Ascendancy
original release date 05.10.2004
(official Site)
(Active Site)
(teksty Trivium)
(Wywiad - Matt)
(Ascendancy e-card)


na skróty
część II - Zawartość muzyczna
01 - End of Everything
02 - Rain
03 - Pull Harder on the Strings..
04 - Drowned and Torn Asunder
05 - Ascendancy
06 - Gunshot to the Head..
07 - Like Light to the Flies
08 - Dying in Your Arms
09 - Deceived
10 - Suffocating Sight
11 - Departure
12 - Declaration
Co autor miał na myśli?
Ogólna ocena płyty
Statystyka



część I - Podobieństwa, z czym ci się kojarzy ta płyta?

zator(e)k - Do Atreyu, Shadows Fall, Shakespeare in Hell, Deride i wielu innych kapel ze środkowego zachodu. Dobry, motorycznie nienaganny metal, w klasycznej formie: szybka i precyzyjna sekcja, niezły gitarzysta, pseudodeathowy wokal i n-syncowe chórki.

dusia - Wyraźnie zaznaczone inspiracje, o których panowie z Trivium dużo wspominają przy każdej okazji czyli przede wszystkim Metallica i Megadeath. Doskonale znany huragan w nowej, świeżej odsłonie.

diablica - Nieuniknione jest porównanie z Killswitch Engage, Shadows Fall, Lamb Of God i podobnymi.

część II - Zawartość muzyczna

01 - End of Everything

zator(e)k - Intro godne Burzuma albo przynajmniej Dimmu Borgir. Ciężkie, a jednak melodyczne dźwięki fortepianu, soczysty dźwięk akustycznej gitary, w tle chóry...mogli by tak grać przez całą płytę. (-/10)

dusia - Wprowadzenie. Zapowiedź. Oczekiwanie. Mrok i tajemnica ukryte w klawiszach starego pianina. (-/10)

diablica - Pianinkowo-gitarowo-chóralne intro. Przypominają mi się czasy w których słuchałam In Flames. (-/10)

02 - Rain

zator(e)k - Utwór, który powinien nosić raczej tytuł storm - niezła galopada ze wszystkimi możliwymi w melodycznym metalu "sztyftami" : nakładane gitary, podwójne wokale, zmiany riffów i akcentów. Jeden z najlepszych utworów na płycie. Nie przekombinowany, a jednocześnie mieniący się odcieniami. Perkusista od czasu do czasu pokazuje, że nie obce mu są dokonania Herrery z FF-a. (9.5/10)

dusia - Powalający wybuch zawrotnego tempa. Żywioł. Niepohamowana dynamika. Doskonała, agresywna, wyrazista perkusja. Cudowna melodyka refrenu. (9/10)

diablica - Jeden z kawałków, który coś w sobie ma (konkretnie bardzo wciągający fragment zaczynający sie po około minucie). Robi nadzieję na przyszłość, ale niestety im dalej tym gorzej.(7/10)

03 - Pull Harder on the Strings of Your Martyr

zator(e)k - Początek tego kawałka iście z Children of Bodom, zwłaszcza pomysł z perkusją saute , którą po kilku taktach "przecina" gitara. To ulubiony przez Laiho pomysł na otwarcie. Dalej niestety jest trochę mętnawo. Dopiero gdzieś od 2:35 zaczyna się porządne muzykowanie, ale trwa zbyt krótko. W końcówce powrót do początkowej frazy jak dla mnie mało przekonującej. Satysfakcjonujący jest jedynie przyzwoity pałer. (8/10)

dusia - Bardzo singlowy, wyrazisty, zapadający w pamięć- idealna wizytówka płyty. Silny, prowokacyjny wokalny bunt. Dzika, powalająca energia przyprawiająca o zachwycający zawrót głowy. I cudowny dodatek w postaci podwójnej gitarowej perełki.. (9.5/10)

diablica - Mocne postawienie na dwie stopy, później gitary na przemian z wokalem (bardzo hardcorove ). I melodyjny refren. Solówka przy końcu.. (bardzo nie hardcorove ;) ) (6/10)

04 - Drowned and Torn Asunder

zator(e)k - Powrót do wyrazistej stylistyki z "Deszczowej piosenki". Bardzo super gitarki i to zarówno rythmic jak i łoba leady, ino ten zaśpiew w refrenie taki trochę za bardzo w stylu Golec Łorkiestra. Numer pomyślany chyba jako singiel do MTFałki. To niestety powoduje że tylko (8.5/10)

dusia - W miarę spokojny, płynny i oczywiście bardzo melodyjny. Niczym specjalnym się nie wyróżnia, a jednak trzyma w ciągłym napięciu i zachwycie. (9/10)

diablica - Znowu szybko, szybko. Zdaje się że stopy to coś co perkusista lubi najbardziej więc już nie będę się nad tym rozwodzić. Brak ciekawych fragmentów. (4/10)

05 - Ascendancy

zator(e)k - Kolejny hiciorek, na "miękkich i ciepłych akordach" w refrenie. Zaczynam mieć podejrzenia, że panowie nie do końca mają ochotę grać metal, a raczej dążą do podboju serc nastolatek czytających wieczorami Annę Rice do wtóru Therionów i Himów. Jedyny koleś, który się tu nie obija to perkusjonista - momentami przekracza prędkość dźwięku i chwała mu... (7/10)

dusia - Najpiękniejszy refren na płycie! Przesycony emocjami głęboko porusza. Słuchanie go wywołuje we mnie uczucie podobne prawdziwemu zakochaniu. Motylki podekscytowania w brzuchu i gardle. Fontanna wspomnień... (10/10)

diablica - Bardzo melodyjny riff wpadający w ucho. Innych ciekawostek nie stwierdzono. (5/10)

06 - Gunshot to the Head of Trepidation

zator(e)k - Na początku mamy istną lawinę cytatów: Cradle, Immolation, Dimmu, a i dalej jest bardzo stylowo. Dopiero początek czwartej minuty i n-syncowy chórek uprzytamnia nam że to nie Mayhem Festival, pryska czar, potem minuta z okładem trywialnej choć robiącej momentami wrażenie palcówki na gitarach i wreszcie dochodzimy do sedna puk, puk, i chóralne śpiewy - to klasyczny koncertowy "zbiornikowiec" do wykonywania wspólnie prze cały stadion. W sumie bardzo nierówny, ale początek wart nagrody. (7.5/10)

dusia - Długi utwór wypełniony po same brzegi niesamowicie ciekawą treścią muzyczną. Bardzo koncertowy (szczególnie końcówka). Przepiękne, melodyjne aż do bólu gitary. Od początku budził we mnie ogromny szacunek i zadziwienie: jak można napisać kawałek tak niejednorodny, sprawiając jednocześnie, że każdy element zachwyca i jest nierozerwalną jego częścią. Absolutne cudo!(10/10)

diablica - Szczerze przyznam, że przy tym kawałku moje myśli odpłynęły w stronę strony ze snowboardami i jakoś niczym szczególnym mnie spowrotem ów kawałek nie przyciągnął. Reszta płyty od tego momentu również popłynęła niezauważona - jako monotonne bzyczenie stóp i pitolenie gitarek, które nawet w pewnym momencie przyciszyłam, bo mi przeszkadzało... Chyba będę musiała przesłuchać płytkę jeszcze raz co jakoś nie budzi mojego entuzjazmu (hmmm). (3/10)

07 - Like light to the flies

zator(e)k - Utwór z najwyższej półeczki - ma wszystko: zadatki na przebój, ale i kawał prawdziwej, nie udawanej, rockowej harówki. Szczerze polecam kilkukrotne przesłuchanie - za każdym razem słychać coś nowego. (9.5/10)

dusia - Kolejna gitarowa symfonia! Początkowe zawrotne tempo przechodzi w charakterystyczną, wyraźną rytmikę, gładko przepływa w refren i okrywa się kolejną piękną melodią. Warto wsłuchać się nie tylko w niesamowite solówki, ale także gitarowe, ciche delikatne tło, bo jest czymś naprawdę przemyślanym, misternym i kunsztownym. (9.75/10)

diablica - OK. Drugie słuchanie. Wokal oscyluje między hardocorovym gardłowaniem a melodyjnymi la la la. Niby fajne ale jakoś mnie nie porywa. Gitary tłuką w kółko ten sam riff i zawiewa monotonią. (4/10)

08 - Dying in Your Arms

zator(e)k - To chyba jakiś niedobitek z piwnicznych czasów. Nie dość, że mętny muzycznie to w dodatku strasznie marnie zmiksowany - przypomina nagłośnienie na polskich koncertach rockowych - płaska, bezbarwna jałowa ściana dźwięków, zero muzy. (5/10)

dusia - Już sam początek zapiera dech.. Piękny, singlowy numer. Tak bardzo wyróżniający się spośród całej reszty materiału czarowną delikatnością. Stanowi celowe pokazanie przez zespół możliwości nagrania czegoś na kształt lekkiego, rockowego, radiowego hitu. Taki jasny promyk. Należą się wielkie brawa za tę kompozycję! (9.95/10)

diablica - No ten kawałek przynajmniej zaczyna się ciekawie, ale nie.. znowu te same inflamesowe riffy i numetalowy wokal. Za ten fajny przerywnik dam (5/10)

09 - Deceived

zator(e)k - Bardzo podoba mi się charakterystyczne dla kapeli dwugitarowe pomykanie z samą perkusją. Temu kawałkowi jednak nie staje ogólnej wizji, struktury, jak ma to miejsce w najlepszych na płycie "Suffocating sight", "Like light to flies", "Declaration" czy "Rain". Przypomina bardziej zbiór pomysłów, niż zaplanowany utwór. A i szansonista jakiś taki bezbarwny. (7.5/10)

dusia - Refren!!! Wprost oszałamiający! Istna emocjonalna uczta. I znów gitarowy urodzaj w każdej sekundzie. Zadziwiające, że melodię można momentami również wykrzyczeć... Dziki, zarośnięty, odkrywany na nowo ogród... (9.5/10)

diablica - The Deceived idealnie nadaje się do walenia głową o ścianę. Tylko nie wiem czy nadążę.. idę spróbować... <2 minuty później: Nie. Nie nadążam. Stety czy niestety - nie będę dochodzić w tym do perfekcji, bo to ostatni raz kiedy słucham tego kawałka> Mam coraz bardziej dość więc (2/10)

10 - Suffocating sight

zator(e)k - Maksiorek. Nic dodać nic ująć. Zaczyna się jak Ascendancy, ale dalej jest tylko coraz lepiej. Hendbengowa sekwencja na początku 3 minuty, tuż po "słodkim" hollywódzkim refrenie to majstersztyk, potem trochę rage'owania, dalej zakręcone gitary w czildrenowym stylu, nagle niemal cytat ze Slipknota, a wszystko dziwnie trzyma się kupy. (10/10)

dusia - Z początku lekko przeze mnie nie doceniany, nie zapadał mi w pamięć, mimo wszystko stanowił integralną część albumu. Teraz chwytliwy refren opanowuje mój umysł często na cały dzień:) Głośno, dobitnie, energetycznie. Brakuje tu jedynie jakiegoś kolejnego, popisowego gitarowego czaru. (10/10)

diablica - Hmm, znowu ciekawe pierwsze kilka sekund a potem uruchamiamy pana na perkusji, który z powodzeniem osiąga trzecią kosmiczną. Dzielnie nadąża pan z gitarkowym dydoleniem. Chwilami zwolnienie - chyba na złapanie oddechu. Standart. "-Panie Crusher, kurs 5467, warp dziewiąty!" (3/10)

11 - Departure

zator(e)k - Początek zupełnie nieudany, jakby kapela nie wiedziała co ma grać rock'n'rolla ala Oasis, balladę w stylu Scorpions czy jakąś ostrą rąbankę pod Carcass'a. W drugiej połowie próbują jeszcze ratować tyłki, ale jest już za późno... kwaśno-gorzki smak pozostaje. (7.5/10)

dusia - Na przemian delikatny wokal i zdzieranie gardła przez Matt`a- jedno i drugie idealnie wpasowane w muzykę. Druga połowa utworu jest już całkowitym szaleństwem szczególnie perkusji, wokalu i tekstu. Ciężki, bardzo ciężki, duszny i oczywiście niesamowicie piękny:) (9/10)

diablica - Zieeeeew. Zaciąga balladką, ale szybko powracamy do typowych klimatów na tej płycie. Z niecierpliwością wyglądam końca płyty. (2/10)

12 - Declaration

zator(e)k - Pierwsze akordy wycięte z Atomshipa a dalej konwencjonalne, jak mawiał Mrożek, rżnięcie nożem. Bardzo dobre wrażenie na zakończenie - rym, co prawda, częstochowski, ale za to prawda najświętsza. Szczególnie polecam adeptom sztuki bębniarskiej. (10/10)

dusia - Tutaj to już dostajemy po uszach niemal z prędkością światła :D Ogłuszające, wariackie z natchnionym refrenem i instrumentalnymi dodatkami. Utwór bez wyraźnej struktury i ze sporym artystycznym bałaganem. Wyraziste brutalne bębny. Rwący potok... (9/10)

diablica - Żeby na koniec mnie dobić to zrobili kawałek siedmiominutowy. Nuda, nuda. Nuuuda. Schemat jak poprzednio. Gdyby nie było przerw nikt by sie nie zorientował, że to kolejny kawałek. (2/10)

część III - Zawartość liryczna. Co autor miał na myśli?

zator(e)k - A jednak ta Ann Rice wspominana wcześniej była nie od rzeczy. Teksty raczej gotyckie, mroczne, pełne bólu, strachu, i naturalistycznych, wręcz turpistycznych obrazów zniszczenia i śmierci. A jaka na to wszystko recepta:

Spal pisma
Pochowaj rządzących
Uwolnij się
Rozbij struktury
Zadeklaruj WOLNOŚĆ...

dusia - Bardzo dobre teksty. Niektóre fragmenty są niczym wspomagacze codzienności, czasem po prostu dobrze jest je sobie w danej chwili przypomnieć, robi się wtedy jakoś lżej. A o czym są? Według mnie stanowią pewien bunt przeciwko niesprawiedliwości i przytłaczającej sile wielkiego świata. Wydobywają wewnętrzną siłę pozwalającą przezwyciężyć fałsz i zepsucie.

Dwie ciekawostki: Danny i Lisa z piosenki Radio/Video to para prezenterów radiowych, która zarzekła się, że ich stacja nigdy nie będzie grać utworów System Of A Down, natomiast kawałek 'Old School Hollywood' został napisany przez Malakian'a po wydarzeniu, które miałobyć spełnieniem jego marzeń - wspólnym meczu basebollowym na stadionie Dodgersów.

diablica - Liryki są równie skomplikowane co muza - kilka linijek o smutku, rozczarowaniach, śmierć, jest też piosenka o złym tacie, ogólnie b e z n a d z i e j a - nie odczuwam ciągot do głębszej analizy tych tekstów. Wystarczy że przekaz muzyczny mnie nie zainteresował.

część IV - Ogólna ocena płyty

zator(e)k - Kawał solidnego ostro przyprawionego rocka, momentami bardzo wysokiego lotu. To ten kierunek amerykańskiej sceny, który lubię najbardziej. Niestety od czasu do czasu razi zwykłą komerchą i mizdrzeniem się do "małoletniej" (stażem) publiki. W sumie warto ten krążek posiąść, ale po to, by zrobić z niego mniej więcej półgodzinną Epkę. (8.5/10)

dusia - Zdecydowanie i bez najmniejszych wątpliwości- jeden z albumów mojego życia :) Ogromny, zachwycający zbiór przepięknych melodii, gitarowych majstersztyków. Energetyczna dzikość, idealne brzmienie. I drzemiący w tym młodym zespole ogromny potencjał, który czyni z nich pretendentów do muzycznego tronu. Jasna, lśniąca gwiazda pośród zamglonych i gasnących światełek. Kawałki doprowadzone do perfekcji niemal w każdym najmniejszym szczególe. Osobiście jeszcze nigdy nie uważałam żadnej płyty za tak idealną i dopracowaną. Nic dodać, nic ująć. (10/10)

diablica - Widzę, że płyta jest rekomendowana przez wydawcę dla fanów Metalliki, Slayera, Pantery, Testamenta. Metalliki i Testamenta to może i owszem, ale kto mi tu wyjechał z Panterą??! Toż to się ma do Pantery jak kupa do budyniu. Fanom Pantery nie polecam, nie nie nie! Zespół nie ma jeszcze wyrobionej nazwy, która by przyciągała i pozwalała na kredyt zaufania ani niestety nie ma stylu, który powalił by mnie na kolana. Wszystko to było odtwórcze, monotonne i bez wyrazu. I jeszcze jedno - mógłby ktoś pomyśleć po tej recenzji, że nie lubię napierdalania po garach. Lubię. Ale w wykonaniu Trivium było to okropnie nudne. (2/10)

Zobacz statystykę tej recenzji